Putin u bram? Tusk brzydko się bawi, dziennikarz "GW" kłamiePutin u bram? Tusk brzydko się bawi, dziennikarz "GW" kłamie o rządzie Morawieckiego

FacebookTwitter

Patrząc na to, jak zachowuje się dziś rząd Donalda Tuska, strach pomyśleć, co działoby się, gdyby to ta ekipa była u władzy 24 lutego 2022 r. A tak się składa, że u władzy była wówczas ekipa tak „prorosyjska”, że przekazała Ukrainie sprzęt wojskowy wart prawie 15 mld zł, i od listopada 2021 r. budowała koalicję antyputinowską. Donald Tusk we wrześniu 2026 nie przygotowuje Polaków na zagrożenie, ale wchodzi w mentalną koalicję z Braunem, a kłamliwe pokrzykiwania dziennikarzy "GW" tego nie zmienią.

Kiedy w listopadzie 2025 r. premier Donald Tusk wyszedł na mównicę sejmową i ogłosił „5 zasad bezpieczeństwa” (określanych różnie, ale odnoszących się ogólnie do trwającej agresji Rosji i zagrożenia dla naszej części Europy), pisałam, że jako żywo przywodzi to na myśl „Rok 1984” Orwella i politykę Ministerstwa Prawdy. Szef rządu zaserwował nam wówczas spektakl politycznego wykorzystywania zagrożenia ze strony Rosji do uderzenia w opozycję (która w ogromnej większości nie jest prorosyjska), a przy tym – rozmywania i ośmieszania tego rzeczywiście poważnego tematu. Ostrzegałam również, że „5 zasad” Tuska sprowadza się w istocie do propagandowego „cepa” pod tytułem: kto nie z rządem, ten z Rosją. Z rządem – dodajmy – który w pierwszej swojej odsłonie (2007-2015 i koalicja PO-PSL) prowadził wobec reżimu Putina bardzo niemądrą, naiwną i na dłuższą metę niebezpieczną politykę (to, że wówczas „wszyscy tak robili” lub, że „wtedy nie było wojny”, nie jest żadnym wytłumaczeniem dla sposobu, w jaki traktowano śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków PiS oraz ich ostrzeżenia).

„Reset” Tuska przypominaliśmy tutaj już wielokrotnie, zarówno w tekstach i komentarzach publicystycznych, jak i wywiadach czy rozmowach z ekspertami, politykami, wojskowymi i dyplomatami czy wreszcie – w newsach z tzw. bieżączki politycznej. Dlatego skupmy się bardziej na tym, co działo się w II połowie 2021 r., później – po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę, ale też – co dzieje się teraz. Bo od listopada 2025 r. i kuriozalnych „5 zasad”, zmieniło się tylko tyle, że Tusk brnie w to coraz bardziej, coraz bardziej ośmiesza rzeczywisty problem i daje paliwo jawnie prorosyjskim politykom i ugrupowaniom, które nie chcą zrozumieć, że to Putin rozpoczął wojnę, że Ukrainy nie trzeba kochać ani tym bardziej udawać, że pada deszcz, kiedy prezydent Wołodymyr Zełenski pluje nam w twarz „Bohaterami UPA”, ale w naszym interesie jest zwycięstwo Kijowa i spacyfikowanie Moskwy. Działania Tuska stawiają go w mentalnej czy symbolicznej koalicji z Braunem.

