O tym, jak Europejczykom ukradziono EuropęLegutko przeciw euroignorancji. O tym, jak Europejczykom ukradziono Europę

Problemem Polski nie jest ani eurosceptycyzm, ani euroentuzjazm. Naszym problemem jest euroignorancja. Brak wiedzy o tym, czemu jesteśmy poddawani jako państwo, naród i pojedynczo jako obywatele za sprawą działań niedemokratycznych elit rządzących Unią Europejską. Dotyczy to wszystkich i wszyscy możemy niedługo bardzo boleśnie odczuć skutki wprowadzanych zmian.
To nie jest już Unia Europejska, do której wchodziliśmy 22 lata temu. To nie jest już związek państw, organizacja międzynarodowa czy federalne para-państwo. To zaczyna być scentralizowana struktura, w której parlamenty narodowe tracą swoje kompetencje na rzecz oligarchicznych i nietransparentnych struktur europejskich. A wola obywateli coraz częściej przegrywa z decyzjami eurokratów i powiązanych z nimi lobbystów. Jesteśmy gotowani jak żaba. Jedni jeszcze się cieszą, bo woda jest ciepła, inni już krzyczą – jak np. rolnicy – bo zaczęła boleśnie ich parzyć.
O tym jest książka Piotra Legutki „Kto nam ukradł Europę. Mocne Polaków rozmowy o Unii". To dziesięć rozmów o kondycji Unii, pozycji w niej Polski i prognozach na przyszłość. Znani rozmówcy, w większości w nastroju dość przygnębiającym. Co ważne, rozmowy przeprowadzone przez Legutkę to prawdziwa kopalnia wiedzy. Nie jest to zbiór anegdot, ale imponujący korpus faktów i ważnych informacji.
Na otwarcie rozmowa z prof. Andrzejem Nowakiem na temat dziejów Europy jako pojęcia i historii pomysłów na jej integrację. Dalej prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, który przewiduje, że Unia ma małe szanse na dalsze trwanie. A to z powodu egoizmu i arogancji dwóch największych podmiotów – przede wszystkim Niemiec, a w mniejszym stopni i Francji. Profesor zauważa, że tego typu ciała jak unie różnych podmiotów państwowych rozpadają się z powodu nadmiernej centralizacji, która daje przywileje największym, a marginalizuje słabszych. A to właśnie stała tendencja tzw. integracji europejskiej.
Następny jest człowiek, który zjadł zęby na sprawach unijnych, czyli Jacek Saryusz-Wolski. Mówi on tam rzecz poruszającą, czyli to, że Robert Schuman zostałby wygwizdany, wytupany i wyrzucony z Parlamentu Europejskiego, gdyby dzisiaj tam głosił swoje poglądy. Tak dalece odbiegła od korzeni – a właściwie została ukradziona – idea integracji europejskiej. Saryusz-Wolski wskazuje, że w przypadku UE nie można mówić o jej federalizacji. Zauważa, że federacjami są USA, Szwajcaria, RFN, gdzie każdy z członów ma równe prawa i gwarancje chroniące wewnętrzną autonomię. W dzisiejszej UE tego nie ma. Przypomina ona bowiem II Rzeszę z lat 1871-1918, gdzie dominowało Królestwo Pruskie, a mniejsze monarchie niemieckie były mu podporządkowane. Według Saryusz-Wolskiego to nie jest przypadkowe przeniesienie wzoru integracji (jeśli to słowo tutaj w ogóle pasuje).
Podobny obraz rzeczy ma zresztą prof. Marek Cichocki. Mówi on to samo, podając dowody na to, jak dzisiejsi ideolodzy liberalizmu są zapatrzeni w przykład państwa pruskiego. Dla nich demokracja stała się rzeczą niebezpieczną. Ich ideałem jest państwo rządzone przez „oświecone" elity, które będą decydowały o tym, co dobre, a co złe jest dla ludu. Cichocki jest pesymistą. Uważa, że my Polacy, jako wspólnota polityczna, jesteśmy nieodporni i sami – swym własnym nihilizmem - degradujemy własny potencjał.
