Na wiosnę zjazd zjednoczeniowyNa wiosnę zjazd zjednoczeniowy

Szykuje się podział w Prawie i Sprawiedliwości. Wygląda na to, że grupa działaczy skupionych wokół Mateusza Morawieckiego wystąpi z partii lub zostanie z niej usunięta, jednak za swoim przyzwoleniem.
Jak zawsze w takich sytuacjach obie strony konfliktu mówią, że są za jednością, wspólnym działaniem itd… Pojawia się jednak słowo „ale”: ci drudzy powinni uznać to czy tamto, coś zaakceptować, z czegoś zrezygnować, coś podpisać, bo inaczej rozchodzimy się. Pada odpowiedź: „no to sobie idźcie” albo „no to idziemy”. I tak od słowa do słowa, rusza lawina, którą potem trudno zatrzymać.
Do polityki, a już na pewno do wielkiej parlamentarnej polityki trafiają ludzie ambitni, przekonani o swojej wartości i zdecydowani, aby w każdej sytuacji postawić na swoim. Wielkim problem jest dla nich sytuacja, gdy sprawy nie idą tak, jakby sobie tego życzyli, a najgorsze jest to, gdy inni, a szczególnie ci których się nie lubi, są ważniejsi, mają większe wpływy, lepsze pomysły na działanie, są bardziej pracowici i popularni.
Budując na swojej ambicji łatwo zapomnieć, że za bycie w dużej polityce płaci się też wysoką cenę. A cena jest tym wyższa, im ambitniejszy jest polityk. Trzeba pogodzić się z tym, że nawet najwięksi w tej grze są związani i zależni od innych. Nie ma samotnych wodzów, bo samotny wódz przestaje być wodzem. I jeszcze coś ważniejszego, o czym działacze i działaczki zapominają: to wyborcy wyznaczają status i pozycję polityka. W pierwszej kolejności wskazując na ugrupowanie, a potem na konkretną osobę. Wyroki wyborców są nieodgadnione, ale co często umyka działaczom, wyborców nie obchodzą rozgrywki między działaczami. Jednych mogą lubić bardziej, drugich mniej, ale nie ma takich sytuacji, że nie zagłosuje na nich, bo tam jest ten czy tamta. Wielokrotnie słyszałem stwierdzenia: PiS to nawet popieram, ale ten Kaczyński… No i jak to wytłumaczyć?
Natomiast bez wątpienia podziały zniechęcają wyborców, a jedność jest nagradzana premią. Samobójczym wręcz myśleniem jest przekonanie, że elektorat po prostu jest, choćby nie wiadomo co się działo. Jeżeli ludzie nie zaakceptują manewrów polityków, mogą zagłosować na kogoś innego, a zniesmaczeni nie zagłosują wcale. Dziś mamy 30%, to jak się podzielimy to będziemy mieli po 15%, a może jeszcze kogoś pozyskamy! O NIE, TO TAK NIE DZIAŁA.
"Partia to bardzo skomplikowany mechanizm"
Duża partia polityczna to możliwości działania i perspektywa zdobycia władzy. Jednak partia to bardzo skomplikowany mechanizm. Nawet spora grupa posłów w Warszawie musi wykonać ogromny wysiłek, aby zbudować potencjał społeczny w tak zwanym terenie. Co więcej, jeżeli ma to polegać na wyciąganiu ludzi z innych struktur, to nie ma szans na stworzenie nowej, lepszej jakości. Wielokrotnie też słyszałem, że jak nie będzie tego polityka czy innego, to zaraz przyjdzie ogromna grupa aktywnych i pozytywnych ludzi. I to się też nie sprawdzało.
W Polsce działalność polityczna została zohydzona, wykpiona i zdeprecjonowana. Oczywiście główną robotę na tym polu wykonują sami politycy swoimi różnorodnymi zachowaniami i „produkcjami scenicznymi”. Z lubością pokazują to media, bo „cyrk” polityczny znakomicie się sprzedaje, buduje oglądalność, a za tym idą pieniądze. Dlatego wprowadzenie do polityki masowego zaciągu nowych ludzi, którzy stworzą wartość dodaną w dzisiejszej Polsce nie jest możliwe. Spójrzmy choćby na nowych działaczy czy działaczki w Sejmie. Wprowadzają nową jakość czy częściej próbują błysnąć wydarzeniem, ciętą ripostą albo po prostu błyszczą niekompetencją.
