O nihilizmie władzy i „oswajaniu" kłamstw i sprzecznościO nihilizmie władzy i „oswajaniu" kłamstw i sprzeczności

„Kondycja naszej Unii jest silniejsza niż kiedykolwiek a jednocześnie może się ona wydawać bardziej niż kiedykolwiek krucha” - oznajmiła w orędziu Urszula von der Leyen. To ciekawa językowa konstrukcja, bliska logiki paradoksalnej jaką posługiwał się Lech Wałęsa. Przytoczę jego słynne zdanie „jestem za a nawet przeciw”.
Językowa ekwilibrystyka zasłania rzeczywistość, skrywa konflikty. W systemach autorytarnych i totalitarnych język odrywa się od rzeczywistości, gdy władza likwiduje demokratyczną debatę a sama zaczyna posługiwać się nowomową. I próbuje w sposób agresywny przejąć kontrolę nad językiem ( mowa nienawiści). Elity liberalno-lewicowe ciągle jak mantrę przywołują jako ideowe spoiwo Unii, „wartości europejskie”, tłumiąc krytykę tego niebywale zakłamanego pojęcia. To zakłamanie rzuca światło na te elity, które dążą za wszelką cenę, co jest oczywiste, do zachowania władzy nad kontynentem, władzy która zaczyna się jej wymykać. Zatem wraz z narastaniem konfliktu, którego odsłona jest tak wyraziście ostra w Polsce, pod rządami kliki Donalda Tuska, będzie się powiększał rozziew między językiem jakiego używa władza a rzeczywistością. Doprowadzi to zapewne do implozji ideologicznej liberalnej nowomowy. Globalny kryzys kosztów życia, miejmy nadzieje, wysadzi oligarchiczne rządy.
Ta „nowomowa”, to specyficzny, trochę urzędowy i jednocześnie pełen frazesów język. W realnym socjalizmie nie wolno było kwestionować jako oczywistych takich haseł, jak „postęp”, „walka o pokój”, „klasa robotnicza”;. Dziś ich miejsce w retoryce pro-unijnej zajęły „europejskie wartości”, „praworządność”, „neutralność klimatyczna” itd. Służą te zabiegi, w warstwie ideologicznej, promowaniu jedynej słusznej wizji świata i przyszłości. A każdy, kto ma inne zdanie, bywa przedstawiany jako „wróg postępu”, „populista”, „eurosceptyk”, czy „faszysta”. Przypomina to etykietowanie ludzi w komunizmie, wskazywanie na „element wywrotowy” czy „reakcyjny”.
Słuchając orędzia Urszuli van der Leyen, pełnej nowomowy, trudno nie uznać trafności obserwacji Zdzisława Krasnodębskiego, że elity pro-unijne wyznają Pelagianizm, są sektą quasi religijna, czyli realizację w praktyce boskiego planu budowy raju w rzeczywistości ziemskiej. Innymi słowy, w ich wykonaniu transcendencja stała się immanencją. Te coroczne orędzia van der Leyen to element liturgii i wyznania wiary. To dobrze przygotowane widowisko medialne, (show). Gorliwość w tej wierze i humanizm na niemiecką modłę, to warunki wysokiej pozycji w strukturach władzy lewicowo- liberalnej w Polsce i nie tylko.
Sprzeczności i kłamstwa są na porządku dziennym w tej brukselskiej elicie, gdyż utrzymanie władzy i przewagi nad obozem prawicowym w Europe skutkowało zawsze koniecznością utrzymywania narracji pełnej tylko dobrych nowin i ciągłego ich weryfikowania in plus, aby utrzymać demos w stanie hipnozy, za sprawą przekonania, wręcz dogmatu, że nigdy się nie skończy wzrost gospodarczy. Ale te sprzeczności nie stanowią problemu. Ktoś z kręgów prawicowych zauważył, że Unijczycy liczą na krótką pamięć ludzi. Otóż niekoniecznie. Bogowie na Olimpie nie muszą się z nikim liczyć, gdyż są ostatnią, najlepszą duchowo elitą ludzkości. Ta elita stała się zakładnikiem, świadczy o tym aura polityczna lat 90 XX i pierwszej dekady XXI wieku, przekonania, że wraz ze zniknięciem ZSRR, znikły już wszelkie przeciwności. Dowodem uzależnienie, głównie Niemiec od rosyjskiego gazu i ropy, czyli uzbrojenie Putina.
