TYLKO U NAS

102 lata polskiego weterana. Jego sprawa w rękach Sądu Najwyższego102 lata polskiego weterana. Jego sprawa w rękach Sądu Najwyższego

FacebookTwitter

Wraca sprawa wytoczona przez kpt. Zbigniewa Radłowskiego niemieckiej telewizji państwowej ZDF i producentowi filmowemu Ufa Fiction. Pełnomocnicy żołnierza AK, powstańca warszawskiego, zgłosili wniosek o przyspieszenie rozprawy przed Sądem Najwyższym ze względu na wiek polskiego weterana. Kpt. Radłowski kończy dziś 102 lata.

Niemiecka wersja historii

Proces wytoczony przez żołnierza AK niemieckiej telewizji państwowej ciągnie się już od 13 lat. Chodzi o serial "Nasze matki, nasi ojcowie". Film został wyprodukowany przez wytwórnię UFA Fiction i wyemitowany przez państwową telewizję ZDF.

Serial opowiadał historię piątki przyjaciół z Berlina — sympatycznych młodych ludzi żyjących w czasie II wojny światowej. Zostali oni przedstawieni w istocie jako ofiary wydarzeń, na które nie mieli wpływu, a udział w wojennym kataklizmie był dla nich czymś niemal wymuszonym przez okoliczności.

Produkcja cieszyła się ogromną popularnością nie tylko w Niemczech, ale również na całym świecie. Niemieccy krytycy pisali między innymi, że „na taki film czekał ich kraj”. Autorską interpretację historii II wojny światowej oglądali także widzowie w państwach, w których wiedza o przebiegu wojny w Europie była dotąd ograniczona.

Serial zdobył również międzynarodowe uznanie, nagrody i wyróżnienia na światowych festiwalach. Wśród nich znalazła się prestiżowa amerykańska nagroda Emmy.

Żołnierze AK jako „czarne charaktery”

Prawdziwymi, zapadającymi w pamięć czarnymi charakterami serialu okazują się natomiast żołnierze Armii Krajowej. Szczególnie wymowne są sceny, w których do przechwyconego transportu więźniów, jadącego do obozu koncentracyjnego, podchodzą „partyzanci” z biało-czerwonymi opaskami i napisem AK na rękawach.

Uzbrojeni mężczyźni, wyglądający i zachowujący się bardziej jak banda niebezpiecznych przestępców niż żołnierze, otwierają drzwi bydlęcego wagonu i widzą stłoczonych, wynędzniałych ludzi. Nikt z nich nie zamierza pomóc więźniom. Na pytanie: „co z nimi?” pada odpowiedź:

„Większość z nich to Żydzi, a Żydzi są tak samo parszywi jak komuniści czy ruskie. Lepiej martwi niż żywi”.

Konsultant z Niemiec o „antysemityzmie żołnierzy AK”

Głównym konsultantem historycznym serialu był prof. Julius Schoeps. Niemiecki badacz w wywiadzie dla TVP w 2013 r. nie ukrywał swoich poglądów, którymi kierował się przy interpretowaniu historii przedstawionej w fabularnej produkcji. Przyznał, że jako Żyd i obywatel Niemiec patrzy z innej perspektywy na kwestie poruszone w „Naszych matkach, naszych ojcach”.

Odnosząc się do kwestii „antysemityzmu żołnierzy AK”, bronił przedstawionej w serialu niemieckiej wersji historii. Po emisji filmu w Telewizji Polskiej stwierdził pojednawczo:

„W Polsce działały też dobre ugrupowania, lewicowe, które pomagały Żydom”.

Kpt. Radłowski i AK idą do sądu

W obronie dobrego imienia Armii Krajowej wystąpił kpt. Zbigniew Radłowski wraz ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej. Kapitan był weteranem AK, byłym więźniem Pawiaka, niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz oraz obozu w Sandbostel. Po wojnie był również więziony przez komunistów.

Radłowski i związek żołnierzy AK pozwali niemiecką telewizję ZDF oraz producenta serialu. Zarzucili im naruszenie prawa do tożsamości, godności i dumy narodowej, a także prawa do wolności od mowy nienawiści.

Proces na dobre rozpoczął się dopiero trzy lata po premierze filmu, w 2016 r. Po kolejnych pięciu latach, w marcu 2021 r., Sąd Apelacyjny ogłosił prawomocny wyrok. Orzekł, że strona niemiecka ma przeprosić kpt. Radłowskiego i Światowy Związek Żołnierzy AK za naruszenie dóbr osobistych:

poprzez zidentyfikowanie polskiego oddziału partyzanckiego w (…) filmie jako oddziału Armii Krajowej, co rodzi nieuprawnioną sugestię, iż ta polska organizacja wojskowa miała charakter antysemicki”.

