Urodziny, które wstrząsnęły polską politykąUrodziny, które wstrząsnęły polską polityką. "Wielu czytelników bulwarówki zobaczyło zblatowane ze sobą elity polityczne"

Obserwując reakcję użytkowników mediów społecznościowych, trudno nie mieć wrażenia, że przepaść między tzw. warszawką a resztą Polski jest jeszcze większa niż knajpiany mur.
Urodziny redaktora Roberta Mazurka, po których w politycznym i medialnym światku doszło do niemałych zawirowań, mogą mieć o wiele większe konsekwencje, niż niejednemu analitykowi się wydaje. Komu były na rękę? Kto stracił, a kto zyskał na imprezie, która odbyła się 17 września w jednej z najmodniejszych warszawskich restauracji?
Jedni przekonują, że Donald Tusk znalazł pretekst, by się pozbyć już od dawna niepotrzebnego Borysa Budki. Inni z zadowoleniem zacierają ręce, gdyż wyszło na jaw, że Robert Mazurek utrzymuje prywatne kontakty z politykami ze świecznika. Jeszcze inni przekonują, że sam dziennikarz jest zwycięzcą, gdyż nieobeznanym w świecie mediów i polityki może się wydawać, iż Mazurek rozgrywa scenę polityczną. Jedno jest pewne. Dla wielu Polaków, którzy obserwują politykę głównie przez okienko telewizora, zdjęcia opublikowane przez tabloid „Fakt” mogą być wstrząsające. Dlaczego? Odpowiedź trzeba oprzeć na polaryzacji, na którą cierpi polskie społeczeństwo. W momencie gdy przy jednym stole w ramach jednej rodziny dochodzi do kłótni i dyskusji o polityce, gdy dawni znajomi ucinają swoje relacje ze względu na polityczny spór, takie wspólne biesiadowanie polityków z obu stron barykady może być szokujące.
„Niepowtarzalna miejscówka”
Piątek, 17 września, warszawska Wola. Elegancka restauracja słynąca z doskonałej kuchni włoskiej. Wielki dziedziniec tonie w zieleni, a od wścibskich oczu odgradza gości solidny mur. Miejsce jest znane, opisywane przez recenzentów m.in. z „Gazety Wyborczej” jako „niepowtarzalna miejscówka”.
Szczególnie warto tu wpaść letnio-jesienną porą, by skorzystać z uroków obszernego dziedzińca, ocienionego dojrzałą zielenią okolicznych drzew i wiekowych ścian
– zachwala restaurację jeden ze stołecznych recenzentów.
Rzeczywiście atmosfera jest wyborna, a „letnio-jesienna” aura udziela się gościom. Tłum zaproszonych żywo dyskutuje w ustawionych na dziedzińcu namiotach, salwy śmiechu zagłuszają dyskretną muzykę. Wino i inne trunki leją się strumieniami. Ot, zwykła warszawska scena, gdzie elita bawi się w swoim towarzystwie. Na zdjęciach opublikowanych przez „Fakt” widać, że na imprezie gości śmietanka towarzyska z lewej, środkowej i prawej strony politycznej sceny. Były minister zdrowia Łukasz Szumowski wesoło rozmawia ze Sławomirem Neumannem, byłym wiceministrem rządu PO-PSL, któremu prokuratura chce postawić zarzuty korupcyjne. Obok rozmawiają Adam Lipiński, Michał Dworczyk i Adam Hofman. Przy innym podstoliku baluje lewica. Jest m.in. Marek Dyduch, który w pewnym momencie błąkał się po opłotkach restauracji. Nieco z boku, z kwaśną miną przemyka Borys Budka. Mina zdradza konsternację. Tak jakby przewidział, że za wizytę na hucznej imprezie dostanie reprymendę od Tuska.
