Co może mieć wspólnego duch Białej Damy ze Świętą Siostrą Faustyną?

Co może mieć wspólnego duch Białej Damy ze Świętą Siostrą Faustyną?

swfaustyna.webp
Święta Siostra Faustyna / autor: Fratria
FacebookTwitter

Wydawać by się mogło, że nie może ich nic łączyć, ale jednak - co prawda nie wprost - mamy pewien punkt wspólny.

Siostra Faustyna pojawiła się w Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy ulicy Żytniej w Warszawie 1 sierpnia 1925 roku. Zgromadzenie to w tym miejscu działało od pierwszego listopada 1862 roku, kiedy to w porozumieniu z biskupem Zygmuntem Szczęsnym Felińskim księżna Ewa Karolina z Sułkowskich Potocka założyła zgromadzenie ratujące „przedwcześnie zepsute” dziewczęta. Wiele było wówczas w Warszawie prostytuujących się młodych kobiet, które - gdy raz zeszły na złą drogę - nie miały już w zasadzie szansy powrotu do normalnego życia, a co dopiero marzyć o zamążpójściu!

Księżna na wzór domów Miłosierdzia we Francji- w Rondeau i w Laval postanowiła zorganizować miejsce, w którym te, które szczerze żałowały za swój grzech, mogły odpokutować go, nauczyć się wielu przydatnych umiejętności i wrócić do społeczeństwa jako żony i matki. Pobyt w domu był dobrowolny. Dziewczęta nazywano „pokutnicami”.

Efekty programu wychowawczego opracowanego przez księżną na wzór domów francuskich były tak dobre, że po jakimś czasie dziewczęta z Żytniej miały opinie bardzo dobrych kandydatek na żony, gospodynie, służące czy pracownice. Umiały prowadzić dom, uczyły się też rzemiosła, dzięki któremu mogły się same utrzymywać bez konieczności prostytuowania się. Po jakimś czasie Księżna Czyli Matka Tereresa - bo takie imię przyjęła podczas obłóczyn - otworzyła drugi dom w Krakowie.

Ale gdzie tu Duch Białej Damy?

Aby wyjaśnić ten niezwykły związek musimy się cofnąć do lat dziecinnych księżnej. Otóż Ewa urodziła się jako trzecia z czterech córek książąt Sułkowskich - Antoniego i Ewy z Kickich. Początkowo młodzi, bardzo zresztą kochający się małżonkowie mieszkali w Warszawie, gdzie wzięli ślub w kościele Św. Krzyża. Tam także ochrzczona została Ewa Karolina, która przyszła na świat 22 października 1814 roku.

Po jakimś czasie małżonkowie wraz z córkami wyjechali do rodowej posiadłości książąt Sułkowskich do Rydzyny. Ten piękny zamek zakupił od króla Polski Stanisława Leszczyńskiego, jednego z przodków księcia. Zamek był rozległy, okazały i - jak wiele takich obiektów miał swoją Białą Damę.

Dwudziestowieczna eseistka Zofia Starowieyska–Morstinowa, opisując Rydzynę i jej właścicieli, tak pisała o Białej Damie:

Wielu widziało ją na własne oczy spacerującą po korytarzach zamku. Pamiętam jeszcze z dzieciństwa takich, którzy Białą Damę spotykali, znałam i takich, którzy na jej widok przez okno zamku w noc ciemną uciekali.

Duch ten miał się też pojawiać w dni wiosenne, z naręczem kwitnącej czeremchy. Z chwilą, gdy zapadał zmrok, Biała Dama krążyła wokół zamku, szukając miejsca, w którym pogrzebała niegdyś ciała własnoręcznie zabitych synków i rozrzucając wokół kwiaty. Historia opowiedziana w legendzie była bardzo dramatyczna. Otóż Dama po śmierci swojego męża zakochała się w jego bracie, który był księdzem. Na wszelkie sposoby próbowała go nakłonić do opuszczenia stanu duchownego. W końcu zasztyletowała dwóch swoich synków, w nich upatrując przeszkodę do miłosnego szczęścia. To jednak nie przekonało ukochanego, kobieta wkrótce zmarła. Jak niosła wieść gminna Biała Dama pojawiała się co rok, by błagać o wybaczenie i by szukać grobu swoich zamordowanych dzieci. Dama pokazywała się regularnie, a opisy zjawy, stukanie mebli w zamkowej kaplicy oraz przesuwanych lichtarzy były bardzo sugestywne.

Po pożarze zamku w 1945 duch przestał się pojawiać, ale gdy Ewa Karolina była dzieckiem legenda ta była bardzo żywa.

Ojciec dziewczynek, Antoni, chcąc nauczyć je odwagi, prosił, by kolejno przychodziły do jego pokoju - w tym celu musiały przejść przez ciemne, zamkowe korytarze i komnaty. Starsze siostry spełniły prośbę ojca, ale Ewa bardzo się bała Białej Damy i w połowie drogi wracała z płaczem. Ojciec jednak nalegał i w końcu Ewa - przełamując strach - spełniła jego prośbę.

Ta odwaga - jak pisze siostra Abramczuk w książce „Matka Teresa Ewa z książąt Sulkowskich hrabina Potocka” - miała jej się potem bardzo przydać. Rzeczywiście bowiem - przeszkody, które jako organizatorka Zgromadzenia spotykała na swojej drodze były bardzo poważne - od administracji carskiej, która nieprzychylnie patrzyła na takie inicjatywny, po trudności finansowe, wybuch Powstania Styczniowego, choroby m.in tyfus, który zebrał żniwo także wśród pokutnic a skończywszy na zwykłych problemach wychowawczych z krnąbrymi nierzadko podopiecznymi. Matka Teresa pisała w listach, że jedyna chwilą wytchnienia jest dla niej adoracja Najświętszego Sakramentu. Czeto też tylko jej głęboką wiara i odwaga - zaszczepiona jej przez ojca w tak niezwykłych okolicznościach rydzyńskiego zamku pozwalała jej pokonywać po kolei trudności. Gdy zmarła w Kronice rodzinnej Warszawy napisano:

Spośród cichych pracownic na polu ogólnego dobra ubyła obecnie świątobliwa postać (…) najwznioślejsze zadania miłosierdzia spełniła, jakie dano czystej duszy niewieściej, aby zjednać Bogu, zwrócić społeczeństwu biedne, upadłe istoty.

Tak pożegnano Hrabinę Ewę Karolinę z książąt Sułkowskich Potocką - znaną jako Matka Teresa.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.