Trzeba stworzyć od nowa polską politykę wschodnią Janecki: Polska polityka wschodnia legła w gruzach, dlatego trzeba ją stworzyć od nowa, wytyczając jednocześnie Polską Strefę Interesów

AS_DSC05316_20231128.webp
FacebookTwitter

Wytyczenie Polskiej Strefy Interesów oznacza, że powinny się na jej obszarze pojawić silne polskie fundacje i stowarzyszenia, programy stypendialne i systemy grantów oraz nagród.

Kierowana przez Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego polityka zagraniczna, przede wszystkim ta na wschodzie, ponosi klęskę za klęską. A strategicznie Polska za rządów Tuska jest w permanentnej defensywie. Najkrócej mówiąc, Polska polityka wschodnia za trzeciego rządu Donalda Tuska legła w gruzach. Gdy Polska jest w defensywie, ofensywna jest Ukraina i to mimo prowadzenia wojny z Rosją. W dodatku Ukraina zastępuje Polskę w roli lidera Europy Środkowo-Wschodniej, praktycznie bez przeszkód realizując hegemonistyczne plany. Mocarstwową politykę Ukrainy, realizowaną kosztem Polski, a często przeciw niej, opisałem w tekście „Imperium Zełenskiego", opublikowanym w tygodniku „Sieci" (numer 30/2026).

Koncepcję Wielkiej Ukrainy (lub Ukrainy w granicach etnograficznych) oficjalnie propagują na razie tylko skrajne, marginalne ugrupowania nacjonalistyczne i neonazistowskie w tym państwie. I pojęcie to nie stanowi elementu oficjalnej polityki państwowej Kijowa. Ale w mediach społecznościowych idea Wielkiej Ukrainy angażuje coraz więcej osób. W jakimś sensie dotyczy to Andrzeja Szeptyckiego, od stycznia 2024 r. podsekretarza stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, profesora nauk społecznych w dyscyplinie stosunki międzynarodowe, wykładowcę Uniwersytetu Warszawskiego. Gdy w publicznej przestrzeni pojawiały się materiały promujące koncepcję Wielkiej Ukrainy, w których „ukraińskie" były m.in. polskie miasta Przemyśl i Chełm, Szeptycki stwierdzał w komentarzu, że „Krym jest ukraiński", jakby tylko o Krym w tej koncepcji chodziło.

Działacze powiązani z partią Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda" (w przeszłości pojedynczy posłowie tego ugrupowania publicznie kwestionowali przebieg granicy z Polską) oraz radykalne odłamy dawnego „Prawego Sektora" podnoszą temat ziem rzekomo „okupowanych" przez Polskę. Przykładem jest wydawnictwo Rainshouse (powiązane z otoczeniem Ruchu Azowskiego), które wypuściło na rynek materiały propagandowe i flagi z mapą „Ukrainy w naturalnych granicach". Różne ukraińskie grupy współtworzące „Ideę Narodu" kreślą wizję Ukrainy jako przyszłego „supermocarstwa" rozciągającego się na terytoria sąsiadów, w tym Polski.

Nie tylko ukraińscy radykałowie opierają swoje wizje na tzw. mapach etnograficznych z przełomu XIX i XX wieku (m.in. mapie Stepana Rudnyckiego z 1918 r.), określając te tereny nazwą Zakerzonie (ziemie na zachód od linii Curzona). Obejmują one Przemyśl i Ziemię Przemyską, Chełm i Chełmszczyznę, Podlasie (południowe fragmenty), Łemkowszczyznę i Bojkowszczyznę (część Bieszczadów i Beskidu Niskiego), Zasanie i Jarosław. Termin „Zakerzoński Kraj" używany był przez działaczy OUN-B i w nomenklaturze UPA. Wprawdzie partie jednoznacznie rewizjonistyczne (jak Swoboda) od lat nie przekraczają progu wyborczego do ukraińskiego parlamentu i nie mają wielkiego wpływu na władzę, ale idea Wielkiej Ukrainy wciąż się wzmacnia. Incydenty z nią związane, np. sprzedaż gadżetów z rewizjonistycznymi mapami, są coraz częstsze.

Nie jest niespodzianką, że polityka wschodnia Tuska i Sikorskiego ponosi też klęskę w konfrontacji z niemiecką polityką wschodnią, tym bardziej że doszło do strategicznego sojuszu Niemiec z Ukrainą. A istotnym elementem wschodniej polityki Niemiec jest sformułowana w 1915 r. idea Mitteleuropy. Choć we współczesnej niemieckiej polityce żadna ważna siła polityczna nie odwołuje się wprost i oficjalnie do idei „Mitteleuropy" w jej oryginalnym, imperialnym czy geopolitycznym rozumieniu z 1915 r., sformułowanym w książce Friedricha Naumanna „Mitteleuropa", to przez dekady, jakie minęły od zjednoczenia Niemiec (3 października 1990 r.) jest ona z różną intensywnością realizowana.