Kłamstwa o „zlekceważonej” informacji CIA

Nie będę ukrywać, że do niniejszego komentarza nieco zainspirował mnie redaktor Bartosz Wieliński z „Gazety Wyborczej” - którego już teraz, jako wiernego czytelnika wPolityce.pl serdecznie pozdrawiam, bo wiem, że wpadnie tu prędzej czy później, poszukać pretekstu, aby w kolejnym wpisie na X obrazić redaktora Jacka Karnowskiego lub dziennikarzy naszego portalu. Żałuję tylko, że nie mogę mu już przypominać „listu Putina do Polaków”, który „Wyborcza” z dumą publikowała rok po rosyjskiej agresji na Gruzję, ponieważ zablokował mnie. Otóż Wieliński przypomniał jedną z najbardziej kłamliwych i niesprawiedliwych narracji na temat stanowiska PiS (dziś PiS i Rozwoju Plus) wobec agresji Rosji na Ukrainę, a mianowicie – rzekome zlekceważenie przez ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego w listopadzie 2021 r. ostrzeżeń przedstawicielki CIA przed realnym zagrożeniem pełnoskalowym atakiem Rosji na Ukrainę. Wicenaczelny „Wyborczej” zrobił to w reakcji na zarzuty Morawieckiego, że premier Tusk i jego rząd niedostatecznie informują parlamentarzystów i opinię publiczną o rzeczywistym niebezpieczeństwie ze strony reżimu Putina. Skonfrontowany z faktami, m.in. przez polityków tworzących dziś z byłym premierem Rozwój Plus, a w rządzie Zjednoczonej Prawicy pełniący ważne funkcje w resortach czy KPRM, redaktor temat porzucił. A szkoda, bo w kontekście obecnych działań Donalda Tuska i jego rządu warto, aby ktoś rzetelnie się nim zajął.

Przed Państwem więc garść faktów o tym, jak w okresie poprzedzającym pełnoskalową agresję Rosji na Ukrainę i już po 24 lutego 2022 r., kiedy to stała się ona faktem, zachowywał się rząd Zjednoczonej Prawicy, jak postępowała ówczesna opozycja, a także – jak dziś (kiedy wojna na wschodzie coraz bardziej dotyka także Polski, chociażby przez rakiety spadające na nasze terytorium czy nasilone rosyjskie prowokacje) postępuje rząd koalicji KO-PSL-Lewicy-Polski2050-Unii Centrum, jak zachowuje się opozycja i prezydent Karol Nawrocki. Wreszcie: dlaczego działania Tuska i jego rządu uważam za nieodpowiedzialne i niebezpieczne.

Najzuchwalsza odsłona wojny hybrydowej Łukaszenki

Listopad 2021 r. był nie tylko momentem, gdy coraz głośniej mówiło się w Polsce i na świecie o możliwym ataku Rosji na Ukrainę. W naszym kraju był to również czas apogeum kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej. Był on wynikiem ataku hybrydowego Alaksandra Łukaszenki, prawdopodobnie przy wsparciu Putina, na granicę Polski i zarazem – na wschodnią flankę NATO i Unii Europejskiej. Przez wielu ekspertów ów kryzys, nazywany operacją „Śluza”, uważany jest za preludium do rosyjskiego ataku na Ukrainę. Czy gdybyśmy wtedy „wpuścili tych ludzi”, a kim są, mieli ustalić później, bylibyśmy w stanie udzielić tak ogromnej pomocy Ukrainie od lutego 2022? Na ile mieliśmy w tamtym czasie do czynienia z biednymi kobietami i dziećmi, a na ile – z młodymi byczkami, którzy mogliby później chcieć jakoś „odwdzięczyć” się duetowi Putin-Łukaszenka za sprowadzenie ich do Europy (na przykład organizując zamachy czy prowokacje)?

Ówczesna opozycja nie chciała tego widzieć, podobnie jak zaprzyjaźnione z nią media. Wspomniany już redaktor Bartosz Wieliński w sierpniu 2021 r. wprost apelował do Straży Granicznej, aby odmawiała wykonywania rozkazów, które określał jako „przestępcze”. To gazeta, której Wieliński jest wicenaczelnym, forsowała tezy o „brutalności” służb mundurowych pod rządami PiS, z aktywistów przecinających concertinę czy atakujących werbalnie funkcjonariuszy SG, żołnierzy i policjantów robiąc „bohaterów” i oburzając się na używanie słów „wojna hybrydowa”. Za to w TVN24 słyszeliśmy „wzruszającą” opowieść o migrancie Ibrahimie, który płynął Bugiem przez 6 dni. Nie można zapomnieć o politykach KO kursujących z reklamówkami i inną „pomocą” dla „uchodźców”, opowieściami Janiny Ochojskiej o „zbiorowych mogiłach” czy uprawianym przez popierających Tuska celebrytów „virtue signalingu”. Im bardziej stawało się jasne, że nie mamy do czynienia ze spontanicznym napływem uchodźców po przejęciu Afganistanu przez talibów, tylko właśnie z wojną hybrydową, tym bardziej ludzie Tuska nie wiedzieli, jak się w tej sprawie zachować. I pozostało tak między innymi do objęcia władzy, ale na razie wróćmy do listopada 2021 r.