Historia drobnych kłamstw
Kłopot w tym, że impreza odbywała się w momencie, w którym prezes NIK Marian Banaś referował w Sejmie raport o działalności Izby. Politycy tłumaczyli później, że przyszli już po posiedzeniu Sejmu, inni, że mogli wysłuchać referatu Banasia w internecie. Jednak dziennikarze „Faktu” szybko ustalają, że niektórzy politycy mijają się z prawdą. Budka stwierdził w rozmowie z „Faktem”, że nie było go w Sejmie, gdyż przygotowywał sobotnią konwencję Platformy Obywatelskiej. Mieli mu w tym pomagać posłowie Neumann oraz Siemoniak. Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywał, że tego dnia miał inne zadania.
Kilkukrotnie zabierałem głos, musiałem doprowadzić do porządku posła Brauna. Poza tym jedna osoba nie może zajmować się wszystkim
– stwierdził prezes PSL. W podobnym tonie wypowiedział się też Marek Suski z PiS.
Jak było w rzeczywistości? Nowe spojrzenie na sprawę przyniósł portal wPolityce.pl, który rozmawiał z uczestnikami imprezy.
Na tych urodzinach poszczególne środowiska rozmawiały niemal wyłącznie we własnym gronie, prawica z prawicą, Platforma z Platformą. Zdjęcia pokazują zmanipulowany wycinek rzeczywistości. Ale nawet gdyby takie rozmowy się toczyły, politycy muszą rozmawiać z różnymi ludźmi, także z takimi, z którymi się nie zgadzają, a nawet z którymi walczą. Nie oznacza to zniesienia sporu, nie oznacza to, że są to spory sztuczne. Nie, one są i pozostaną prawdziwe
– mówi jeden z rozmówców portalu.
Spotykamy na różnych imprezach, także na galach poszczególnych tygodników czy innych uroczystościach, choćby z okazji świąt narodowych w Pałacu Prezydenckim. To nieuniknione, że te dwa środowiska, żyjące w stałym kontakcie, mają ze sobą różne relacje. Czynienie z tego zarzutu jest po prostu małe i dowodzi dużej naiwności. Istny cyrk, czyste wariactwo, populistyczne szaleństwo
– dodaje.
Bolesne konsekwencje
Po publikacji „Faktu” w sieci zawrzało. Obie strony politycznego konfliktu rzuciły się na swoich przeciwników.
Dziennikarz TVN pomaga ministrowi PiS, »jadący« ze wszystkimi politykami Mazurek imprezuje z nimi i zaprasza na urodziny, a ludzie dalej myślą, że PiS i PO walczą ze sobą od kilkunastu lat. Walczą. Ale o to, żeby nas razem jak najmocniej wy…ć. Tymczasem w Sejmie pustki
– napisał jeden z internautów.
No cóż, zero zdziwienia. Może dlatego Robert Mazurek podchodzi do okrągłostołowców z większą sympatią, skoro zaprasza ich na urodziny?
– pisał inny.
Pojawiły się też głosy dziennikarzy, którzy tonowali nastroje po publikacji w bulwarówce.
Dobrze, że ludzie mogą zobaczyć zdjęcia, jak bawią się razem politycy różnych opcji. Może obniży to emocje u ich kibiców, a politycy opozycji choć trochę zejdą z totalnych tonów swojej narracji
– pisał Samuel Pereira.
Już pomijając wszystko, mam wrażenie, że internauci odkryli Amerykę, że politycy różnych opcji poza kamerami telewizyjnymi ze sobą rozmawiają, piją wino. Ba, nawet się lubią! Tak, to jest teatr. Dziennikarze wiedzą o tym od dawna, dlatego się tak nie emocjonują obiema stronami
– napisała Joanna Miziołek.
Tusk kontratakuje
Konsekwencje urodzinowej imprezy Mazurka najmocniej odczuli politycy PO. W mediach pojawiły się informacje, że Tusk „się wściekł”. Doszło do „trudnej rozmowy” z politykami uczestniczącymi w imprezie. Budka i Siemoniak „w związku z niezachowaniem należytych standardów, jakich oczekuje się od wiceprzewodniczących PO” oddali się do dyspozycji szefa partii. I to on wymierzy im karę.
