„Diabelski” podatek węglowy musi trafić do kosza!„Diabelski” podatek węglowy musi trafić do kosza!

System ETS to „samobójstwo przemysłu” i powinien być zawieszony - taki postulat przedstawiły znów władze Włoch. - Polski rząd także powinien dążyć do zablokowania podatku od emisji – mówi poseł PiS Paweł Sałek.
Szef ENI, największego koncernu energetycznego we Włoszech zaapelował o zamrożenie podatku od emisji CO2, czyli systemu EU ETS. Podobną opinię ma stowarzyszenie przemysłowe Federacciai, które reprezentuje sektor stalowy i obawia się wzrostu kosztów produkcji oraz cen energii oraz ciepła, co uderza w przemysł energochłonny. Organizacja wielkiego biznesu apeluje, by „Włochy zobowiązały się na wszystkich forach do uzyskania tymczasowego zawieszenia systemu ETS dla sektora elektroenergetycznego” ze względu na trwający kryzys naftowy i gazowy oraz drastyczny wzrost cen tych surowców. Władze Federacciai zauważają, że „istnieje ryzyko dalszego pogorszenia sytuacji w nadchodzących miesiącach, z możliwymi reperkusjami dla ciągłości produkcji i ryzykiem zamknięcia zakładów z powodu niezrównoważonych kosztów energii”.
Rząd premier Giorgii Meloni podziela opinię menedżerów przemysłu i jak twierdzi portal Montel określa system handlu emisjami mianem „diabelskiego mechanizmu”.
Kosmetyczne zmiany unijnego mechanizmu
Poseł Prawa i Sprawiedliwości Paweł Sałek uważa, że włoski rząd ma rację, domagając się zawieszenia systemu, który powoduje powszechny wzrost kosztów energii także w naszym kraju.
Powinniśmy poprzeć władze Włoch i dążyć do zablokowania ETS-u
– mówi Paweł Sałek.
Już od kilku lat obejmuje on wiele sektorów z energetyką na czele, ale od 2028 roku ma jeszcze zostać rozszerzony i jako EU ETS2 objąć ciepło w sektorze bytowo-komunalnym i transport, co spowoduje drastyczny wzrost opłat za ogrzewanie i paliwa. Trzeba coś z tym zrobić, bo gospodarka i obywatele nie wytrzymają dalszych podwyżek
- dodaje.
Wprawdzie Komisja Europejska zdaje sobie sprawę z problemu, jakim są wysokie ceny energii oraz gazu dla przemysłu i proponuje reformę systemu ETS, to jednak konkretne posunięcia KE wzbudzają wiele kontrowersji, a dla części ekspertów jest niewystarczające. Wszystko dlatego, że tylko w niewielkim stopniu zmiany mogą doprowadzić do spadku cen pozwoleń na emisję CO2. A to właśnie koszty tych pozwoleń uderzają w przemysł i odbiorców, powodując wzrost kosztów energii w Europie. ETS jako system ma pozostać w Unii przez kolejne dekady, bo to główne narzędzie do realizacji polityki klimatycznej.
Ta proponowana przez władze unijne reforma będzie kosmetyczna i nic nie da
– mówi Paweł Sałek.
Dodaje, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło - opublikowany 17 lipca 2026 r. - wniosek Komisji Europejskiej dotyczący zmiany dyrektywy EU ETS jako „milowy krok”, który po raz pierwszy ma łagodzić wpływ systemu na gospodarkę i obywateli.
Ale ministerstwo przedstawia jedynie wybrane, korzystne elementy projektu, pomijając rozwiązania, które mogą oznaczać poważne dodatkowe koszty dla polskiego przemysłu, ciepłownictwa systemowego, gospodarki odpadami, samorządów i odbiorców końcowych. Wystarczy wspomnieć, że proponowane spowolnienie zmniejszania puli uprawnień nie oznacza rezygnacji z dalszego zaostrzania polityki klimatycznej. Projekt nadal podporządkowuje EU ETS osiągnięciu unijnego celu redukcji emisji o 90 procent do 2040 r. dalszego ograniczania podaży uprawnień i kosztów emisji
– mówi poseł PiS.
Przypomnijmy, że Komisja Europejska liczy, iż jeszcze w tym roku zdoła z krajami członkowskimi uzgodnić szczegóły reformy ETS. Zależy jej na sprawnych negocjacjach, bo w przyszłym roku – ze względu na wybory w kilku krajach – m.in. w Polsce i we Francji, może dojść do radykalnych zmian politycznych, a nowe rządy mogą doprowadzić do zablokowania polityki unijnej klimatycznej, w tym systemu ETS.
