Bruksela tak promuje Zielony Ład, że chce pogwałcić reguły UEBruksela tak promuje Zielony Ład, że chce pogwałcić reguły UE

Władze w Brukseli będą miały duży problem, by przekonać rządy unijne do zmiany opodatkowania energii elektrycznej. Choć argumentują, że chodzi szczytny cel i obniżenie rachunków za prąd, to jednak rosną obawy, że będą chciały ominąć zasadę jednomyślności.
Już we wrześniu Komisja Europejska zacznie negocjacje z krajami członkowskimi w sprawie zmian w ustawie o rynku energii, ale wśród propozycji z nią związanych jest także obniżenie podatków od energii elektrycznej tak, by były niższe od tych obciążających gaz. Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen już wiosną – po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie – zapowiedziała, że będzie promować obniżkę opodatkowania, licząc że to przyśpieszy elektryfikację w Unii. Bo gdy gospodarstwa domowe będą korzystały z tańszej energii, pozyskiwanej w coraz większym stopniu z OZE, to na przykład chętniej przesiądą się do samochodów elektrycznych, wymienią piec gazowy na pompę ciepła i w efekcie spadnie zapotrzebowanie na paliwa kopalne. Choć wszystkie te argumenty wpisują się zieloną agendę Unii, mogą nie wystarczyć, by przekonać kraje członkowskie. Pierwszym krytykiem pomysłów podatkowych Brukseli stał się - w sposób niespodziewany - rząd Niemiec kanclerza Friedricha Merza. O swoim sprzeciwie Berlin napisał w specjalnym liście do władz UE, o którym poinformował portal Euronews.
Berlin mówi Brukseli „nein”
Niemcy obawiają się, że Bruksela wykorzysta nowelizację ustawy o rynku energii elektrycznej, do poparcia której wystarczy kwalifikowana większość, by ingerować w politykę podatkową, będącą w dużej mierze domeną krajów członkowskich. Zdaniem władz w Berlinie to próba narzucenia zasad, które powinny być uregulowane w prawie podatkowym Unii Europejskiej, a zmiany w nim wymagają jednomyślności państw UE. Bastian Fleig, dyrektor generalny niemieckiego Ministerstwa Finansów napisał wręcz, że ma „poważne wątpliwości, czy (wniosek)… może zostać przyjęty kwalifikowaną większością głosów. Jest on sprzeczny z wymogiem jednomyślności w prawie podatkowym (…), wprowadza istotne przepisy podatkowe i bezpośrednio ingeruje w suwerenność podatkową i budżetową kraju”.
Z jednej strony tak bezpośrednio wyrażone obawy władz Niemiec mogą mieć kluczowe znaczenie dla zaplanowanych za kilka tygodni negocjacji. I stawiają Ursulę von der Leyen w wyjątkowo kłopotliwej sytuacji jeszcze przed ich rozpoczęciem.
A z drugiej – gdyby szefowa Komisji Europejskiej zdołała przeforsować swój plan zmian podatkowych, zyskując poparcie większości, to mógłby być niebezpieczny precedens; w przyszłości mogłoby się okazać, że władze unijne chciałyby go wykorzystać w kwestii regulacji innych podatków.
Nie wiadomo, jakie stanowisko we wrześniu zajmie Komisja Europejska, ale wszystko wskazuje na to, że jeśli nie uwzględni niemieckich obaw, prąd nie zyska podatkowych preferencji nad energią z gazu i innych paliw kopalnych.