Niemal wszyscy komentatorzy nie mieli wątpliwości, że Tusk użył sprawy urodzin Mazurka do wzmocnienia swojej władzy, a sam jego gest został wykonany pod publiczkę.
Zawieszenie Budki i Siemoniaka to jest wybitnie tani populizm. Akurat Donald Tusk powinien to wiedzieć
– napisała Dominika Długosz z „Newsweeka” na Twitterze. Odpisał jej Paweł Wroński z „Gazety Wyborczej”, który obowiązkowo bronił decyzji Tuska:
Budka zdaje się mówił o ciężkiej pracy przy przygotowaniu konwencji. Kłamstwo nieudolne strasznie denerwuje
Dziennikarze zastanawiali się też, dlaczego na imprezie zabrakło Grzegorza Schetyny. Dobrze znają się bowiem z red. Mazurkiem. Z naszych informacji wynika, że były szef PO miał przewidzieć skutki polityczne urodzin znanego dziennikarza i dlatego nie pojawił się w warszawskiej restauracji.
Wina Mazurka?
Co na to polityczno-dziennikarskie zamieszanie mówi sam zainteresowany? Nie chciał nam skomentować całej sprawy. Odpowiedział jedynie ,na pytanie, czy to przypadkiem nie on sam zorganizował „wsparcie medialne” swojej imprezy.
Zwariowałeś?! Gdybym to ja zamówił fotoreporterów, a wiem, że tak to się czasem odbywa w świecie celebrytów, to zadbałbym o to, by powstały zdjęcia mojej pięknej żony. Byłyby tam także zdjęcia dużo fajniejszego towarzystwa, a nie sami nudziarze politycy
– stwierdził Robert Mazurek.
Dziennikarz bardziej był rozmowny w „Kanale Sportowym” na YouTubie. Przekonywał, że nie ma sobie nic do zarzucenia.
Robię imprezę za własne pieniądze, na wszystko mam rachunki i w dodatku zapraszam spośród bardzo wielu gości kilkunastu polityków. Ich tam było z 10 proc. wszystkich gości. Ale »Fakt« pokazał tylko ich. No ale dobra, niech będzie, że to afera z politykami. I teraz tak: czy ja ze wszystkimi jestem na ty? Oczywiście, że nie. Ale z niektórymi jestem, bo Warszawa to jest małe miasto, poznasz kogoś, zanim zostanie politykiem, np. Pawła Kukiza znałem, zanim został politykiem. Z nim wszyscy są na ty
– mówił w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim.
Politycy to ludzie, których połączyło miejsce pracy, w tym wypadku Sejm. Oni serio mają różne poglądy. I czasami je żywiołowo przedstawiają. Ale potem się opanują i przychodzi czas uspokojenia. Następnie idą na imprezę i okazuje się, że obok jest gość z innej partii. No to co mają zrobić? Demonstracyjnie napluć mu do kieliszka?
– pytał Mazurek.
Warto rozmawiać?
„Afera” z urodzinami Roberta Mazurka, oprócz środowiskowego kolorytu, może mieć także skutki polityczne. Nie chodzi już nawet o możliwe odsunięcie Budki i Siemoniaka od stanowisk w PO. Wielu czytelników bulwarówki zobaczyło zblatowane ze sobą elity polityczne. Dla wielu jest to szokujące, szczególnie w kontekście rozgrzanego do czerwoności sporu politycznego.
To jedno, ale wielu upatruje w tej sprawie szansy na jakąś normalizację relacji pomiędzy politykami.
W latach 90. były organizowane bale dziennikarzy i na tych balach bawili się politycy wszystkich opcji i dziennikarze ze wszystkich redakcji. Wtedy nikomu to nie przeszkadzało. Nie widzę niczego zdrożnego w tym, że do dziennikarza przychodzą na urodziny politycy. Powiem nawet, że w obecnej sytuacji politycznej może być to dobre spotkanie, gdyż jego uczestnicy może odnajdą u swoich przeciwników człowieczeństwo i być może zaczną ze sobą rozmawiać. Można potraktować tę imprezę urodzinową jako imprezę terapeutyczną. Sam Robert Mazurek jest na tyle dobrym dziennikarzem, że mu to nie zaszkodzi. Wręcz przeciwnie, nadaje mu to splendoru
– komentuje Krzysztof Skowroński, prezes SDP.
