Alternatywa dla Zachodu rośnie w siłę Alternatywa dla Zachodu rośnie w siłę

Szczyt BRICS - tym razem w Indiach (przed rokiem był w Brazylii) - to jasny sygnał, że istnieje polityczna alternatywa dla Zachodu.
Brazylia, Rosja, Indie i Chiny założyły w roku 2006 organizację (wtedy odbyło się pierwsze spotkanie ministrów spraw zagranicznych tych krajów), po czterech latach poszerzoną o RPA. Nazwano ją od pierwszych liter nazw tych państw, znajdujących się na czterech kontynentach. Kontynenty te to: Ameryka Południowa (jedno państwo - ale największe), Europa (cóż, geograficznie to kryterium Federacja Rosyjska spełnia, choć pewnie lepiej pasowałoby do niej określenie "Eurazja" - choć nominalnie to najliczniejsze państwo Starego Kontynentu! ), Azja (dwa najliczniejsze kraje nie tylko tego kontynentu, ale globu) oraz Afryka (trzecia gospodarka kontynentu - a litera "S" od angielskiej nazwy kraju: South Africa).
Przed dwoma laty i rokiem dokonano poszerzenia BRICS. Teraz liczy już jedenaście państw mających pełne członkostwo, bo doszło sześć: z Afryki Etiopia i Egipt, z szeroko rozumianego Bliskiego Wschodu Iran oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska oraz z Azji największy muzułmański kraj globu czyli Indonezja. Na szczycie w Rosji (ściślej: Tatarstanie, w Kazaniu) w styczniu 2024 wybrano również aż dziesięć państw partnerskich (stowarzyszonych) i uważam to osobiście za przełom, gdy chodzi o realne znaczenie polityczne organizacji. Organizacji, która skądinąd od początku podkreślała wprost swój stricte właśnie polityczny charakter - ważniejszy z całą pewnością niż gospodarczy. Oto owa "przełomowa" dziesiątka: z Europy (sic!) - Białoruś, Ameryki Łacińskiej - Boliwia i Kuba, z Afryki - Nigeria (najliczniejsze państwo kontynentu, liczące już teraz ponad 200 milionów ludzi!) oraz Uganda i wreszcie z Azji połowa "nowych" czyli pięć, jakże różnych krajów: postsowieckie republiki Kazachstan (dziewiąte pod względem terytorium państwo świata) i Uzbekistan, należący "za komuny" do strefy wpływów ZSRS - Wietnam oraz Malezja i Tajlandia.
Nie wolno lekceważyć struktury politycznej, która już dziś obejmuje aż 49 procent populacji świata (spora część reszty to przecież państwa Azji i Afryki, które poza Japonią i Korea Południową nie sposób zaliczyć do politycznego Zachodu). Dodajmy do tego fakty gospodarcze: dwie piąte globalnego GDP (PKB) to właśnie kraje BRICS po rozszerzeniu. Stanowi to więcej niż cała przereklamowana i systematycznie spadająca na znaczeniu G-7 (trudno nawet porównać jej rolę w globalnej gospodarce z tą, którą miała, gdy powstawała przed półwieczem!). Wreszcie BRICS to ponad jedna czwarta światowego handlu (dokładnie 26 proc.). Doprawdy Zachód nie może nie dostrzegać faktu, że w ostatnich dwóch dekadach anty-Zachód stał się strukturalna siłą. Do tego skutecznie przyciągającą coraz to nowe kraje, często o silnych gospodarkach.