Był to bowiem czas największej eskalacji kryzysu na granicy (vide: Kuźnica-Bruzgi 8 listopada 2021). To wówczas doszło do starć migrantów i podburzających ich białoruskich funkcjonariuszy z polskimi służbami mundurowymi. Niedługo później koczowisko przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu w Bruzach odwiedził… „Baćka” we własnej osobie. Dyktator, który zmienił swoje państwo w ogromną kolonię karną i gnębi swoich obywateli, nagle zatroszczył się o biednych migrantów. To ma sens!

Jak reagował rząd Zjednoczonej Prawicy?

Pomiędzy zmasowanym atakiem na przejście graniczne Kuźnica-Bruzgi a propagandową, okraszoną „wzruszającymi” zdjęciami wizytą Łukaszenki na tamtejszym koczowisku migrantów, odbywa się jeszcze jedno ważne dla polskiej polityki wschodniej wydarzenie – premiera Morawieckiego odwiedza Avril Haines, dyrektor Wywiadu Narodowego USA, przekazując mu informacje, że agresja Rosji na Ukrainę jest nieunikniona. Według Wielińskiego, reakcji Morawieckiego nie ma. Dopiero w grudniu jest – jak to określił -„zjazd putinistów” w Warszawie. Tymczasem, jak przypomnieli dziennikarzowi m.in. Łukasz Schreiber czy Piotr Müller – w czasach rządów PiS bliscy współpracownicy ówczesnego premiera, a więc politycy w mniejszym czy większym stopniu uczestniczący w tych wydarzeniach, dokładnie 26 listopada 2021 r. Morawiecki poinformował o zakończeniu ofensywy dyplomatycznej, która to miała na celu zbudowanie antyputinowskiej koalicji. Estonia, Litwa, Łotwa, Węgry, Chorwacja, Francja, Słowenia, Czechy, Słowacja, Niemcy, Wielka Brytania – 11 krajów w 6 dni. 29 listopada 2021 r. natomiast, jak przypomniał Müller, Mateusz Morawiecki „zaprosił przedstawicieli wszystkich klubów i kół parlamentarnych na spotkanie dotyczące sytuacji geopolitycznej - zagrożeń jakie mogą nastąpić w kolejnych miesiącach”. „Wiedzieliśmy, że sytuacja jest poważna i trzeba o tym poinformować wszystkie siły polityczne w Polsce” – podkreślał były rzecznik rządu, zwracając uwagę, że dziś, choć premier Tusk również mówi, że ma amerykańskie dane wywiadowcze, które nie brzmią optymistycznie, to tego rodzaju spotkań nie zwołuje.

Również ten rzekomy zjazd putinowców, czyli „Warsaw Summit” z początku grudnia 2021 r. (gdzie faktycznie pojawili się prorosyjscy politycy, przy czym nikt w ówczesnym rządzie Zjednoczonej Prawicy nie ukrywał że z Marin Le Pen czy Viktorem Orbanem nie po drodze jest im w kwestii Rosji, ale można szukać porozumienia w innych sprawach – np. budowania mniejszości blokującej wobec niebezpiecznych pomysłów brukselskich elit) PiS wykorzystało do przekonania europejskich sojuszników, że Rosji nie należy wierzyć. Kolejnym elementem działań rządu była wizyta ówczesnego szefa MSZ Zbigniewa Raua w Moskwie, niemal na chwilę przed rosyjską agresją na Ukrainę. Minister spotkał się z Siergiejem Ławrowem, będąc w tamtym czasie przewodniczącym OBWE i to z tą funkcją bardziej wiązała się wspomniana wizyta, wykorzystywana później przez część zwolenników, a nawet polityków obecnej koalicji rządzącej jako… przykład prorosyjskości PiS, a nawet dogadywanie jakichś mrocznych planów wobec Ukrainy.

