Alternatywa dla Zachodu rośnie w siłę Alternatywa dla Zachodu rośnie w siłę

MK2_Chiny Azja 1.webp
Fot. Fratria
FacebookTwitter

Szczyt BRICS - tym razem w Indiach (przed rokiem był w Brazylii) - to jasny sygnał, że istnieje polityczna alternatywa dla Zachodu.

Brazylia, Rosja, Indie i Chiny założyły w roku 2006 organizację (wtedy odbyło się pierwsze spotkanie ministrów spraw zagranicznych tych krajów), po czterech latach poszerzoną o RPA. Nazwano ją od pierwszych liter nazw tych państw, znajdujących się na czterech kontynentach. Kontynenty te to: Ameryka Południowa (jedno państwo - ale największe), Europa (cóż, geograficznie to kryterium Federacja Rosyjska spełnia, choć pewnie lepiej pasowałoby do niej określenie "Eurazja" - choć nominalnie to najliczniejsze państwo Starego Kontynentu! ), Azja (dwa najliczniejsze kraje nie tylko tego kontynentu, ale globu) oraz Afryka (trzecia gospodarka kontynentu - a litera "S" od angielskiej nazwy kraju: South Africa).

Przed dwoma laty i rokiem dokonano poszerzenia BRICS. Teraz liczy już jedenaście państw mających pełne członkostwo, bo doszło sześć: z Afryki Etiopia i Egipt, z szeroko rozumianego Bliskiego Wschodu Iran oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska oraz z Azji największy muzułmański kraj globu czyli Indonezja. Na szczycie w Rosji (ściślej: Tatarstanie, w Kazaniu) w styczniu 2024 wybrano również aż dziesięć państw partnerskich (stowarzyszonych) i uważam to osobiście za przełom, gdy chodzi o realne znaczenie polityczne organizacji. Organizacji, która skądinąd od początku podkreślała wprost swój stricte właśnie polityczny charakter - ważniejszy z całą pewnością niż gospodarczy. Oto owa "przełomowa" dziesiątka: z Europy (sic!) - Białoruś, Ameryki Łacińskiej - Boliwia i Kuba, z Afryki - Nigeria (najliczniejsze państwo kontynentu, liczące już teraz ponad 200 milionów ludzi!) oraz Uganda i wreszcie z Azji połowa "nowych" czyli pięć, jakże różnych krajów: postsowieckie republiki Kazachstan (dziewiąte pod względem terytorium państwo świata) i Uzbekistan, należący "za komuny" do strefy wpływów ZSRS - Wietnam oraz Malezja i Tajlandia.

Nie wolno lekceważyć struktury politycznej, która już dziś obejmuje aż 49 procent populacji świata (spora część reszty to przecież państwa Azji i Afryki, które poza Japonią i Korea Południową nie sposób zaliczyć do politycznego Zachodu). Dodajmy do tego fakty gospodarcze: dwie piąte globalnego GDP (PKB) to właśnie kraje BRICS po rozszerzeniu. Stanowi to więcej niż cała przereklamowana i systematycznie spadająca na znaczeniu G-7 (trudno nawet porównać jej rolę w globalnej gospodarce z tą, którą miała, gdy powstawała przed półwieczem!). Wreszcie BRICS to ponad jedna czwarta światowego handlu (dokładnie 26 proc.). Doprawdy Zachód nie może nie dostrzegać faktu, że w ostatnich dwóch dekadach anty-Zachód stał się strukturalna siłą. Do tego skutecznie przyciągającą coraz to nowe kraje, często o silnych gospodarkach.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.