Inaczej na tę sprawę patrzy Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitorowania Wolności Mediów przy SPD.
Patrzę na tę sprawę z podwójnej perspektywy. Trzeba w nich ocenić zarówno polityków, jak i dziennikarzy. Co do tych pierwszych, to zdumiewa mnie ich hipokryzja. Znów dostarczają nam dowodów, że obserwowane walki w Sejmie są zwykłym teatrem. Nie chodzi tylko o różnorodność poglądów, lecz także o brak umiejętności rozmowy. W trakcie prac komisji sejmowych słyszymy od opozycji jedynie inwektywy wobec politycznych przeciwników. Nie ma merytorycznej oceny, ale emocjonalna negacja. Z drugiej strony widzimy tych polityków, jak spokojnie bawią się we wspólnym gronie i nikomu to nie przeszkadza. Dlaczego politycy nie mogą tak rozmawiać ze sobą w Sejmie? Czy my musimy być jedynie obserwatorami teatru dla zwykłych obywateli? Znów coś przed nami odsłonięto. To cenna nauka
– przekonuje Hajdasz.
Jeśli zaś chodzi o dziennikarzy, to na ocenę zdarzenia wpływa przede wszystkim to, że red. Mazurek przeprowadza najważniejsze rozmowy polityczne w największej polskiej rozgłośni radiowej. A tymczasem z jednymi politykami jest zaprzyjaźniony i zaprasza ich na swoje urodziny, a innych nie. Czy mamy wierzyć, że odważy się zadać trudniejsze pytanie politykowi, którego gościł na jego prywatnej imprezie, że też go tak przeczołga, jak tego, którego nie zna od strony prywatnej? Nie chodzi tutaj o te osobiste relacje, gdyż one mogły się narodzić, zanim dana osoba weszła do polityki. Znamy się przecież z ludźmi ze studiów i z innych okoliczności. Ważne, by odbiorca mediów o tej osobistej relacji dziennikarza i polityka wiedział. Chodzi o transparentność i uczciwość, którą dziennikarze winni są swoim odbiorcom
– przekonuje.
Kto zyskał, a kto stracił?
Sprawa imprezy u Mazurka rozgrzała szczególnie odbiorców mediów związanych z opozycją. Dla nich uczestnictwo w niej Budki czy Neumanna to zwykła „zdrada”. Przy okazji wylała się na nich cała żółć związana z frustracją elektoratu, która wynika ze słabszych wyników sondaży. Internet pełen jest nienawistnych wpisów, a dla wielu z wyborców rozmowa Neumanna z Szumowskim oznacza koniec kariery tego pierwszego. To zacietrzewienie nie może dziwić. Z analizy przygotowywanej w 2019 r. przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że elektorat opozycyjny odnosi się dużo bardziej negatywnie do elektoratu PiS niż na odwrót. To nie koniec. Badacze stwierdzili również, że sympatycy partii opozycyjnych mają bardziej negatywne postawy wobec zwolenników PiS niż wobec grup, które są najmniej lubiane w społeczeństwie polskim, np. Żydów, muzułmanów, uchodźców, osób homoseksualnych i osób transpłciowych. Te wnioski widać gołym okiem, gdy przegląda się wpisy osób, które oceniały sprawę urodzin Mazurka.
Bilans awantury nie jest jeszcze do końca znany, ale mleko już się wylało. Zdjęcia z bulwarówki obiegły internet. Obserwując reakcję użytkowników mediów społecznościowych, trudno nie mieć wrażenia, że przepaść między tzw. warszawką a resztą Polski jest jeszcze większa niż knajpiany mur, który odgradzał imprezowiczów Mazurka od reszty świata. Sam redaktor zyskał zaś na zamieszaniu najwięcej.
Artykuł z 39/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