O tym, czym grozi udawanie, że nie ma czegoś takiego jak czeczeńskie ludobójstwo, pisał już w 2003 roku Andre Glucksmann w eseju „Dostojewski na Manhattanie”, w książce o źródłach globalnego nihilizmu, wskazując na odziaływanie Rosji na cały świat, że nie ideologie i „wartości europejskie” są głównym problemem, ale coś pierwotniejszego, nihilizm czyli „Nic, które jednoczy”. Nihilista nie jest więźniem jakiejkolwiek idei. Służą one mu za parawan, przesłaniający pozaprawną, zamordystyczną działalność jego władzy. On gra sprzecznymi myślami. To panowanie i manipulacja daje upojenie jak narkotyk. Wprawia w ruch amoralny nihilistyczny wir. Zamęt i destrukcja to jego żywioł. Donald Tusk i jego klika to dobra egzemplifikacja nihilistów u władzy.
Życie na wyżynach – pisze Glucksmann - uwalnia człowieka od przyjętych norm. Zwyczajowe zasady moralne okazują się nadzwyczaj elastyczne a najbardziej elementarne reguły rozumowania na przykład, że nie należy sobie przeczyć zostają wzięte w nawias”. Mieszkańcy Olimpu mieszkają w kryształowym pałacu, gdzie przy zamkniętych drzwiach usiłują poddać los tresurze. Takie uroszczenie musi skuteczne odrywać te elity od rzeczywistości. Upojenie na szczytach to, coś więcej niż przypływ miłości własnej. To wola mocy i sprawczość. Wielcy i możni myśleli, że zaprzyjaźnią się z Putinem i mocą swojego Pelagianizmu będą uskrzydlonym sztabem pilotującym ludzkość ku szczęściu, czyli urzeczywistnieniu „wartości” europejskich.
Nieustające poszukiwanie większej władzy i ekonomicznego spełnienia, czyli dążenie do tego, co Hobbes nazwał „pragnieniem coraz większej mocy”, które ustaje ze śmiercią”, wymaga coraz większego wzrostu ekonomicznego i wszechobecnej konsumpcji a zachodnie społeczeństwo liberalne ledwie potrafi przetrwać spowolnienie takiego wzrostu i z pewnością nie przetrwałoby, gdyby wskaźniki wzrostu ekonomicznego się zatrzymały. A rzeczywistość ekonomiczna zdaje się zmierzać w kierunku globalnego kryzysu i wojny. Żaden przywódca nie ma szans na utrzymanie władzy wzywając do ograniczeń i samokontroli. Dlatego to, co niewygodne należy przemilczeć. Tymczasem zakres problemów jakie wyrosły wraz deglobalizacją czyni politykę Unii Europejskiej nieskuteczną i konfliktogenną. Obłędne programy związane z ochroną klimatu, centralizacja i biurokratyzacja Unii, realna możliwość wojny to narzucony gorset, który coraz mocniej utrudnia oddychanie zwykłym ludziom. Wmawia się im, na szczęście ze zdecydowanie mniejszą skutecznością, bezalternatywność centralistycznego modelu Unii. A nazywanie wszystkich krytyków „populistami” i „faszystami” robi się coraz bardziej groteskowe.
Na zakończenie przytoczę jeszcze raz Glucksmanna. Zauważył on, że po komunizmie odziedziczyliśmy cały legion ludzi, którzy żyją w stanie absolutnej nieważkości moralnej, „Kiedy walą się wielkie imperia ideologiczne, pojawiają się w dużej liczbie pozbawieni złudzeń maruderzy. Chłodnym okiem oszacowują ruiny i dają sobie absolutnie wolną rękę. Po komunizmie immoralizm nihilistów, staje się rzeczą najbardziej w świecie pospolitą, wskazówką słusznego postępowania, widomą oznaką zdrowego rozsądku. W społeczeństwie bez reguł w którym elita drwi sobie z zakazów, masy ją naśladują albo jej ulegają”. Sami zainteresowani oburzyli by się na etykietę nihilistów. Uważają, że żyją w zgodzie z duchem czasów. Zaś większość społeczeństw zrodzonych z zimnej wojny dryfuje w chaosie”.