Sąd podtrzymał decyzję pierwszej instancji dotyczącą publikacji przeprosin w TVP1, niemieckich kanałach telewizyjnych emitujących film oraz na ich stronach internetowych.

Kpt. Radłowski: Mam doczekać sprawiedliwego wyroku!

Mimo ogłoszenia prawomocnego wyroku Sąd Apelacyjny wstrzymał jego wykonanie. Pełnomocnicy niemieckiej stacji i producenta złożyli wniosek o kasację. Uczyniła to również strona polska, ponieważ sąd uznał, że ZDF nie musi przepraszać osobiście kpt. Radłowskiego, lecz jedynie Światowy Związek Żołnierzy AK.

Kpt. Radłowski miał wówczas blisko 97 lat i, mimo pogarszającego się stanu zdrowia, nie zamierzał rezygnować z walki.

Przeżyłem niemiecki obóz koncentracyjny, więzienie stalinowskie, obecnie koronawirusa. To znaczy, że mam doczekać się sprawiedliwego wyroku

— zapowiedział kpt. Radłowski.

Odwołania sędziów przez stronę niemiecką

W kolejnych latach Sąd Najwyższy próbował wyznaczać następne terminy rozpraw. Za każdym razem jednak pełnomocnicy strony niemieckiej kwestionowali sędziów kierowanych do sprawy. Zastrzeżenia dotyczyły powołania ich przez nową Krajową Radę Sądownictwa.

W rezultacie, na wnioski strony niemieckiej, od lipca 2022 r. do czerwca 2023 r. ze sprawy wyłączono aż czterech sędziów.

Warunki TSUE

W ramach kasacji Sąd Najwyższy wysłał pytanie do TSUE, czy polskie sądy mogą rozpoznać powództwo. Trybunał wydał postanowienie w czerwcu. 

Jeśli chodzi o merytorykę, to Trybunał podzielił naszą argumentację, że można wytoczyć sprawę w Polsce 

- powiedziała Monika Brzozowska-Pasieka, pełnomocnik kpt. Radłowskiego w rozmowie z portalem wPolityce.pl. 

Są jednak warunki, na które wskazał TSUE. 

Kpt. Radłowski ma prawo do wytoczenia powództwa w Polsce, ale polskie sądy w takim przypadku ograniczają się do rozstrzygania o naprawienia jedynie szkody wyrządzonej na terytorium danego państwa członkowskiego (np. przeproszenia w  TVP, gdzie serial był emitowany). Gdyby więc Pan Kapitan chciał żądać np. przeproszenia w innych miejscach na świecie - gdzie serial oglądano ten serial - musi wytoczyć powództwo w Niemczech, bo tam nastąpiła produkcja serialu

- wyjaśnia prawniczka. 

Jeśli chodzi o Internet - polskie sądy mogą rozpatrywać powództwo o naprawienie całości poniesionych szkód, jeśli można takie osoby (fizyczne lub prawne) zidentyfikować. W tym przypadku Trybunał orzekł, że kapitana Radłowiskiego nie można było zidentyfikować - ergo nie ma on legitymacji, by żądać np. przeproszenia w internecie 

- mówi mec. Monika Brzozowska-Pasieka. 

Sprawa już we wrześniu?

Sytuacja nieco się zmienia, gdy sprawa dotyczy Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. 

TSUE uznał, że formacja ta ma legitymację, co do całości roszczeń w tym np. przeproszenia w internecie. Trybunał zatem potwierdził, że Światowe Stowarzyszenie Żołnierzy AK ma pełną legitymację, by wnosić powództwo i to w zakresie całości szkody, przed polskim sądem. Co do kapitana Radłowskiego - z tą częścią wyroku się nie zgadzamy i chcemy przekonywać Sąd Najwyższy, że również pojedyńczy były żołnierz AK może występować z powództwem w zakresie całości roszczeń (a nie tylko naprawienia szkody powstej w Polsce) z uwagi na publikację w internecie. Tak czy inaczej - niezwykle ważny wyrok dla całej formacji byłych żołnierzy Armii Krajowej 

- mówi drugi pełnomocnik mec. Jerzy Pasieka.

Pełnomocnicy polskiego weterana mają nadzieję, że SN uwzględni ich wniosek i sprawa będzie mogła mieć miejsce już we wrześniu lub październiku.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.