Zaskakująca odpowiedź koalicjantów na szantaż PSL!Zaskakująca odpowiedź koalicjantów na szantaż PSL!

Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział wczoraj podczas Rady Naczelnej PSL, że jeśli w Sejmie lub u prezydenta nie znajdzie akceptacji ustawa znosząca limit dwukadencyjności w samorządach, to ludowcy zaproponują swój projekt wprowadzający dwukadencyjność dla posłów i senatorów. Zabrzmiało to zatem jako swoisty szantaż. A jak na tę propozycję zareagowali koalicjanci PSL-u? Rozmawialiśmy z dwoma posłami koalicji, a z ich stanowisk wyłania się dość zaskakujący obraz.
PSL już od dawna walczy o to, aby znieść wprowadzony w 2018 roku limit dwukadencyjności w samorządach. Projekt wprowadzono, by zwalczać lokalne układy, jednak nie jest tajemnicą, iż uderza on w ludowców, ponieważ wielu wójtów i burmistrzów wywodzi się z tego ugrupowania. Zapewne z tego wynika swoiste ultimatum, zapowiedziane przez Władysława Kosiniaka-Kamysza w czasie wczorajszej Rady Naczelnej.
PSL będzie tą partią, która mówi: nie od samorządu, nie od Polski lokalnej, tylko od siebie zacznijcie, posłowie i senatorowie. (...) To nie jest żaden szantaż, (...) tylko to jest miara sprawiedliwości tak naprawdę, bo nie może być tak, że zaczyna się nie od siebie, tylko zaczyna się od innych
- podkreślił. Chociaż prezes PSL mówi, że to nie szantaż, to trudno jednak nie postrzegać tej deklaracji w takiej kategorii.
"Kurczowo trzymają się tych stołków"
Jak teraz odpowiedzą na propozycję szefa PSL koalicjanci? Z rozmów portalu wPolityce.pl za dwoma z nich - posłem KO Jerzym Meysztowiczem i posłem klubu Centrum Norbertem Pietrykowskim wyłania się dość zaskakujący obraz. Obydwaj nie wyrażają oburzenia z powodu tego, że PSL stara się stawiać posłów pod ścianą w całej sprawie.
Okazuje się, że Norbert Pietrykowski jest zwolennikiem tego - zapewne wbrew rzeczywistej intencji PSL-u - by wprowadzić dwukadencyjność zarówno dla posłów, jak i by została ona utrzymana w samorządach.
Zawsze byłem zwolennikiem dwukadencyjności i uważam, że jak najbardziej dla posłów też może być dwukadencyjność, tak jak ma pan prezydent i nie widzę w tym żadnych problemów. Dwie kadencje, maksymalnie trzy. Według mnie nie ma zawodu „poseł”, on nie istnieje. Przychodzi się po prostu, robi się swoje, sprawdza się i koniec kropka. Uważam, że w ogóle powinna być dwukadencyjność, maksymalnie trzykadencyjność. Skoro pan prezydent ma dwie kadencje, to również my posłowie i samorządy również powinni mieć dwie. Tak samo uważam, że powinno być tak, że w wieku 65 lat emerytura i koniec z posłowaniem. Teraz widzę w Sejmie ludzi, co mają po 70-kilka lat i kurczowo trzymają się tych stołków
- mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl poseł klubu Centrum.
Nie ma zawodu polityk, nie ma zawodu poseł. To to jest po prostu pewna funkcja, którą się wykonuje w życiu i tyle. Jest się wybranym z woli narodu, przychodzi się, robi się swoją robotę i koniec. Jak ktoś chce zarabiać duże pieniądze, to może pójść do biznesu, tam zarobić i później udzielać się jako poseł. W ogóle ja uważam, że poseł to nie to jest forma zarobkowania. Przychodzi się do Sejmu po to, żeby pracować, a nie zarobkować. Jak ktoś chce zarobkować, to nie wiem, może sobie otworzyć budkę z kebabem
- dodaje.
"Słabsi niestety będą musieli zrezygnować"
Z kolei Jerzy Meysztowicz z Koalicji Obywatelskiej ocenia, że obecny zapis w sprawie dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast jest właściwy i ewentualnie nieco by go zmienił.
Nie uważam, żeby obecny zapis ustawowy był szkodliwy. Natomiast domyślam się, że samorządowcy jednak uważają, że powinni powinni mieć szansę ponownie startować. Jednak w pewnym momencie wydłużyliśmy kadencję samorządów z 4 do 5 lat i wydaje mi się, że łącznie ten okres dwóch kadencji, 10 lat, jest wystarczający do tego, by zrealizować coś w danej gminie
- zaznacza Meysztowicz.
W ogóle uważam, że można by było wprowadzić takie coś pośredniego, czyli jeżeli samorządowiec wygrywa w pierwszej turze, to może startować na trzecią kadencję i takie rozwiązanie byłoby właściwe, dlatego że to by powodowało, że ci najlepsi będą mogli zostać na swoich stanowiskach, a ci słabsi niestety będą musieli zrezygnować i takie rozwiązanie można by było wprowadzić
- dodaje.
"Może to jest taka forma nacisku..."
Poseł dostrzega jednak w zachowaniu PSL formę nacisku na posłów
Może to jest taka forma nacisku na posłów, żeby jednak się zdecydowali odejść od tej dwukadencyjności. Pytanie, jak się zachowa w tym wszystkim prezydent. Zobaczymy, czy rzeczywiście PSL będzie w stanie przekonać pozostałych koalicjantów do tego, żeby zagłosowali za odejściem od dwukadycyjności, ale w tej chwili jeszcze na poziomie parlamentu nie prowadziliśmy takich rozmów
- podkreśla.
