Byłem na ogólnopolskim spotkaniu Wojowników Maryi„Rycerze codzienności”. Byłem na ogólnopolskim spotkaniu Wojowników Maryi

Każdy, kto był w Siedlcach w tę sobotę na ogólnopolskim spotkaniu formacyjnym Wojowników Maryi, mógł zrozumieć, jak nieprawdziwa i tendencyjna jest słynna teza o „umierającym Kościele w Polsce”.
Sanktuarium św. Józefa było wypełnione po brzegi, podobnie jak przestrzeń przed nim. Kilka tysięcy mężczyzn, członków tej niezwykłej wspólnoty, zebrało się ponownie, aby spędzić razem kilka godzin, modląc się, rozmawiając i wymieniając doświadczenia. Po prostu – żeby być razem. Tak jak to robią co kilka miesięcy.
Zanim zgromadzili się przy sanktuarium, przeszli w procesji ulicami stolicy południowego Podlasia, niosąc flagi z wizerunkiem Maryi i modląc się. Większość mijających ich pozdrawiała. Byli też tacy, którzy z nich kpili i uważali za irytujących. Prawdziwe chrześcijaństwo, przecież, nigdy nie pozostawia ludzi obojętnymi.
W programie znalazły się dwie znakomite konferencje, Msza Święta odprawiona przez biskupa siedleckiego Kazimierza Gurdę, Koronka do Bożego Miłosierdzia oraz adoracja Najświętszego Sakramentu. W międzyczasie była przerwa na posiłek i rozmowę.
Pierwszą konferencję wygłosił ks. Jarosław Wąsowicz, salezjanin i kapelan prezydenta Karola Nawrockiego. Wąsowicz to historyk. Mówił przede wszystkim o prymasie Auguście Hlondzie i o tym, jak Kościół katolicki ukształtował polski patriotyzm.
Słuchając katechezy, od czasu do czasu zerkałem na otaczających mnie ludzi, silnych mężczyzn, którzy wydawali się doskonale rozumieć to, o czym mówił salezjanin. Gdyby jutro, nie daj Boże, Polska została ponownie zaatakowana, ci ludzie byliby pierwszymi, którzy by jej bronili. Pierwszymi, którzy stanęliby między agresorem a swoimi rodzinami. Jak prawdziwi żołnierze, którzy, jak napisał G. K. Chesterton, „idą do walki nie dlatego, że nienawidzą wroga, ale dlatego, że kochają to, czego bronią”.
Drugą konferencję wygłosił ks. Tomasz Kostecki, syn południowego Podlasia, coraz bardziej popularny katecheta i kaznodzieja, który jest również aktywny w Internecie na kanale YouTube „Wół i osioł”. W swojej katechezie w centrum postawił 13 męczenników z Pratulina, których duchowość porównał z duchowością Wojowników Maryi.
Ktoś mógłby teraz zapytać – w czym sytuacja 13 unitów, którzy zginęli w XIX wieku z rąk Kozaków broniąc jedności z Rzymem i Papieżem, jest podobna do tej, w której żyją Wojownicy dzisiaj, w czasach nowoczesnych. Ks. Kostecki właśnie wyjaśnił o jakie ponadczasowe sprawy chodzi – o bliskości z Panem Bogiem i godności bycia dzieckiem Bożym, o obronę wszystkiego co jest dla nas święte. O heroizm przeżywany w życiu codziennym, o sytuacje, w których potrzebna jest odwaga i ofiara. Tu nie chodzi o kolejne świadectwa byłych morderców i gwałcicieli opowiadających o swoich wielkich nawróceniach.
„Nie zrozumcie mnie źle, nie neguję owoców tych nawróceń. To z pewnością ważne i wspaniałe historie. Ale tęsknię za tym, by usłyszeć świadectwa ludzi o tym, jak to jest być mężem, jak to jest być ojcem. Ludzi takich jak wy”.
I tu ksiądz wyraził istotę duchowości Wojowników Maryi. Ludzi, którzy – przynajmniej większość z nich – byli „na granicy”, w różnych ekstremalnych sytuacjach, a teraz, z pomocą Matki Bożej, walczą o swoje rodziny i siebie, w całkiem zwyczajnych, codziennych sytuacjach. Rycerze codzienności, gotowi poświęcić się dla Boga swoich bliźnich w każdej chwili. Mogliby być zupełnie gdzie indziej, gdzie nie ma ani solidarności, ani poświęcenia, a jedynie egoizm i strach. Ale ich nie ma, bo Maryja ich wezwała.
Już pisałem o tym: Wojownicy są według mnie jedną z najważniejszych inicjatyw duszpasterskich w Kościele katolickim w ostatnich czasach. Są odpowiedzią na głęboki kryzys męskości, na sytuację, w której tysiące rodzin zostało zniszczonych przez niewolę konsumpcjonizmu i materializmu, w którą współczesny świat wpędził mężczyzn i uczynił ich niezdolnymi do utrzymania rodziny. To oni zostają z żonami i dziećmi. To oni walczą o swoje domy, a to, jak dobrze wiemy, jest chyba najważniejszą duchową walką XXI wieku. Wspólnota jest tu silniejsza niż kiedykolwiek, pomimo wszystkich wrogów i tych, którzy chcieli, żeby zniknęła.
Na spotkaniu byli też moi rodacy – Wojownicy Maryi ze Splitu. Jedyna wspólnota Wojowników, która nie składa się z Polaków, ale z innego narodu, wspólnota, która jest świadectwem braterstwa Polaków i Chorwatów. Opowiadali mi, jak musieli pokonać trudną, 1500-kilometrową podróż, aby dotrzeć tu na czas, a potem wrócić do swoich rodzin i pracy.
„Wasze podróże są naprawdę uciążliwe” – powiedziałem, na co Miljenko Jurić, przywódca wspólnoty, spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem i odpowiedział: „Ale wiem, po co jadę”.
Mogę życzyć każdemu człowiekowi właśnie takiej jasności.
