Byleby PiS nie rządził… Byleby PiS nie rządził…

popistrzeciadroga.webp
autor: Fratria
FacebookTwitter

W wielu rozmowach pada pytanie: jak to możliwe, że mimo tylu afer, skandali, wpadek, katastrofy finansów publicznych, codziennych kłamstw i stu innych „konkretów” sondaże nadal wykazują, że około 30% elektoratu jest gotowe głosować na PO?

Są różne tłumaczenia tego fenomenu. Niestety środowiska opozycyjne nie zabierają się do analizowania tego zjawiska i uważają, że kluczem do zwycięstwa jest dobry program, sprawność działania, wiarygodność i „jeżeli będziemy mówili prawdę, to naród przekonamy”.

Zgoda, ale prawda i rzeczowe argumenty są przyjmowane przez przychylnych i niezdecydowanych, tych, którzy są gotowi słuchać. W dzisiejszej rzeczywistości funkcjonują bańki informacyjne. Jeżeli ktoś czyta Gazetę Wyborczą, ogląda TVN i słucha TOK FM, to głosownie na opozycję uznałby za szaleństwo. Tusk zdaje sobie z tego sprawę i nie stara się już nawet mówić „do ludzi”, ale wyłącznie do fanatycznych ośmiogwiazdkowców. Codziennie muszą oni dostać miskę strawy, aby w ich głowach nie zagościło zwątpienie, niepewność, a nie daj Boże frustracja. Dlatego Tusk codziennie zaczepia, drażni, atakuje, znieważa, wymyśla absurdy i kłamstwa.

Bańki informacyjne chronią przed światem zewnętrznym, ale nie są hermetyczne. Jest też Internet, radio, prasa i zwykła rozmowa z drugim człowiekiem, spotykanym w różnych okolicznościach.

Te 30% gotowe nadal popierać PO to jest 5 – 6 milionów ludzi. Tak duża grupa oczywiście nie jest jednorodna. Obok fanatycznych ośmiogwiazdkowców jest też liczona w miliony grupa osób motywowana negatywnie, bo nie lubią Kaczyńskiego, Morawieckiego albo Brauna. I wcale nie są gotowi ginąć za Tuska, Sikorskiego czy Giertycha. Ta część elektoratu PO powinna być szczególnie brana pod uwagę jako klucz do zwycięstwa. Od jej aktywności i mobilizacji będzie zależał ostateczny wynik wyborów.

Wygrywać wybory można wedle dwóch strategii. Zachęcać, pozyskiwać i motywować przekonanych i tych, którzy są otwarci na nasze argumenty i ewentualnie gotowi nas poprzeć. Taki kierunek jest oczywisty, naturalny i pozytywny. Jest też drugi kierunek: przewrotny i odwołujący się do złych emocji. Sztuką jest zniechęcenie takich osób do głosowania, także przeciwko nam. Czasami mówi się o w takim przypadku o włączaniu u przeciwników trybu neutralności.

W ostatnich wyborach parlamentarnych w 2023 roku była rekordowa frekwencja 74,38%. Badania elektoratu wskazują, że ta mobilizacja umożliwiła Tuskowi objęcie władzy. Jednak ten wynik jest nie do powtórzenia w przyszłym roku. W ubiegłorocznych wyborach prezydenckich frekwencja w pierwszej turze to 67,31% w drugiej: 71,63%. To wskazuje, że tryb neutralności gotowa jest włączyć wystarczająca grupa wyborców, aby swoją absencją/ neutralnością wpływać na ostateczny wynik wyborów. Miliony Polaków głosowania nie traktują jako absolutnej konieczności, a raczej zadają sobie pytanie, czy w ogóle warto fatygować się do lokalu wyborczego?

Tusk nie ma już dziś zapasu głosów, które może bezpiecznie stracić. Rezerwą strategiczną chce uczynić Lewicę Czarzastego. Zapowiedziano tworzenie wspólnej listy wyborczej. Liczą, że wspólnie zbiorą 40% wyborców, nie zważając na to, że jednak elektoraty tak prosto jeden do jednego nie sumują się. Ostatecznie, znaczącą grupę elektoratu PO może to zniechęcić w ogóle do głosowania. Właśnie tych, dla których osiem gwiazdek, może było fajne, ale z niekoniecznie z Czarzastym.

Dlatego jestem przekonany, że będzie to bardziej obciążenie i słaby punkt. Szczególnie dla osób niechętnych podsuwanym przez Czarzastego radykalnym lewackim ruchom w edukacji, preferowaniu LGBT, szaleństwom polityki migracyjnej i ekoterroryzmowi w energetyce. Właśnie te osoby potencjalnie mogą włączyć „tryb neutralności”. Dzisiaj nic nie wskazuje, aby Tuskowi i jego ekipie udało się wywołać ponownie ośmiogwiazdkową histerię. Nie będzie efektu wrocławskiego Jagodna. Ten stan demobilizacji należałoby pogłębiać.

Ułożenie relacji na prawicy jest warunkiem koniecznym do zwycięstwa, ale może okazać się warunkiem niewystarczającym, jeżeli nie będzie działań demobilizacyjnych w elektoracie obecnego obozu rządzącego.

Dlatego potrzebujemy ciężkiej pracy konsylium psychologów, marketingowców, księży, socjologów, psychiatrów, znawców ludzkiej duszy, aby odpowiedzieć na pytanie: jak to zrobić? Potrzeba zbudowania zespołu skojarzeń, haseł, porównań, odwołań, powtarzanych przy każdej okazji i starannie dobranych przykładów i anegdot. To oddziaływanie musi być realizowane z żelazną konsekwencją. W tej sytuacji nie ma miejsca na indywidualne pomysły, solówki i „Wydaje mi się, że należałoby to powiedzieć nieco inaczej”. Oczywiście trzeba mówić prawdę, chodzi tylko o umiejętne dobieranie słów i kierowanie ich do właściwych osób.

Przyjęcie wspólnej strategii komunikacyjnej skierowanej do społecznego zaplecza obozu władzy może być obok paktu senackiego kolejnym elementem integrującym obóz patriotyczny.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.