No brawo!No brawo!
„Think Tank". Pojęcie, które odmieniano ostatnio przez wiele przypadków za sprawą pani doktor habilitowanej w dziewiętnaście miesięcy. Bo szybko jej poszło. Można? Można.
Jeśli jest się wybitną jednostką, karierę naukową robi się błyskawicznie. Trochę, jak wybitni uczniowie lub studenci zaliczający wiele semestrów na raz. Bo wtedy i ludzie pomagają, widząc takie złoto. A pani jest wybitną jednostką, bo powiedział to sam prezes rady ministrów. Dostrzegł to złoto i też postanowił pomóc. Dlatego może dziwić, że tak wybitna doktor habilitowana musiała posiłkować się sztuczną inteligencją, by stworzyć raport, promujący Polskę, w której stolica Górnego Śląska leży w „północnym centrum kraju". A może obciążanie winą sztucznej inteligencji, to tylko jedna wielka „ściema", by wstydliwie przykryć własną kompletną indolencję, mimo tytułu doktora nauk? Przecież pani przepuściła to przez własne nazwisko. To znaczy czytała ze zrozumieniem. Przepraszam, ale muszę to powiedzieć: ile jeszcze czeka nas doniesień o kretyńskich wyczynach ludzi koalicji 13-go grudnia? Co będzie następne po zapowiedzi budowy statku kosmicznego? Kandydatura wiceminister klimatu na sekretarz generalną ONZ? Zamiana złotego na bitcoina? A może piesek zamiast orła? Wcale bym się nie zdziwił.
Tak, jak nie specjalnie zdziwiła mnie wypowiedź prezesa rady ministrów na partyjnej imprezie w Olsztynie, zorganizowanej za wiele publicznych pieniędzy. Zgroza, gdy słyszy się przy wejściu, że zgromadzenie jest
prywatne, dlatego nas nie wpuszczą. Daleko zaszło. Ci ludzie nie potrafią już odróżnić tego co ich własne, od tego co wspólne. Dlaczego? Bo uwłaszczyli się pełną gębą na tym, co pozostało po masowej wyprzedaży
majątku narodowego najpewniej za bezcen. Cieszy, że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej właśnie teraz, we właściwym momencie pyta w ślad za publicystami: gdzie są pieniądze? Gdzie jest prawie osiemset
miliardów złotych deficytu, liczonego od początku tych nie-rządów? Nawet minister finansów, nawet nie wiem, jak bardzo by chciał, nie jest już w stanie skonstruować budżetu państwa bez prawie trzystumiliardowego deficytu. Razem to będzie tysiąc miliardów, czyli bilion… I w takich okolicznościach, na tej prywatnej imprezie, państwowy prezes rady ministrów staje na scenie przed młodzieżą w wieku okołokacprzykowym i mówi tak:
"Nigdy się nie zgodzę z tym przekonaniem, że w polityce liczy się wyłącznie siła, skuteczność i cwaniactwo. Nie zgodzę się, że jak ktoś jest silny, to może wyłudzić od kogoś bezradnego, starego mieszkanie, że
ktoś może machać pięścią i straszyć dziennikarza. Nie zgodzę się z tym, że państwo organizuje się niczym mafia, po to, by w świetle dnia, bez żadnego wstydu, okradać własny naród, własne państwo. Cechą tego brunatniejącego fenomenu jest także właśnie bezwstyd".
No nareszcie! Nareszcie premier stanął w prawdzie. W jednym zdaniu potępił siłowe przejęcie telewizji, co oznacza także wykluczenie podobnego gwałtu na Trybunale Konstytucyjnym. Nie zgadza się z bezprawnym i cwaniackim przejęciem prokuratury bez zgody Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Nie zgadza się z bandyckimi metodami reprywatyzatorów warszawskich (i nie tylko stołecznych) nieruchomości.
Może ma na pieńku z Trzaskowskim między innymi z powodu kamienicy przy Marszałkowskiej 66, bo nie rozumie, jak można było pomylić rewitalizację z reprywatyzacją? Nie zgadza się z wielką prowokacją, wymierzoną w dziennikarza śledczego, badającego aferę „Polnordu", a także z zagadkowymi wizytami policji u dziennikarzy patriotycznych mediów, o pamiętnym wyrywaniu laptopa w redakcji „Wprost" nie wspominając. Gdyby państwo, w którym jestem premierem rządu, „organizowało się niczym mafia" też bym nie zniósł. Tych jachtów, swingersów, solariów, ekspressów do kawy, milionów dla męża, sąsiada, znajomego, na które składają się wszyscy Polacy. Tych publicznych zakupów bez przetargów i lewych faktur na 6 milionów, półtora na czysto minus grzywna 25 tysięcy plus więzienie w zawieszeniu.
Szacunek Panie premierze. I nie ma sensu już tego przykrywać. Ale myślę, że opinia publiczna czeka teraz na wyrażenie braku zgody na bezwstyd zlecenia pracownikom Zondacrypto szkoleń w Krajowej Administracji
Skarbowej i Ministerstwie Finansów.
A dziennikarze czekają na informację, kto do cholery, już po prezydenckim wecie dał jednemu z kooperantów Zondacrypto dostęp do danych o dowodach osobistych Polaków?