Co więcej, dziennikarz Defence24 Wojciech Kozioł stwierdził, że polski rząd podejmował stosowne działania nawet jeszcze przed wizytą Haines. „Polska już na kilka miesięcy wcześniej szkoliła ukraińskich żołnierzy i dostarczała po cichu sprzęt - dane zapewne są w MON lub BBN, ale wiadomo o amunicji, dyskutowano i pociskach przeciwpancernych i przeciwlotniczych oraz o dostawach PPK Javelin i Grom (te drugie raczej na pewno trafiły przed wojną). Dodatkowo wiadomo też o dostarczonych wcześniej dronach Warmate i FlyEye. Nie wspominam już o późniejszym przekazaniu kilkudziesięciu procent swojego ówczesnego uzbrojenia na wsparcie Kijowa” – pisał, odpowiadając Wielińskiemu.

Jak zachowała się ówczesna opozycja? Najpierw, jeszcze 22 lutego 2022 r., drwiła z konferencji po naradzie BBN, ponieważ prezydent Andrzej Duda podsunął lub podtrzymał mikrofon wicepremierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Meritum sprawy niekoniecznie dotarło. Podobnie, jak nie dotarło, że ówczesny prezydent, wraz ze swoim litewskim odpowiednikiem Gitanasem Nausedą, byli przy prezydencie Ukrainy Wołodymyrze Zełenskim do ostatnich chwil przed wybuchem wojny. Dodajmy, że nie o wszystkich decyzjach rząd informuje na bieżąco. Nie mógł na przykład dokładnie informować ile, kiedy i jaką broń i sprzęt przekazuje Ukraińcom. Czy to dlatego po 24 lutego 2022 r. nagle okazało się, że pomagają „tylko zwykli Polacy”, a władza nic nie robi? Czy Ukraina – nawet przy ogromnej determinacji i przygotowaniu wojskowym – dałaby radę bez pomocy z zewnątrz pokrzyżować plany Rosjanom i doprowadzić do tego, że zamiast w trzy dni zająć Kijów, orkowie Putina ugrzęźli na kilka lat? Czy zasadne były drwiny ówczesnej opozycji i części mediów z wizyty polskiego premiera i wicepremiera oraz premierów Czech i Słowenii w Kijowie, podczas najsilniejszych ataków Rosji? Czy rzeczywiście na miejscu było, aby po przyjęciu przez Polaków milionów ukraińskich uchodźców na okładce opiniotwórczego, poczytnego dziennika generał Piotr Pytel w mundurze (choć już bez czapki „Aurora”) ogłaszał, że „Rosja już tu jest”, a „jej największym sojusznikiem w Polsce jest PiS”? Nie. Tak samo, jak nie na miejscu było atakowanie rządu i służb mundurowych za zabezpieczanie granicy z Białorusią, jeszcze wcześniej – urządzanie czegoś w rodzaju „narodowego czytania maili Michała Dworczyka” (jednego z najbardziej proukraińskich polityków w rządzie Mateusza Morawieckiego i to, proukraińskich – mówiąc kolokwialnie – „zanim to było modne”), mimo ostrzeżeń, że za atakiem hakerskim na skrzynkę mailową mogły stać rosyjskie lub białoruskie służby i że o ile część wiadomości była prawdziwa, inne mogły być spreparowane) i masowego powoływania się na podejrzaną stronę „Poufna Rozmowa”. Kiedy w czerwcu 2021 r. w tej sprawie odbyło się niejawne posiedzenie Sejmu, portale takie jak Onet czy Wyborcza.pl wprost pisały, że „Kaczyński straszył wojną z Rosją”. Innymi słowy – zagrożenie jeszcze wtedy nie było traktowane poważnie.

