Niemcy już zwątpili w OZE? Mniej dopłat do wiatraków i paneli
Berlin kończy z hojnymi dotacjami do zielonej energetyki! Wiatraki i panele będą musiały zderzyć się z realiami rynkowymi

Nawet bogate Niemcy, nastawione na zieloną przemianę gospodarki, ograniczają wsparcie dla odnawialnych źródeł energii. Powód to zbyt wysokie koszty, które tylko w tym roku sięgną 19 miliardów euro.
Formalnie rząd kanclerza Friedrich Merza nie zbacza z kursu klimatycznego, obowiązującego od ponad dwóch dekad i nadal ma w planach odejście od paliw kopalnych do 2045 roku. Jednak nie ma innego wyjścia, jak ograniczyć wydatki związane z polityką klimatyczną. To element nowego pakietu reform, mających pobudzić gospodarkę, bo od kilku lat nie może wyjść z dołka.
Koniec z hojnymi dotacjami rządu
Opublikowane właśnie propozycje zmian w dwóch ważnych ustawach: o odnawialnych źródłach i o sieciach energetycznych, jednoznacznie pokazują, że dotowanie i wsparcie finansowe dla firm inwestujących w wiatraki i farmy słoneczne będzie mniejsze, o czym informują szeroko niemieckie media.
Okazuje się, że gwarancje stałej ceny odbioru energii elektrycznej z nowych małych instalacji fotowoltaicznych (o mocy do 25 kW) będą obowiązywały tylko przez trzy lata od ich uruchomienia. Potem właściciele będą musieli już sami zadbać o sprzedaż swojej energii na wolnym rynku. Gdy moc instalacji jest większa, to gwarantowana cena będzie obowiązywała przez znacznie krótszy czas. A jeśli właściciele farm wiatrowych i słonecznych o mocy 100 kW będą sprzedawać swoją energię po cenie wyższej od gwarantowanej, to zostaną zmuszeni do oddania tej nadwyżki do firm sieciowych. Jakby tego było mało, rząd niemiecki chce także zmniejszyć odszkodowania za obowiązkowe zmniejszenie produkcji energii tym firmom, które wybudują OZE w miejscach, gdzie sieć energetyczna już jest przeciążona.
Branża solarna nie posiada się z oburzenia
Zmiany, które ograniczają dotychczasowe „przywileje rynkowe” dla odnawialnych źródeł, są tak istotne, że już wywołały falę oburzenia w branży solarnej. Według agencji DPA Niemieckie Stowarzyszenie Energii Słonecznej alarmuje, że rządowe pomysły prawne mogą doprowadzić do „załamania inwestycji wartych miliardy dolarów i zagrozić dziesiątkom tysięcy miejsc pracy w przedsiębiorstwach i firmach rzemieślniczych w całych Niemczech”. Ostrzega także, że na znacznych obszarach kraju pojawią się wręcz „strefy wykluczenia z OZE”.
Jednak rząd w Berlinie nie ustępuje i zamierza w kolejnych latach ograniczyć wsparcie dla OZE, które w tym roku szacuje się na 16 mld euro, a do tego dochodzi 3 mld euro na sfinansowanie rekompensat za przymusowe wyłączenia instalacji OZE, by uniknąć przeciążenia sieci. Co więcej, Berlin szykuje jednocześnie dofinansowanie do budowy elektrowni gazowych, co z punktu widzenia ekologów grzechem ciężkim, bo oznacza powrót do znienawidzonych węglowodorów. Ale stosowne przepisy już zostały przyjęte, a pierwsze przetargi dla inwestorów zaplanowano na wrzesień. Te wielkie inwestycje są konieczne, bo elektrownie pełnią rolę stabilizatora systemu, w którym dominują odnawialne źródła energii. Bez stabilizacji (gdy nie wieje wiatr i nie świeci słońce) zwyczajnie zabrakłoby prądu. Za ten pomysł tak aktywiści klimatyczni jak i wielu wspierających ich polityków ostro skrytykowali gabinet Merza.
Zieloni załamują ręce i apelują: ani kroku wstecz!
Falę negatywnych komentarzy „zielonej” strony wywołały ostatnio przyjęte przepisy dotyczące ogrzewania domów i budynków paliwami kopalnymi. Zakazu instalacji pieców gazowych i na olej grzewczy nie będzie, choć poprzedni rząd miał taki zamiar, ale właściciele domów będą musieli zadbać o większą domieszkę paliw ekologicznych. Przeciwnicy tych rozwiązań ostrzegali, że zamiast zielonego przyśpieszenia rząd robi krok wstecz. Ale najwyraźniej opinia społeczna miała tu znaczący głos, skoro ponad połowa gospodarstw domowych w Niemczech nadal korzysta z kotłów gazowych do ogrzewania, a około jedna piąta z olejowych. Ponadto ponad jedna trzecia ogrzewania miejskiego jest również zasilana gazem.
Za nowym podejściem rządu do polityki energetycznej stoi minister gospodarki Katherina Reiche, która uznała, że same odnawialne źródła energii nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa energetycznego i stabilnych dostaw prądu. Choć oczywiście podtrzymuje strategię transformacji energetycznej pod nazwą Energiewende. Ale organizacje klimatyczne, jak pisze Deutsche Welle „od dawna postrzegają jako jako zwolenniczkę biznesu i przemysłu oraz przeciwniczkę ambitnego przejścia Niemiec na energię odnawialną”.