Wprawdzie sam termin stał się w Niemczech pojęciem tabu w dyskursie geopolitycznym ze względu na kontekst historyczny (I wojna światowa, a później wypaczenie tej idei przez III Rzeszę), ale nie są tabu działania na rzecz Mitteleuropy. Mówili o tym m.in. uczestnicy konferencji „Mitteleuropa - czy to tylko historia?" zorganizowanej 14 czerwca 2023 r. przez Instytut Pileckiego. Prowadziła ją ówczesna dyrektor instytutu prof. Magdalena Gawin, a uczestniczyli prof. Grzegorz Kucharczyk z Instytutu Historii PAN oraz Instytutu Pileckiego, prof. Bogdan Musiał - w latach 2021–2022 dyrektor Instytutu Strat Wojennych im. Jana Karskiego, oraz prof. Hieronim Grala z UW.

Prof. Musiał nazwał koncepcję Friedricha Naumanna „cywilizowanym imperializmem" i dowodził, że jest ona przez Niemcy realizowana w Europie Środkowej i Wschodniej po 1990 r. Po I wojnie światowej w Niemczech realizowano koncepcję „Rapallo", czyli współpracy Berlina z komunistyczną Rosją przeciwko Polsce. Po II wojnie światowej Niemcy zrezygnowały z ekspansji terytorialnej, przede wszystkim dlatego, że były kontrolowane przez stacjonujące tam wojska amerykańskie i brytyjskie, ale nigdy nie zrezygnowały z wywierania wpływu na politykę w regionie.

„Współczesnym środkiem do celu określonego w 1915 r. przez Naumanna jest oddziaływanie poprzez różne instytucje, fundacje i inne organizacje współpracy oraz wychowanie i podporządkowanie swoim interesom pewnej części politycznych elit, które realizują niemiecką wizję w Polsce i innych krajach regionu. De facto koncepcja realizowana po 1990 r. się powiodła" - stwierdził prof. Bogdan Musiał, dodając, że „Polska została częściowo skolonizowana". A „jeśli współczesne Niemcy inwestowały w powstanie pewnych partii politycznych w innych krajach, m.in. w Polsce, to już nie są metody państwa prawa" – ocenił prof. Musiał.

Friedrich Naumann (1860-1919) był niemieckim duchownym protestanckim, politykiem i publicystą. Działał w kilku partiach, zasiadał w parlamencie, wybrano go pierwszym przewodniczącym Niemieckiej Partii Demokratycznej. Należał do kluczowych postaci niemieckiego liberalizmu początków XX wieku. „Według Naumanna liczyło się przede wszystkim zachowanie przez Niemcy wpływu i kontroli nad regionem. Polaków nie należało germanizować, ale wpływać na nich kulturowo. Z uczestnikami debaty zastanawiamy się, czy w naszych czasach nie mamy do czynienia z nową wersją, rodzajem 'Mitteleuropa 2.0'' – mówił prof. Grzegorz Kucharczyk. „Warto zastanowić się, czy obecnie, na naszych oczach nie realizuje się wizja Naumanna - budowania hegemonii Niemiec bez drastycznych metod, za to z użyciem tzw. soft power" - dodał.

W Niemczech Fundacja Friedricha Naumanna na rzecz Wolności (Friedrich-Naumann-Stiftung für die Freiheit) jest oficjalnym zapleczem ekspercko-intelektualnym partii FDP. I posiada swoje biura regionalne w Europie Środkowej, w tym w Warszawie i w Pradze. Naumann „nie należał do frakcji narodowych liberałów ani do konserwatystów, a głównym jego celem była dominacja nad środkową Europą za pomocą 'miękkich' środków z kulturą na czele. Uważał, że do zdominowania tej części kontynentu przez Rzeszę potrzebne jest wykształcenie wzorców imperialnej polityki. Niemcy miały stać się narodem imperialnym jak ówczesna Wielka Brytania" - ocenił prof. Kucharczyk.

„Książka Naumanna to projekcja tego, co Niemcy powinny zrobić, by zająć miejsce w koncercie mocarstw - stać się imperium, które porównywał z imperium brytyjskim i rosyjskim. Niemieckie środowiska spod znaku hakaty odniosły się niechętnie do jego dzieła. To był inny sposób myślenia. Na tym zresztą polega znaczenie Naumanna, że zerwał z arcykonserwatywnym i nacjonalistycznym myśleniem i zastąpił je myśleniem wspólnotowym. (...) Naumann uważał, że Rosję trzeba wypchnąć z tej części Europy" - przekonywał prof. Hieronim Grala z Uniwersytetu Warszawskiego.

