Tusk wyłożył karty na stół. Chodzi o jedną listęTusk wyłożył karty na stół. Chodzi o jedną listę
Wiadomo, co Donald Tusk miał powiedzieć Włodzimierzowi Czarzastemu i Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi w trakcie poniedziałkowego spotkania. Jak wynika z informacji Onetu, lider KO miał jasno postawić sprawę liderom koalicji: jeśli prawica pójdzie razem, również rządzący powinni wystartować pod jednym szyldem
W trakcie poniedziałkowego spotkania liderów koalicji Donald Tusk nalegał na wspólny start całego obozu rządzącego w wyborach parlamentarnych — wynika z informacji Onetu. Premier przekonywał Władysława Kosiniaka-Kamysza i Włodzimierza Czarzastego, że przy obecnym układzie sił jedna lista jest najbezpieczniejszą drogą do utrzymania władzy. — Komunikat Tuska był jasny. Jeśli prawica zbierze się do kupy, trzeba będzie zareagować — mówi Onetowi ważny polityk obozu władzy
- czytamy. Jak zauważa serwis, Tusk wrócił do pomysłu, który forsował przed 15 października 2023 r.
Tym razem robi to jednak z większą determinacją
- podkreślono.
Komu ten pomysł się nie podoba?
Argumentem za wspólną listą koalicji 13 grudnia ma być m.in. arytmetyka. Wskazano, że osobny start PSL i Polski 2050 może pomóc nie tylko KO, lecz także PiS, Konfederacji i partii Grzegorza Brauna.
Tusk chciałby też zbudować prosty przekaz na kampanię: Koalicja 15 października kontra prawica
- napisano w tekście.
Co ciekawe, to Lewica jest najbardziej sceptyczna wobec wspólnego startu z resztą koalicjantów. Najbliżej tego porozumienia wydaje się być za to Władysław Kosiniak-Kamysz.
Dla PSL wspólna lista byłaby gwarancją przetrwania
- wskazano w artykule.
olnk/źr. wPolityce.pl za Onet.pl
