"Somalizacja” Szwecji"Somalizacja” Szwecji

Bardzo znaczący szwedzki polityk powiedział w rozmowie ze mną (nasz wywiad będzie emitowany w najbliższą niedziele o 12:00 w „RH + Rozmowy Czarneckiego” w telewizji wPolsce 24), że niektórzy jego rodacy mieli złudzenia, że standardy polityczne ze Szwecji będą przeniesione do Somalii i innych krajów Afryki czy Azji, a tymczasem to „standardy” z Somalii implementowane są w jego ojczyźnie. Trudno odmówić racji Charliemu Weimersowi - bo o lidera szwedzkich konserwatystów w Parlamencie Europejskich tu chodzi. Rzecz oczywiście w fałszerstwie w wyborach do jednoizbowego parlamentu Królestwa Szwecji - Sveriges Riksdag. Podejrzany jest o to Somalijczyk Mohamed Abdukardir Ali. Startował on z listy komunistycznej Partii Lewicy. Młody (30 lat) i obrotny Afrykanin dostał szwedzki paszport raptem siedem miesięcy temu, dzięki czemu choć jeszcze nigdy nie głosował w żadnej elekcji w tym skandynawskim kraju, to mógł zostać kandydatem w wyborach.
Skądinąd dwa lata temu Szwecja odmówiła mu przyznania obywatelstwa, ale gość z Czarnego Lądu (jak w czasach przed erą „politycznej poprawności” nazywano kontynent afrykański) skutecznie się odwołał. Nie chciano dać mu szwedzkiego paszportu, bo miał olbrzymie długi. Być może na te pierwotną odmowną decyzję miał tez wpływ fakt, że kilka lat temu pan Ali był łaskaw mieszkać w mieście Maersta wraz z… członkiem gangu.
„Somalijski łącznik” wystartował z dziewiątego miejsca na liście komunistów, ale wybory sensacyjnie wygrał, bo nie tylko podwoził do lokali wyborczych swoich elektorów, ale żeby nie fatygowali się nadmiernie wręczał im… już zakreślone karty wyborcze ze swoim nazwiskiem! W dodatku płacił im za głosy na siebie: sfilmowano go, jak szereg razy wyciągał z bankomatu ATM szwedzkie korony. Allah i wyborcy pomogli, bo z dalekiego miejsca zdobył najwięcej głosów wyprzedzając wieloletnią posłankę do Riksdagu, liderkę komunistów Kajse Fredholm. Kompletnie nieznany członek partii komunistycznej w mieście Dalarna (przeszło 200 kilometrów na północny-zachód od Sztokholmu) rozbił wyborczy bank, ale w atmosferze takiego skandalu, że nie pozwolono mu objąć mandatu. Nie chodzi wszak tylko o jednego islamistę-komunistę, tylko o fakt, że unieważnionych będzie zapewne aż 11 mandatów z tego okręgu, a to może zupełnie zmienić wynik wyborów u naszego północnego sąsiada (przez morze). W sytuacji, gdy przewaga potencjalnej koalicji lewicowo-liberalno-komunistycznej wynosi zaledwie 3 mandaty (176 do 173) może to wysadzić w powietrze wynik szwedzkiej elekcji.
Muzułmański komuch Ali miał być jednym z 30 posłów Partii Lewicy (oficjalna nazwa komunistów). Bez tych głosów nie powstanie rząd byłej socjaldemokratycznej premier Magdaleny Andersson. O skali oszustwa świadczy fakt, że nawet jej główny doradca Tobias Baudin określił zarzuty wobec szwedzkiego Somalijczyka za „bardzo poważne”.
Trawestując francuskiego klasyka Moliera: ”Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało” prowadząc taką właśnie, a nie inną politykę imigracyjną UE...
