Tusk, jego Giertych i ich żołnierze regularnie wpadają w amokTusk, jego Giertych i ich żołnierze regularnie wpadają w amok
Polacy mają żyć odgrzewanymi aferami, a nie tym, jak na bieżąco rząd Tuska rujnuje Polskę, kompromituje ją i siebie, okrada tych, którym powinien pomagać, podejmuje tragiczne i groteskowe decyzje kadrowe.
Gdy Donald Tusk i jego istoty gończe wpadają w amok i zaczynają walczyć z jakimś strasznym niebezpieczeństwem czy też patologią, od razu wiadomo, że tyłek im się pali i trzeba podrzucić opinii publicznej jakieś przykrywki. Podstawy alarmu i amoku są zwykle wątłe albo nie ma merytorycznego uzasadnienia, żeby wieszczyć jakąś apokalipsę. I tak jest w najnowszym rzucie amoku czy wręcz psychozy w sprawie afery giełdy zondacrypto.
Sprawa jest znana od kilku miesięcy i niespecjalnie widać w niej szanse przełomu. Rządzący dostrzegli jednak okazję do zaatakowania prezydenta Karola Nawrockiego, Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji oraz niektórych niezależnych mediów. Nic więc dziwnego, że zaraz wypłynął domorosły mściciel Roman Giertych, nie tylko adwokat i polityk Koalicji Obywatelskiej, ale też osoba dość powszechnie uważana za cyngla Donalda Tuska. I Giertych zaczął obrabiać, za pozwoleniem zainteresowanego, szefa tej giełdy (i adwokata) Przemysława Krala. Na razie Kralem straszy jako przyszłym małym świadkiem koronnym.
Powód amoku jest zawsze podobny – wpadki i kłopoty rządu. Tym razem chodzi o wpadkę z pełnomocniczką rządu ds. marki Polska – Barbarą Mróz-Gorgoń. O wciąż głośną sprawę eksplozji rakiety na Lubelszczyźnie. O kradzież pieniędzy przeznaczonych dla powodzian przez partyjne tłuste koty i ich kolesiów. O pogrzebanie obietnicy podwyższenia do 60 tys. zł kwoty wolnej od podatku i zastąpienie jej podatkową pseudoreformą. O wysokie ceny benzyny, które wraz z wrześniem znowu wyskoczą w kosmos. O deficyt budżetowy, który na koniec lipca 2026 r. przekroczył 141 mld zł. O rosnącą inflację, która na koniec lipca wyniosła 3 proc. i miesiąc do miesiąca była wyższa o 0,8 proc.
Tusk i jego Giertych uznali, że afera wokół giełdy zondacrypto musi zyskać przyspieszenie i nowe emocje. Chodzi przede wszystkim o uderzenie w autorytet prezydenta Karola Nawrockiego i jego zaplecza. Obóz rządzący oraz podległe mu organy wpadły w amok chcąc wdrukować Polakom, że decyzje Pałacu Prezydenckiego sprzyjały interesom kryptogiełdy. Szczególną wściekliznę wywołuje to, że prezydent trzykrotnie zawetował przygotowaną przez rząd ustawę mającą regulować rynek kryptoaktywów w Polsce. Przedstawiciele koalicji rządzącej (m.in. minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski) wprost oskarżyli prezydenta o to, że „uległ lobbystom” i swoimi decyzjami „chroni przestępców”. Tyle że prezydent Nawrocki wetował złą ustawę z powodów merytorycznych i konstytucyjnych. Rządzący łączą daty wet z wiedzą, jaką prezydent miał posiadać od podległych państwu służb. Ale pierwsze oficjalne ostrzeżenia od ABW dotyczące giełdy zondacrypto wpłynęły do Pałacu Prezydenckiego już po zgłoszeniu pierwszego weta (w grudniu 2025 r.).
Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Krajową zyskało status sprawy o charakterze politycznym za sprawą tego, co mecenasi Giertych i Dubois próbują ugrać z Przemysławem Kralem. Pojawiły się setki plotek o „sypaniu” przez Krala, co niektórych pobudziło do układania list polityków prawicy, którzy pójdą „siedzieć”. To prymitywne zastraszanie robi wrażenie tylko na osobach mało rozgarniętych lub tkwiących w politycznych sektach w rodzaju „silnych razem”. Najbardziej „grzane” plotki dotyczą domniemanych przepływów finansowych między ludźmi zondacrypto a otoczeniem prezydenta Nawrockiego, co ma uderzyć bezpośrednio w wizerunek głowy państwa.
Atak na prezydenta Nawrockiego opiera się na metodzie insynuacji, które układa się w jakieś ciągi przyczynowo-skutkowe, choć rządzący nie posiadają żadnych dowodów na korupcję czy bezpośredni udział prezydenta w jakimś nagannym procederze finansowym. Chodzi wyłącznie o „ubrudzenie” głowy państwa poprzez łączenie jego wet z jakimiś transferami finansowymi giełdy na rzecz prawicy czy wydarzeń z jej udziałem.
Niektóre insynuacje, w tym wypowiedziane przez premiera Donalda Tuska, są wręcz groteskowe. Już w kwietniu 2026 r. Tusk obwieścił w Sejmie, że kontrolę nad giełdą zondacrypto przejęła rosyjska mafia tambowska współpracująca z tamtejszymi służbami specjalnymi (FSB). Tyle że grupa tambowska została rozbita lata temu, a jej liderzy przebywają w więzieniach. Dziennikarze śledczy (m.in. Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski) opublikowali informacje kwestionujące wersję o „rosyjskiej mafii”. Ta narracja była oparta na zeznaniach świadka o wątpliwej wiarygodności, Krzysztofa K., byłego menedżera państwowych spółek, później oskarżonego o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wyłudzanie podatku VAT.
Krzysztof K. był wiarygodny, gdy uderzał w prawicę, natomiast przemilczano jego oskarżenia pod adresem rządzących polityków, prokuratorów i funkcjonariuszy służb. W internetowych nagraniach zarzucał korupcję m.in. ministrowi spraw wewnętrznych Marcinowi Kierwińskiemu oraz ministrowi obrony Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi. Oskarżał również byłego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara i ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka. O związki z przestępcami. I taki świadek doprowadził do tego, że Prokuratura Krajowa wytoczyła kilkadziesiąt spraw z jego zawiadomień.
Widać, że Donald Tusk, jego Giertych oraz różni chłopcy i dziewczęta na posyłki gorączkowo potrzebują odwrócenia uwagi od kłopotów i wpadek. Dlatego kolportują każde głupstwo, wymyślają kolejne niedorzeczności, a przede wszystkim straszą. I liczą na to, że opinia publiczna będzie żyć odgrzewanymi kotletami, a nie tym, jak na bieżąco rząd Tuska rujnuje Polskę i przyszłość jej obywateli, kompromituje nasz kraj i siebie, okrada tych, którym powinien pomagać, podejmuje tragiczne i groteskowe decyzje kadrowe, a wszystko za co się weźmie, leży i kwiczy. Dlatego musi produkować kolejne przykrywki i wywoływać kolejne fale histerii, przy okazji kryminalizując wszystko dookoła.