Sięga ona korzeniami XVIII wieku i odżywa również dzisiaj, zresztą nie tylko po stronie, na którą wskazałeś, ale także wśród obecnej libertariańskiej prawicy. Chodzi generalnie o takie przekonanie, że Polska jako silne państwo, jako wspólnota narodowa nie jest w istocie nic warta, nigdy niczego sensownego nie dokonała, jest to w ogóle zawracanie głowy. Tylko znój, zgryzota, niepotrzebne cierpienie, a na końcu blamaż. Dajmy więc sobie z tym spokój. Dla jednych oznacza to, że powinniśmy się roztopić w Europie, stać się Europejczykami. Dla innych, że trzeba się zająć swoimi prywatnymi sprawami – rodziną, biznesem, domem. I to są dwie odmiany tego, co wydaje się współczesnym wcieleniem tradycji polskiego nihilizmu, dla której to, co polskie, jest nic niewarte, i wszystko, co polskie, trzeba kontrfaktycznie zanegować. Nie, bo nie
– mówi Cichocki.
Skoro doszliśmy do cytatów to warto przytoczyć słowa kolejnego rozmówcy – prof. Ryszarda Legutki. Analizuje on tzw. eurospeak, czyli nowomowę eurokratycznej oligarchii:
„...to jest kod rozpoznawczy całej grupy. Spełnia on kilka funkcji. Polityka europejska ma niezmiernie wysoki stopień rytualizacji. Teatru jest znacznie więcej niż w politykach krajowych. Skoro unijczycy uważają, że budują Europę przyszłości, a wszędzie czają się jej wrogowie, to potrzebują nieustannego umacniania się w swojej przynależności grupowej. Trochę jak w Amwayu czy rozmaitych korporacjach, gdzie organizuje się lojalnościowo-tożsamościowe imprezy, a ten sam prosty i nieustannie powtarzany język wprawia członków w stan swoistej hipnozy. Ale to nie wszystko. Podobnie jak w komunizmie im bardziej intensywnie i głośno ktoś powtarza te same kalki słowne, tym bardziej wiarygodnym towarzyszem się staje. Nikomu nieznany socjalista z Malty czy zielony z Cypru może nagle zaistnieć w unijnym środowisku i zdobyć jakąś wysoką funkcję, której by nigdy nie zdobył, gdyby wcześniej nie odtańczył i nie odśpiewał wystarczającej liczby unijnych zaklęć.
A także cytat bardziej zabawny, ukazujący groteskowość europoprawność. Z Saryusz-Wolskiego, który opowiedział o tym, jak eurokraci ocenzurowali obraz Franciszka Starowieyskiego, nie dość poprawny pod względem zgodności z unijną ortodoksją.
I nie jest naszą winą to, że potem Unia została ukradziona, uprowadzona, zmieniona. Napisałem zresztą esej do „Wszystko co najważniejsze" pod tytułem „Uprowadzenie Europy" z ilustracją Franciszka Starowieyskiego, reprodukcją obrazu, który notabene zawisł w polskim przedstawicielstwie w Brukseli. I był z tym spory skandal, bo na prośbę komisarza Andriessena, której to prośbie uległ minister Geremek, ten obraz został – można to nazwać – okaleczony. U jego dołu znajdował się bowiem tekst – to była licentia poetica wielkiego artysty – Polonia divina rapta per Europa profana, czyli „boska Polska porwana przez pogańską Europę". I to właśnie zostało ze względu na poprawność polityczną zatarte. Teraz ten obraz prawdopodobnie leży zwinięty gdzieś w magazynach MSZ, ale przesłanie wielkiego artysty w jakimś sensie przepowiadało to, co się może wydarzyć w relacjach między Polską a skręcającymi w złą stronę najpierw wspólnotami, a potem Unią Europejską.
Na tym zakończmy spoilerowanie tej bardzo dobrej książki. Resztę Państwo sami doczytacie, gdyż warto. Bo są tam także arcyciekawe rozmowy z Tomaszem Wróblewskim, Sławomirem Dębskim, Janem Rokitą, Rafałem Ziemkiewiczem i ks. Robertem Skrzypczakiem.
Jak wesprzeć telewizję wPolsce24?
Zachęcamy do:
- dokonywania wpłat przez stronę wesprzyj.wpolsce24.tv
- lub przekazania darowizny bezpośrednio na rachunek bankowy: 69 1020 4900 0000 8202 3036 2577 (odbiorca: Fratria SA, tytuł przelewu: Darowizna)
- oglądania wPolsce24 jak najczęściej i jak najdłużej
- mówienia o nas innym, żeby telewizja wPolsce24 zyskiwała coraz więcej wiernych Widzów
Przetwarzamy dane osobowe Darczyńców zgodnie z informacją w linku.
