Po prostu odpoczywać, nie dać się zwariować...Po prostu odpoczywać, nie dać się zwariować...

Czerwcowa fala upałów, choć w Polsce krótkotrwała, a wciąż dominująca na południu Europy dała impuls do kolejnego uniesienia w związku z „nadchodzącą katastrofą klimatyczną” psując dobre samopoczucie przed urlopem, „dokładając” do i tak pełnego stresów życia reżim nowej tresury społecznej.
„Chodzę ciągle rozedrgany i mam różne ekostany
Robię to , co rząd nam zlecił, segreguję pilnie śmieci
Dobro świata mam na względzie, wtedy kiedy mnie nie będzie
Dbam o ptaki, żaby pszczoły, jeże, dziki i sokoły
Ekofarbą bielę ściany, dbam o efekt cieplarniany
Chcę by czyste były rzeki, lepsze produkuję ścieki
Zdrowym węglem w piecu palę, lepiej się nie czuję wcale…”
Podkręcanie niepokoju i obaw, straszenie „morderczymi upałami” we Włoszech ostudziło pewnie zapał do urlopowania źle znoszącym wysokie temperatury amatorom zwiedzania np. Rzymu.
Dla uspokojenia skołatanych nerwów obywateli śledzących słupki na termometrach i różne badania naukowców, warto odwołać się do zapisków mnichów z Nadrenii, stanowiących rekonstrukcje stanów pogodowych sprzed epoki nowoczesnych pomiarów meteorologicznych . Od czasów wczesnego średniowiecza do dziś, dowiadujemy się z nich, jak zmienna bywa pogoda i jak niewielki wpływ mają na nią ludzie, często bardzo przez nią poszkodowani. Wybrane fragmenty z lektury tygodnika Sieci, potwierdzą faktami historycznymi naturalne amplitudy pogody, np.: ” rok 1391-bardzo gorące suche lato, gdzieniegdzie wyschły studnie i potoki, wytworzono najsłodsze wino od niepamiętnych czasów”, „rok 1420- drzewa owocowe przyniosły owoce dwa razy, już w lutym było ciepło i sucho”, „rok 1517/18- ostra zima z długimi mrozami, ludzi dotknął głód”, „rok 1539- wielka susza i upał, zbiorniki wodne i studnie wyschły. Rok zarazy!”…
Dobrze więc abstrahować od strachów mając przed sobą urlop, założyć, że nie ma złej pogody , jest tylko złe ubranie. A wybór w jakiej strefie klimatycznej spędzimy ten wolny czas, zależy tylko od nas. Deszczowe lato to nie synonim pięknej katastrofy.
Nad jeziora, w góry czy nad morze? Wypoczywający w tym roku nad Bałtykiem Kaszubach, Mazurach czy polskich górach rodacy, spędzający tam urlopy mogą zadowolić się kapryśną aurą mimo zapowiadanych upałów .”Taki mamy klimat”, w sumie jest ciepło zwłaszcza, gdy przypomnimy sobie tęgie mrozy dręczące nas całą zimę, jakby na przekór aktywistom klimatycznym zapowiadającym pożar planety.
Trapiące wielu różnorodne napady paniki w tym, klimatycznej warto redukować podczas letniego wypoczynku. Skupić się, zaobserwować poczuć poranny chłodek Kaszub lub zacinający wiatr znad Bałtyku, albo też polubić niskie temperatury w górach; zmniejszy to z pewnością przerażenie skwarem, które może na nas spaść niczym kara boża.
Wybierając wypoczynek w kraju już jesteśmy wygrani, bo zaraza czyli „pewne słońce” zostało na południu Europy więc jeden powód do zmartwień mniej. Do tego mamy możliwość przyczynić się do zmniejszenia śladu węglowego, podróżując bardziej ekologicznymi środkami lokomocji niż samolot, np. rowerem z Rzeszowa do Swinoujścia. Szczególnie wrażliwi ekologicznie odczują wtedy wielką ulgę,nawet jeśli wiekowi emeryci...
Czasem zręcznie manipulowani zdajemy się zwieść, że za nieodłączne zmiany klimatyczne: powodzie, susze burze, gradobicia i trzęsienia ziemi jesteśmy wszyscy odpowiedzialni jako ludzie. Ba, w niektórych środowiskach, w dobrym tonie jest pomstować na nas samych, jako na ludzkich szkodnikach przyrody, zaśmiecających Ziemię. Radzi się też,co w urlopie praktyczne, powstrzymanie od posiadania dzieci!
Wakacje mogą być „detoksem” ,odcięciem od mediów społecznościowych i telewizji wieszczących zagładę i... sposobnością do indywidualnej medytacji, każdy po swojemu. Może przypomnieć sobie jak wyginęły mamuty, zdejmując z siebie chociaż częściowo tę odpowiedzialność ,wręcz hańbę, za rzekomy udział w katastrofie klimatycznej. Zapomnieć o lichym teatrze odegranym przez Gretę Thunberg wykorzystaną przez aktywistów klimatycznych. Z dystansem popatrzeć na liczby, którymi zręcznie żonglują naukowcy chcący przekonać nas do swoich tez, często o podłożu komercyjnym. Odwołanie się do własnego zdrowego rozsądku jest trudne i wymaga odwagi ,a też wysiłku indywidualnego zwłaszcza wobec społecznych dowodów słuszności serwowanych przez media.
Choć, oczywiście, mając na uwadze powrót do równowagi psychicznej podczas urlopu, nie należy zapominać o trosce o planetę. Nie śmiecić, nie hałasować, schodzić z drogi wilkom, niedźwiedziom i dzikom, w których to środowisko bez zaproszenia i bezprawnie wkroczyliśmy.
W kaszubskich lasach, mazurskich zaroślach, którym według ekologów grozi rychła zagłada- zatrzęsienie darów lasu, obfitość soczystych jagód, malin, poziomek, można po podjadać zwierzętom smakołyki.
Z tej chwilowej jeszcze przyjemnej samowoli leśnej trzeba korzystać, bo nawet co bardziej wszędobylskie małe dzieci wiedzą, że w wielu sąsiednich krajach ,już wcześniej zaczadzonych administracyjną ekologią, plonów lasów zbierać nie wolno.
Porada na udany ekologiczny wypoczynek jest prosta, nie dać się zwariować, nie zamartwiać rzeczami, na które nie mamy wpływu, rozluźnić się, nie słuchać nabzdyczonych ignorantów, którym płoną stopy w klimatyzowanych gabinetach.