Tak więc planowany ruch podzielenia Prawa i Sprawiedliwości jedni traktują jako wyzwolenie, a drudzy jako pozbycie się problemu. Nie wprowadzi nowego ducha, nowej siły i wartości. Nie trzeba być wielkim znawcą polityki, aby wiedzieć, że osłabia środowisko i ogranicza elektorat Prawa i Sprawiedliwości. Wniesie tylko to, że przez kilkanaście miesięcy niektórzy działacze będą rzadziej spotykać się ze sobą. W tym czasie będą mieli trochę czasu na myślenie jak zawiązać koalicję, żeby móc ze sobą znowu współpracować, no bo chyba w opozycji do siebie nie będą. Ciekawe, prawda?
Od działaczy Prawa i Sprawiedliwości milion razy słyszeliśmy, że najważniejsze jest odsunięcie od władzy ośmiogwiazdkowego rządu Donalda Tuska. Jego codzienna działalność, wybuchające niemal co dzień nowe, coraz większe afery powodują, że jego katastrofa wyborcza jest na wyciągniecie ręki. Jednak pod warunkiem, że będą mieli z kim przegrać. Niestety widząc dzisiejsze zachowania trudno uwierzyć, że odsunięcie Tuska rzeczywiście jest najważniejsze. Wyborcy patrzą na to z wielkimi obawami i zgorszeniem. Podział Partii Prawo i Sprawiedliwość oczywiście ucieszy ośmiogwiazdkowców, ale przede wszystkim pozwoli na rozpętanie kampanii szydzącej z prawicy i pomoże przykryć kolejne afery i skandale. Zresztą Donald Tusk miał ogłosić, że Prawo i Sprawiedliwość już nie liczy się w rywalizacji z rządem.
Jest jeszcze jeden bardzo niebezpieczny podział. Słyszałem takie stwierdzenia, że skoro dzisiaj w Partii Prawo i Sprawiedliwość nie potrafi porozumieć się między sobą, to jakie są szanse, aby w przyszłości po wyborach zawiązać koalicję z innymi partiami, które będą stawiały ostro swoje warunki? No wcześniej trzeba będzie się porozumieć z koleżankami i kolegami jeszcze do niedawna działającymi w jednej partii. A wiadomo, że takie rozmowy są najtrudniejsze. Trudno sobie przecież wyobrazić, aby bez jakiegoś wielkiego zwrotu nastrojów wśród wyborców było możliwe, aby Prawo i Sprawiedliwość uzyskało poparcie pozwalające na samodzielne rządy.
Czytałem też komentarze, że skoro z pierwszych badań sondażowych wynika, że partii Mateusza Morawieckiego może uda się przekroczyć próg wyborczy i wprowadzić do sejmu 20 – 30 posłów, to on stanie się głównym rozgrywającym na prawicy. Jednak wobec tak niestabilnej sytuacji wynikającej również z tego, że pod progiem wyborczym w sondażach znajdują się trzy partie, które będą walczyć o istnienie i mogą jeszcze różne ruchy wykonać, aby pozostać na scenie politycznej. Mówi się też o pracach nad powołaniem nowej partii pod ogólnym hasłem „Oni już byli”, więc tworzenie rządzącej koalicji będzie bardzo trudne, także z powodu braku zdecydowanego lidera po prawej stronie sceny.
W najtrudniejszej sytuacji jest Prezes Jarosław Kaczyński. Po raz kolejny spada na niego zadanie rozdzielenia a jednocześnie utrzymania pod jednym dachem otwarcie walczących ze sobą koleżanek i kolegów. Internet po raz kolejny stał się katastrofalnie wydajnym narzędziem skłócania i podziałów.
Gdyby do rozłamu jednak doszło, pozostaje jeszcze nadzieja, że po stygnięciu emocji okaże się, że osobno wcale nie jest lepiej. Pojawi się plan, aby na wiosnę zorganizować zjazd zjednoczeniowy i połączyć siły prawicy w walce z ośmiogwiazdkowym rządem Donalda Tuska. Oby tak się stało.
