Będzie mniej węgla w energetyce, a więcej gazu. Czy to ma sens?Będzie mniej węgla w energetyce, a więcej gazu. Czy to ma sens?

Polska wycofuje się z węgla w energetyce i zamyka kolejne bloki węglowe, ostatnio w elektrowni Dolna Odra oraz w Rybniku. Zastąpić je mają gazowe, a w przyszłości atom. "Energetyka węglowa nie powinna zniknąć, bo zapewnia bezpieczeństwo energetyczne" - argumentuje Herbert Gabryś, ekspert branży, były wiceminister przemysłu.
Pod koniec sierpnia przestały ostatecznie działać dwa bloki opalane węglem w elektrowni Dolna Odra w rejonie Gryfina; pracę straciło tam 600 osób. Podobny los spotkał jeden z bloków w elektrowni Rybnik, a kolejne przestaną tam pracować w ciągu kolejnych dwóch lat. To efekt realizacji w Polsce unijnej polityki klimatycznej, która zakłada całkowitą rezygnację z paliw kopalnych i neutralność klimatyczną kontynentu do 2050 roku.
Herbert Gabryś w wywiadzie dla portalu wGospodarce.pl wskazuje też, że to dynamiczny w ostatnich latach rozwój odnawialnych źródeł w naszym kraju powoduje, iż ograniczana jest produkcja energii z węgla i to pomimo że „jest ona bardzo potrzebna”. Bloki węglowe zapewniają stabilne dostawy energii i pozwalają operatorowi, czyli spółce Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) szybko reagować na zmienne potrzeby systemu energetycznego w naszym kraju, gdy fotowoltaika lub wiatraki przestają produkować energię. Ekspert dodaje, że jeszcze w 2010 roku w Polsce mieliśmy 101 takich stabilnych bloków, lecz dziś zostało ich w Krajowym Systemie Energetycznym już tylko 75. Wyłączono już „te najstarsze, najmniej sprawne i o niskiej mocy”, pozostały więc te najbardziej niezbędne. Jednak – zdaniem Herberta Gabrysia – moc stabilnych elektrowni, jaką dysponuje PSE, „jest na granicy ryzyka”.
Dziś w szczycie zapotrzebowania powinniśmy mieć blisko 29 tysięcy megawatów mocy. A na koniec lipca operator miał w jednostkach centralnie dysponowanych 24 266 MW. Dlatego w dużej mierze musimy korzystać jako kraj z importu. To nie zawsze jest komfortowa sytuacja
– mówi ekspert.
Dlatego też Herbert Gabryś uważa, że „bloki węglowe w elektrowniach można wycofywać z eksploatacji tylko „na tyle, na ile okażą się zbędne, ale do tego jednak daleko”.
W wywiadzie także wylicza koszty, jakie nie tylko elektroenergetyka ale wszyscy ponosimy w związku z unijną polityką klimatyczną i podatkiem od emisji CO2 czyli systemem handlu uprawnieniami – EU ETS. W latach 2022–2025 elektrownie wydały na zakup pozwoleń na emisję ponad 141 miliardów złotych (bazujące na węglu brunatnym zapłaciły w sumie 55,3 mld zł, zaś 69,5 mld zł - jednostki na węglu kamiennym).
Te wydatki mają istotny wpływ na ceny energii
– mówi Herbert Gabryś.
I wyjaśnia, że koszty pozyskania uprawnień do emisji w przypadku produkcji energii z węgla brunatnego za 2025 rok wynosiły 363,20 zł/MWh, zaś dla energii z węgla kamiennego 290,1 zł/MWh. Natomiast generacja z gazu była mniej obciążona opłatą za uprawnienia do emisji CO2 - 102,2 zł/MWh - ze względu na niższą jego emisyjność.
Ale choć elektrownie gazowe mniej emitują CO2, to jednak przejście na te źródła wytwórcze jest obarczone dużym ryzykiem.
Po prostu dostępność gazu jest ograniczona. Na dodatek ceny są nieprzewidywalne i gwałtownie wzrosły, szczególnie w Europie. Dlatego uważam, że koncepcja by zamiast elektrowni węglowych wybudować gazowe, jest trudna do przyjęcia i trudno dopatrzeć się w niej racjonalności
– dodaje ekspert w wywiadzie dla portalu wGospodarce.pl.