Kto nie z Tuskiem, ten z Putinem?

I co z tego? Nic. Bo, niestety, koalicji Tuska udało się zasiać w ludziach, którzy wcześniej Ukrainą ani Rosją specjalnie się nie interesowali, wyśmiewali polityków PiS i śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego czy nawet oburzali się twardą postawą prezesa PiS i jego tragicznie zmarłego brata wobec Kremla, kłamliwe przekonanie, że partia Jarosława Kaczyńskiego nieświadomie (choć i tu są różne „szkoły”) sprzyja Władimirowi Putinowi. Teraz Tusk konsekwentnie gra tą kartą, idzie w tym coraz dalej i zaszedł już dużo, dużo dalej niż w listopadzie 2025 r., kiedy to z mównicy sejmowej zaserwował nam cosplay orwellowskiego Ministerstwa Prawdy.

Weta prezydenta Nawrockiego to „sabotaż legislacyjny” czy „dywersja legislacyjna” (co samo w sobie budzi skojarzenia z działaniami, których coraz śmielej dopuszczają się wobec naszego kraju Rosjanie). Obawy związane z SAFE? „Działanie na rzecz Rosji”. Krytykowanie SAFE w jakiejkolwiek kwestii? Tak samo! Sprzeciw wobec postawy prezydenta Ukrainy, i innych kijowskich polityków? Teoretycznie można wyrażać, praktycznie (jeśli pójdziemy w jakikolwiek sposób dalej niż „wyrazy oburzenia” opublikowane na Facebooku i X) – to „działanie na rzecz Rosji”. Duża, konserwatywna stacja nagłaśnia afery obecnego rządu? Szerzy ruską propagandę, zachowuje się jak Russia Today! Dochodzi już do takich absurdów, że za najmniejszą choćby krytykę pod adresem rządu można zostać w internecie zwyzywanym przez najgorliwszych z „silnych razem” od „ruskich trolli”.

Gdyby to było tylko formatowanie najtwardszego elektoratu, nie byłoby takich powodów do obaw. Niestety, to idzie jeszcze dalej i dzieje się na poziomie rządowym.

Ile razy można krzyczeć „pożar”?

Donald Tusk od czasu przejęcia rządów co najmniej kilkakrotnie ogłosił, że dojdzie do nasilenia rosyjskich ataków czy prowokacji, a Kreml w ten czy inny sposób uderzy w Polskę czy inne państwa regionu. Mówi o rosyjskim wątku w tej czy innej sprawie – najdobitniejszy przykład to Zondacrypto. Organizuje tajne posiedzenia Sejmu, a na tych jawnych – pokrzykuje na posłów prawicy czy prezydenckich ministrów, żeby zachowali się tak, jak premier oczekuje, bo Putin u bram. Niekiedy wręcz zachowuje się, jakby posiadł „tajemną wiedzę”, że od czterech lat Rosja prowadzi brutalną wojnę na Ukrainie i może zaatakować także inne kraje, a nikt inny nie zauważał tego, nie miał o tym pojęcia, nie rozumiał zagrożenia lub wręcz służył Putinowi. Również „eksperci” pokroju minister Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej czy ministra Cezarego Tomczyka infantylnie podniecającego się ksywką „Rambo”, ale także Michała Szczerby czy Witolda Zembaczyńskiego w każdej dyskusji politycznej używają argumentu: „Tak nie można, bo jest wojna”. Co z tego? Ano znów nic. Bo albo okazuje się, że dowodów na „rosyjski ślad” nie ma, albo premier, dostając poważne informacje od CIA, nie przekazuje ich parlamentarzystom – także opozycji, ale co gorsza – jak okazuje się po wypowiedzi wspominanego wcześniej wiceministra obrony, zachwycającego się tym, że amerykański ambasador powiedział o nim „Rambo” – nie przekazuje ich nawet MON lub robi to dużo później niż być może powinien. Od rządu nie możemy wycisnąć informacji, czy i jaki sprzęt został przekazany Ukrainie, za to poszczególni politycy w tej sprawie kłamią i kluczą.

