Chyba kolacja się sypie. Głosowanie do skutkuChyba kolacja się sypie. Głosowanie do skutku

Podczas sejmowych głosowań w ostatni piątek przepadła forsowana przez klub PSL-u ustawa o zniesieniu dwukadencyjności. Okazało się, że spora część klubu Lewicy głosowała przeciw, ba — sam marszałek Czarzasty wstrzymał się od głosu.
A przecież trzy dni wcześniej duża część posłów klubu PSL poparła forsowane przez Lewicę dwie ustawy aborcyjne: jedną dotyczącą tzw. przesłanki eugenicznej, drugą dotyczącą zniesienia penalizacji pomocnictwa w aborcji, i tylko dzięki temu poparciu obydwie uzyskały w Sejmie większość. Był więc deal, ale okazało się, że klub Lewicy się z niego nie wywiązał i kierownictwo PSL-u się wściekło do tego stopnia, że publicznie ogłoszono, iż w rewanżu kompetencje wiceministrów rekomendowanych przez tę partię, a kierowanych przez ministrów z PSL-u, zostaną zredukowane. Chodzi aż o cztery resorty: rolnictwa, obrony narodowej, infrastruktury oraz energii. Wszędzie tam Lewica ma swoich wiceministrów i gdyby do tego doszło, przepychanki kompetencyjne mogą sparaliżować ich funkcjonowanie.
Jednocześnie „papierami rzuciła” minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i jej pierwszy zastępca Jan Szyszko, co oznacza, że resort funduszy i polityki regionalnej został zaledwie z jednym wiceministrem i w zasadzie jest sparaliżowany. Co więcej, oboje udzielili obszernego wywiadu dla Wirtualnej Polski, który dostarcza szokujących informacji o kulisach funkcjonowania rządu Tuska, które do tej pory były tylko „korytarzowymi plotkami”, a teraz zostały upublicznione pod nazwiskiem. Wiceminister Szyszko między innymi mówi: „Każdy, kto nie chce się podporządkować mainstreamowi KO, Silnych Razem, Donalda Tuska i Romana Giertycha i tych wszystkich osób, staje się kłótnikiem, jest w mediach niszczony, a w rządzie jest bardzo ordynarnie i przemocowo traktowany”. Także minister Pełczyńska-Nałęcz potwierdza tę „przemocową kulturę rządzenia” premiera Tuska, mówiąc: „Przy sporze o kredyt 0% premier groził mi odwołaniem, słyszałam, że zaraz mnie zaorają, albo że mam się odpieprzyć”. Tak przy okazji, to ciekawe, czy mainstreamowe media, które wszędzie tropią przemocowców, zainteresują się tymi wypowiedziami — przecież w autoryzowanym wywiadzie — i zapytają premiera Tuska, co on w tej sprawie ma do powiedzenia.
Premier Tusk, jak się wydaje, trochę zaskoczony tym ruchem wyprzedzającym minister Pełczyńskiej-Nałęcz (od jakiegoś czasu na korytarzach sejmowych mówiło się, że ta minister zostanie zdymisjonowana w pakiecie z trójką innych ministrów), jeszcze podczas pobytu w Indiach ogłosił, że ma już dwójkę kandydatów na jej miejsce. Na tę wypowiedź zareagował marszałek Hołownia — na razie szef klubu parlamentarnego Polska 2050 — który po rezygnacji Pełczyńskiej-Nałęcz mówił, że klub pod jego przewodnictwem będzie częścią koalicji rządowej. Teraz, kiedy okazało się, że jest znowu jawnie lekceważony, stwierdził, że jego partia może wyjść z rządu. Szef klubu Polska 2050 uważa, że kierowanie tym ministerstwem jest przyporządkowane tej partii i to z tego środowiska powinny wyjść propozycje kandydatów na szefa resortu, a okazuje się, że premier nawet nie pomyślał o jakichkolwiek konsultacjach.
Gdyby te groźby o wychodzeniu z rządu, a nawet i koalicji ze strony Polski 2050 miały się zmaterializować, to większość koalicyjna stanęłaby pod znakiem zapytania, więc premier Tusk nie może już sobie pozwolić na prowokowanie PSL-u. Stąd już z Indii popłynął pojednawczy głos premiera Tuska, adresowany do wicepremiera Kosiniaka-Kamysza: „Nie widzę żadnego problemu w tym, aby natychmiast wrócić do projektu PSL znoszącego dwukadencyjność”. Oczywiście tamtego projektu już nie ma, został odrzucony, ale co tam — już na najbliższym posiedzeniu Sejmu rządząca koalicja może wprowadzić pod obrady identyczny i w dwa dni próbować go przegłosować, a gdy to się nie uda, to na każdym kolejnym poddawać taki projekt pod głosowanie, aż do pozytywnego dla niej skutku.
Skoro premier Tusk chce awansować na wicepremiera jednego z najgorszych ministrów finansów w historii, mimo tego, że ten przez 4 lata zadłuży dodatkowo nasz kraj na 1,4 biliona złotych, to dlaczego nie może zmuszać posłów koalicji do głosowania nad zniesieniem dwukadencyjności aż do skutku? Tyle tylko, że nawet jeżeli do tego dojdzie, to najprawdopodobniej prezydent Karol Nawrocki nie podpisze tej ustawy, a koalicja — nawet wspierana przez część posłów Konfederacji, którzy głosowali za ustawą PSL-u — tego weta nie będzie w stanie odrzucić. Dla PSL-u ta ustawa to swoiste „być albo nie być”. Gdyby została uchwalona, zniesienie dwukadencyjności zostałoby wciągnięte na sztandary w kampanii wyborczej, a część wójtów i burmistrzów z tej partii znalazłaby się na listach wyborczych, żeby dodać do wyniku listy w okręgu wyborczym parę tysięcy głosów. Ta klęska wprawiła we wściekłość kierownictwo tej partii, te sygnały dotarły do Tuska, więc w sytuacji rejterowania klubu Hołowni pośpiesznie wyciąga rękę do wicepremiera Kosiniaka-Kamysza i mówi: „Głosujmy jeszcze raz, a być może nawet do skutku”. I tak sobie koalicja 13 grudnia rządzi już blisko 3 lata, tylko Polski szkoda.
Jak wesprzeć telewizję wPolsce24?
Zachęcamy do:
- dokonywania wpłat przez stronę wesprzyj.wpolsce24.tv
- lub przekazania darowizny bezpośrednio na rachunek bankowy: 69 1020 4900 0000 8202 3036 2577 (odbiorca: Fratria SA, tytuł przelewu: Darowizna)
- oglądania wPolsce24 jak najczęściej i jak najdłużej
- mówienia o nas innym, żeby telewizja wPolsce24 zyskiwała coraz więcej wiernych Widzów
Przetwarzamy dane osobowe Darczyńców zgodnie z informacją w linku.
