Wassermann o wyborach w Krakowie. "Oni mają się czego obawiać"Wassermann o wyborach i zmianach w Krakowie. "Głosowali, bo mają się czego obawiać"
"Koalicja dostała bardzo wyraźny sygnał związany z tym, że wyborcy nie chcą jej rządów ani w Krakowie, ani w Polsce" - mówi poseł PiS Małgorzata Wassermann w rozmowie z wPolityce.pl. Polityk komentując wynik I tury wyborów prezydenckich w Krakowie mówi między innymi o pozowaniu kandydatki KO na osobę niezależną i o tym, co myśli na temat uwag, że kandydat PiS Michał Drewnicki powinien na czas kampanii pozbyć się partyjnego szyldu. Wassermann wskazuje również kto dziś szczególnie zaniepokojony jest nadchodzącą zmianą władzy w Krakowie.
wPolityce.pl: Pani poseł, jak Pani ocenia wynik kandydata PiS w wyborach uzupełniających na prezydenta Krakowa?
Małgorzata Wassermann, poseł PiS: Trzecie miejsce to dobry wynik. We wcześniejszych sondażach dawano mu czwartą, a nawet piątą pozycję. Uważam, że to jest dla nas duża wartość. Natomiast mam nadzieję, że krakowianie wybiorą mądrze w drugiej turze.
Jak zatem odczytuje pani drugie miejsce kandydatki KO Moniki Piątkowskiej w pierwszej turze?
Koalicja dostała bardzo wyraźny sygnał związany z tym, że wyborcy nie chcą jej rządów ani w Krakowie, ani w Polsce. Tak należy ten wynik czytać. Proszę też nie zapominać, że wynik pani Piątkowskiej trzeba rozpatrywać w dwóch płaszczyznach. Jedna to oczywiście żelazny, kurczący się elektorat KO, ale druga to jest w dużej części wynik głosowania urzędników i ich rodzin, bowiem pan Gibała zapowiada już pewnego rodzaju czystki. Zatem myślę, że tamci ludzie mają powód do niepokoju. Tak to oceniam na ten moment.
Uważa Pani, że lepszy wynik radnego Drewnickiego od wcześniejszych sondaży świadczy o tym, że PiS ma duży ukryty elektorat, większy niż się spodziewano?
Jesteśmy w zasadzie niedoszacowani w każdym sondażu. Czy to są wybory samorządowe, czy ogólnopolskie. Przyzwyczailiśmy się już do tego. Ważne jest to, że mamy tu dobry, stabilny wynik, trzecie miejsce przy dużym rozdrobnieniu kandydatów.
A myśli Pani, że ten wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby nie wcześniejszy podział w PiS?
Mógłby być lepszy. Aczkolwiek ja bym tego szczególnie nie przeceniała. Nie miało to jakiegoś zasadniczego znaczenia. Myślę, że miasto Kraków nigdy nie było proste dla Prawa i Sprawiedliwości. Powiedziałabym, że Kraków, mimo że chce uchodzić za konserwatywne miasto, ma jednak mocno lewicujący skręt.
Poseł Janusz Kowalski napisał, że gdyby odcięto metkę PiS od kandydata Michała Drewnickiego, to jego wynik pozwoliłby mu wejść do drugiej tury. Co pani o tym myśli?
To są kompletne bzdury. Szczerze mówiąc, podobnych uwag słucham już z pewnym, powiedziałabym, uśmiechem, bo to nawet zabawne, gdy ludzie idący do polityki opowiadają, że według nich polityka jest zła. Jeżeli ktoś bierze udział w wyborach, czy to są wybory samorządowe, czy ogólnopolskie, to znaczy, że po prostu zaczyna zajmować się polityką. Zatem wmawianie ludziom, że on jest kandydatem apolitycznym i nie będzie się polityką zajmował, jest tylko tanim hasłem, które pewnie do jakiejś części przemawia i dlatego jest używane. Zajmowanie się polityką najczęściej odbywa się w ramach większej grupy, a ta grupa w Polsce została nazwana partią polityczną. Więc nie uważam, żeby było coś złego w tym, że ktoś przynależy do partii politycznej i jasno deklaruje, w jakich ramach prowadzi swoją działalność publiczną czy polityczną.
Monika Piątkowska woli jednak grać hasłem, że Kraków jest jej jedyną partią polityczną.
Tak, próbowała de facto odciąć się od szyldu partyjnego. To jest niepoważne, dlatego że prezydent każdego miasta, zwłaszcza dużego miasta, musi mieć i powinien mieć dobre relacje i kontakty zarówno z parlamentem, jak z rządem. Dlatego, że mnóstwo ustaw, które przechodzą przez parlament, dotyczą samorządu, począwszy od najważniejszej ustawy, czyli ustaw podatkowych, a wszelkie duże wydarzenia i inwestycje są niemożliwe bez porozumienia środków i pomocy rządu.
Jedna sprawa to są pieniądze, których Tusk nie daje, a my dawaliśmy, ale druga sprawa to też, proszę wziąć pod uwagę, jest kwestia choćby organizacji dużych imprez, które są możliwe tylko w połączeniu z rządem. Czyli to jest choćby kwestia na przykład specustaw, które umożliwiłyby w Krakowie wykonywanie szeregu remontów czy dróg. Odcinanie szyldu partyjnego ogranicza się więc do nośnych haseł. Natomiast przynależność do partii to nic złego. W końcu na tym polega demokratyczny porządek.
źr. wPolityce.pl