Umówmy się – nikt rozsądny nie kwestionuje i nie będzie kwestionował zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej. Kto nie chce zrozumieć, że w interesie Polski jest zakończenie wojny w sposób możliwie najbardziej korzystny dla Ukrainy i niekorzystny dla Rosji, ten nie zrozumie i nie przemówi do niego nawet prezydent Karol Nawrocki, który potrafi być jednocześnie asertywny i stanowczy wobec Ukrainy, ale też twardo przeciwstawiać się rosyjskiemu imperializmowi (przez co atakuje go część zwolenników prawicy, zwłaszcza tej spod znaku Grzegorza Brauna). Czy jednak, gdy podniesiemy w bloku alarm, że zbliża się pożar albo wybuch gazu, wystraszymy sąsiadów, którzy zaczną przygotowywać się do ucieczki, po czym nagle okaże się, że nic się nie dzieje, i gdy powtórzymy taką akcję drugi czy trzeci raz, ktokolwiek nam uwierzy (zwłaszcza, gdy nie wezwiemy służb, żeby upewnić się, że naprawdę nic się nie dzieje?). W podobny sposób zachowuje się dziś rząd Donalda Tuska.

Rosja jest realnym zagrożeniem, przed którym należy ostrzegać i przygotowywać obywateli na różnego rodzaju ataki i prowokacje. Tymczasem mamy kolejne „wpadki” i niedoskonałości rządowego systemu ostrzegania (alert RCB), a MSWiA płaci TVP w likwidacji miliony za kampanię, która w zasadzie należy do obowiązków mediów publicznych. Później pani rzecznik MSWiA oburza się, że jacyś dziennikarze czy politycy opozycji w ogóle śmią krytykować takie działania, skoro na wschodzie jest wojna.

Realnego zagrożenia nie należy rozmywać ani ośmieszać, bo przestaniemy traktować je poważnie. Bo stracimy czujność. Bo przestaniemy ufać ludziom odpowiedzialnym za nasze bezpieczeństwo. Bo niebezpieczeństwo jest jeszcze gdzie indziej. Czy mamy gwarancję, że premier Donald Tusk – może przed wyborami parlamentarnymi – nie zechce na przykład bardziej wziąć obywateli „za twarz”? Czy możemy mieć pewność, że za jakiś czas każda krytyka obecnego rządu nie zostanie uznana za „prorosyjską propagandę”? Czy pewnego dnia nie usłyszymy, że tego czy tego robić albo mówić nie wolno, bo Putin u bram (ale jednocześnie systemy ostrzegania nie będą działać prawidłowo, a premier dalej nie będzie dostatecznie informował parlamentarzystów i opinii publicznej ani podejmował działań zapobiegawczych?).

I jeden, i drugi scenariusz byłby dla nas bardzo niedobry. Patrząc na to, jak zachowuje się dziś rząd Donalda Tuska, strach pomyśleć, co działoby się, gdyby to ta ekipa była u władzy 24 lutego 2022 r.

A tak się składa, że u władzy była wówczas ekipa tak „prorosyjska”, że przekazała Ukrainie sprzęt wojskowy wart prawie 15 mld zł. Przecież nie tak dawno, bo w lipcu tego roku doszło do sytuacji, gdy to „antyrosyjska” koalicja 13 grudnia musiała przekonywać Polaków, że to „prorosyjski” PiS bardziej pomógł Ukrainie.  Kiedy Morawiecki w listopadzie 2021 r. budował w Europie koalicję antyputinowską, Tusk we wrześniu 2026 nie przygotowuje Polaków na zagrożenie, ale wchodzi w mentalną koalicję z Braunem. Kłamliwe pokrzykiwania dziennikarzy "GW" tego nie zmienią.

infografika

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.