Odwaga i jednoznacznośćJ. Karnowski: Odwaga i jednoznaczność. "Na scenie politycznej pojawił się bardzo mocny zawodnik"

Po roku tej prezydentury nie ma już wątpliwości: na scenie politycznej pojawił się bardzo mocny zawodnik. Najpierw, bez wielkich pieniędzy i zasobów, wygrał w pięknym stylu z murowanym faworytem, a później, po objęciu urzędu, jeszcze zwiększył tempo. Dziś Karol Nawrocki jest nie tylko popularną głową państwa: jest także centralną postacią naszej debaty i naszego życia politycznego. Postacią, która może odgrywać wielką rolę nie tylko za lat pięć, ale również za lat dziesięć, a może i dwadzieścia.
Nie można pominąć faktu zasadniczego: tę kandydaturę wskazał osobiście prezes PiS Jarosław Kaczyński. Wskazał nie tylko wbrew większości ekspertów, ale również wbrew najbliższym sobie współpracownikom. Także w kampanii to pieniądze zebrane przez PiS oraz aktywność działaczy i sympatyków tej formacji umożliwiły ostateczny tryumf. Tryumf z ducha amerykański, oszałamiający, bezdyskusyjny. Pamiętajmy: na Karola Nawrockiego naprawdę niewielu stawiało, także w obozie prawicowym. Także w czasie kampanii nie brakowało kalkulacji na różne „podmianki”. Obecny prezydent miał się szybko spalić i ustąpić pola komuś bardziej doświadczonemu. Ale były to czcze oczekiwania. W sumie, było to zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości. Trzeba o tym wspominać zwłaszcza teraz, gdy tak wielu chce złożyć tę partię do grobu.
Gdzie są źródła sukcesu Karola Nawrockiego, zarówno jako kandydata, jak i prezydenta? Wielkie znaczenie ma osobowość, sposób komunikacji z Polakami, dobry, spójny i autentyczny wizerunek. Także jego ekipa działa sprawnie, unikając publicznych sporów, większych wpadek, skupiając się na sukcesie „szefa”. Ale to tylko część odpowiedzi. Najważniejsza są dwa elementy: odwaga i jednoznaczność. Odwaga w przeciwstawianiu się Donaldowi Tuskowi i jego fatalnej polityce, i jednoznaczność w artykułowaniu polskich interesów, jednoznaczność w przekładaniu postawy patriotycznej na język polityki. I tego właśnie bardzo potrzebowała dziś Polska, zagrożona pełnym domknięciem systemu lewicowego liberalizmu. Jest to system w istocie totalitarny: drzwi raz zamkniętych nie da się już otworzyć bez dużej ofiary. Karol Nawrocki te drzwi, prawie już zatrzaśnięte, wyważył razem z futryną. I teraz to Donald Tusk jest w pułapce: on tych drzwi nie zdoła już domknąć. Ani on, ani jego mocodawcy.
W sferze podejścia do polskich obowiązków, prezydent Karol Nawrocki jest kontynuatorem polityki prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ten wielki prezydent wykazywał się odwagą i jednoznacznością w czasach dużo trudniejszych, w czasach, w których sprawy dziś uważane za normalne, takie jak szczery patriotyzm, dostrzeganie zewnętrznych zagrożeń, brak kompleksów w relacjach międzynarodowych, były postawą mniejszościową, i były ostro atakowane. Przyszłość miała należeć do Adama Michnika i Jerzego Owsiaka, przyszłość miała być obła, a Polska ostatecznie powinna, twierdzono, rozmyć się w ramach europejskiej tożsamości. Dziś jesteśmy w innym punkcie. Fundament, który położył prezydent Lech Kaczyński, ostał się, dał ramy nowej konstrukcji, w istocie nowej Polsce. Ciężka, prowadzona przez dekady praca przyniosła efekty. Ale trzeba pamiętać, że wielu ludzi, którzy do tego przyłożyli cegiełkę, dziś pozostaje w cieniu, nie doczekali się uznania, zapłacili wysoką cenę w sferze swoich karier, zostali wypchnięci z instytucji, często byli moralnie zabijani przez zakłamane media. Gdy widzimy Polskę tryumfującą, powinniśmy pamiętać, że ona nie wzięła się z niczego. Polska może istnieć tylko i wyłącznie wówczas, gdy wystarczająco wielu Polaków bardzo chce, by istniała. Bo geopolityczna fizyka jest przeciwko nam.
Przed Polską wielkie boje: o suwerenność, o zatrzymanie islamskiej inwazji, o dzieci. Ta ostatnia bitwa jest najważniejsza. Wspomnieli o niej w czasie rocznicowych przemów zarówno prezes PiS, jak i prezydent. To dobrze. Ale to wciąż za mało. Wiem, że politycy mają poczucie, że sprawa dzietności wykracza poza ich sprawczość. Z naszej jednak perspektywy, tylko w świecie polityki możemy szukać wyjścia z tej spirali śmierci. My, w tygodniku „Sieci”, staramy się pomagać, jak możemy. Bo bez dzieci Polski nie będzie.
