Wałęsa wyzywał w sądzie? Cenckiewicz ujawnia szczegóły wyrokuWałęsa wyzywał w sądzie? Cenckiewicz ujawnia szczegóły wyroku
Prof. Sławomir Cenckiewicz ujawnił szczegóły kolejnego wygranego procesu z Lechem Wałęsą. Historyk opisał także zachowanie byłego prezydenta na sali sądowej. Według relacji Cenckiewicza Wałęsa miał podczas rozprawy kierować pod jego adresem wulgarne wyzwiska.
Prof. Sławomir Cenckiewicz po raz kolejny wygrał proces z Lechem Wałęsą, tym razem dotyczący publikacji „Wałęsa. Człowiek z teczki”.
O szczegółach sprawy były szef BBN opowiedział we wpisie zamieszczonym w serwisie X.
Skoro mój wygrany z Lechem Wałęsą wyrok pojawił się wczoraj na sądowym portalu, więc wracam do sprawy. Głównie po to, by poinformować Was, że to nie był proces o agenturalną przeszłość Wałęsy - w tej sprawie wygrałem z nim jeden proces (nie wykonał go ani w jednym calu - przeprosiny, zapłata itd.), krótko mówiąc Wałęsa już przed sądami nie walczy o to, że nie był agentem. Wygrany wczoraj proces był i absurdalny, i groźny jednocześnie. Dlatego, że dotyczył faktycznie prawa historyka do cytowania dokumentów i ustaleń innych badaczy (ich książek)
– napisał.
Konkretnie, ale w skrócie: Wałęsie nie spodobało się cytowanie przeze mnie fragmentów m. in. tych książek i tych autorów:
- „Niepewny swojej przyszłości Wałęsa stał się niesfornym nastolatkiem. Jeden z miejscowych chłopów pamięta braci Wałęsów chodzących na odpusty, z najmłodszym Lechem jako szefem grupy. – Po drodze odrywali z płotów sztachety, by użyć ich potem w bójce. Dlatego nazywaliśmy go sztacheciarzem (...)” (Roger Boyes, Nagi prezydent. Życie polityczne Lecha Wałęsy, Londyn 1995, s. 435);
- „'Drużyna' Wałęsów budziła realny postrach w całej okolicy. Mogło się ich zebrać razem nawet kilkunastu. I właśnie w tak dużej grupie stanowili największe zagrożenie dla mieszkańców okolicznych wiosek. W pojedynkę mieli się okazywać tchórzami i właśnie wówczas wyrównywano z nimi rachunki. Według osób zamieszkujących pobliskie Lenie Wielkie, najodważniejszym, zarazem najbardziej lubianym z młodych Wałęsów, był zarazem najmłodszy syn Stanisława – Wojciech. Lech pełnił raczej rolę »kierowniczą«. Z racji tego, że atakował nożem zyskał sobie pseudonim »nożownik«, bądź »scyzoryk«, w zależności od tego, kogo pytamy. Mieszkanka Popowa wyjaśnia, że najgorszą renomę w okolicy dzierżył kolejny przyrodni brat Lecha, Zygmunt. Dodaje, że zanim nie przeprowadził się do Lipna w czasach »Solidarności«, »to żyć nie szło«. To z nim, za młodu, Lech najchętniej przebywał. Na zabawach zawsze pojawiali się razem. Zygmunt zapisał się w pamięci lokalnych mieszkańców jako ten, który z premedytacją dźgnął nożem jednego z nich. Inny popowianin raz jeszcze podejmuje wątek »sztacheciarza« i potwierdza, że zawsze, gdy Wałęsowie szli na okoliczną zabawę, ludzie z przerażeniem pilnowali swoich płotów. Po kilku bójkach w pechowym płocie pozostawała może jedna sztacheta. »Jak się bili to się bili na całego« – snuje wątek tubylec. Rozbijali głowy, wybijali zęby. Ale jak kogoś znali, zwłaszcza z mieszkańców Popowa, i ten ktoś przyszedł z prośbą, aby się za nim wstawili, to zwykle nie odmawiali. »Za swoim to byli – przyznaje nasz rozmówca – Jak kogoś znali, się kolegowali z nim, to na przykład, jak miał kłopoty jakieś i widzieli, ktoś dokucza, to się wstawili, mordę skuli« (Paweł Zyzak, Lech Wałęsa. Idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy „Solidarności” do 1988 roku, Kraków 2009, s. 438)
– wymieniał.
Inaczej mówiąc: Wałęsa przez lata (31 lat w przypadku Boyesa) tolerował/akceptował podobne opowieści o sobie, ale kiedy ja je zacytowałem (sam zresztą wprowadziłem w tej sprawie nowe ustalenia m. in. po odnalezieniu dokumentów milicyjnych z Lipna dotyczących Wałęsów w latach 60.), to wytoczył mi proces. I nie mógł przeboleć tego znaleziska: „Wymieniony, jak i jego bracia nie cieszą się dobrą opinią wśród miejscowej ludności z uwagi na chuligański tryb życia, skłonności do kradzieży i wywoływania bójek przy użyciu noża” (raport MO z 15 XI 1966 r. cytowany w książce "Wałęsa. Człowiek z teczki") Niby drobna, mała sprawa, a stała się groźną próbą zakneblowania ust historykom (mnie przede wszystkim), bo Wałęsa - używając sądu - chciał nadać sobie prawo do ustalania, co wolno, a czego nie wolno o nim pisać
– wskazał.
Ważny wyrok
Prof. Cenckiewicz wskazał, że wyrok sadu apelacyjnego poszedł daleko.
Ale wyrok sądu apelacyjnego poszedł dalej, bo sąd niezwykle rzetelnie potraktował sprawę, świetnie opanował materiał z pierwszej instancji, sam dokonał dodatkowych ustaleń, i ogłosił wyrok uniwersalny w swej wymowie dla wolności badań naukowych... Ale o tym kiedy indziej, przy okazji omawiania wyroku. Wspomnę Wam tylko na koniec, że znów - i to na etapie apelacji - usłyszałem publicznie formułowane na sądowej sali wyzwiska, żem "skur..." (nagrało się rzecz jasna). Podobnie jak kiedyś, że "wisiał" będę. O tym też wkrótce... Wszystkim życzę takiego sądu i tak rzetelnego podejścia do sprawy (mimo nie ukarania Wałęsy za tego tego "skur"...., a nawet samowolnego opuszczenia rozprawy)
- wyjaśnił.
Raz jeszcze dzięki za wsparcie dla ludzi którzy mnie wspierają i nie uważają tej walki - jak ktoś mi kiedyś powiedział - za jedynie moją "prywatną sprawę" :) A to wyrok, jak widzicie nawet koszty Pan Powód ma zasądzone, ale ja dobrze wiem, jak on traktuje wyroki... bo już wygrałem z nim
– podsumował.
Skoro mój wygrany z Lechem Wałęsą wyrok pojawił się wczoraj na sądowym portalu, więc wracam do sprawy.
— Sławomir Cenckiewicz (@Cenckiewicz) August 22, 2026
Głównie po to, by poinformować Was, że to nie był proces o agenturalną przeszłość Wałęsy - w tej sprawie wygrałem z nim jeden proces (nie wykonał go ani w jednym calu -… pic.twitter.com/CwynR4kwj2
as/źr. wPolityce.pl za X
Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.