Coraz powszechniejsze są głosy, że silna integracja Unii Europejskiej pod przywództwem Berlina realizuje w sposób pokojowy i metodami ekonomicznymi to, co Naumann zakładał ponad 100 lat temu – federację państw zdominowanych politycznie i kulturowo przez Niemcy. A w przyszłości także militarnie, skoro to Niemcy mają nieść ciężar konwencjonalnej obrony Europy. A w Berlinie już coraz mniejsze są obawy, że nawiązanie do geopolitycznego konceptu Mitteleuropy spotkała się z oskarżeniem o rewizjonizm i imperializm.

Dla Polski płyną oczywiste wnioski z realizowania przez współczesne Niemcy konceptu Mitteleuropy, szczególnie gdy Berlin wciąga do niego Ukrainę, która miałaby robić w przyszłości to, co Niemcom nie wypada, głównie z powodów historycznych. Przede wszystkim celem strategicznym polityki zagranicznej Polski powinno być nowe sformułowanie jej polityki wschodniej. A zacząć trzeba od określenia Polskiej Strefy Interesów.

Z wielu powodów Polska nie może powielać Idei Wielkich Węgier (Nagy-Magyarország), która odgrywała kluczową rolę w polityce zagranicznej, tożsamościowej, historycznej oraz wewnętrznej premiera Wiktora Orbána i jego partii Fidesz. Ale do rozważenia jest budowanie pozycji Warszawy jako „obrońcy wszystkich Polaków". Tak jak Budapeszt uznał się „obrońcą wszystkich Węgrów".

Wiktor Orbán przekształcił historyczną traumę, jaką był Traktat w Trianon (1920 r.), w fundament nowej tożsamości państwowej. Od około 2010 r. rząd Orbána nie występował o rewizję granic, ale realizował ideę Wielkich Węgier na płaszczyźnie prawnej i kulturowej. W 2011 r. przyznano prawo do węgierskiego obywatelstwa i paszportu milionom etnicznych Węgrów mieszkających w państwach ościennych. Węgrzy mieszkający poza granicami kraju otrzymali również prawa wyborcze.

W wyniku Traktatu w Trianon historyczne Królestwo Węgier zostało okrojone o ponad 2/3 swojego terytorium. Na rzecz Rumunii Węgry straciły Siedmiogród (Transylwanię), Kriszanę, Marmarosz i część Banatu. To była największa strata terytorialna, a do dziś mieszka tam najliczniejsza mniejszość węgierska (Szeklerzy). Na rzecz Słowacji Królestwo Węgier straciło Górne Węgry (Felvidék), czyli prawie całość dzisiejszej Słowacji (w południowym pasie przygranicznym wciąż mieszkają liczni Węgrzy). Na rzecz Serbii Węgry straciły Wojwodinę (Baczka i część Banatu), czyli obecnie północny region Serbii. Na rzecz Ukrainy straciły Ruś Zakarpacką - region z mniejszością węgierską skupioną wokół Beregowa. Na rzecz Austrii straciły Burgenland, czyli wąski pas ziemi na zachodzie kraju. A na rzecz Chorwacji dużą część jej obecnego terytorium, w tym Slawonię na wschodzie, które to tereny (poprzez unię) zapewniały Budapesztowi dostęp do Morza Adriatyckiego.

Polityka Orbána nie dążyła do fizycznego przesunięcia granic państwowych, lecz do stworzenia transnarodowej wspólnoty kulturowo-gospodarczej w Europie Środkowej pod nieformalnym przywództwem Budapesztu. Powtórzenie koncepcji Orbána przez Polskę musiałoby za podstawę brać przedrozbiorowe granice I Rzeczypospolitej i to byłaby Polska Strefa Interesów. Oczywiście bez jakichkolwiek pretensji terytorialnych. Trudne byłoby też przyznanie mieszkającym na tym terytorium Polakom obywatelstwa i praw wyborczych, bowiem po kilkudziesięciu latach panowania na tych terenach komunizmu i sowieckiego sposobu działania nie można ufać żadnym historycznym dokumentom potwierdzającym polskość, bo tam wszystko można było sfałszować i wciąż jest to możliwe.

Polska Strefa Interesów powinna obejmować historyczne Wielkie Księstwo Litewskie, czyli tereny dzisiejszych państw: Estonii, Łotwy, Litwy, Białorusi i Ukrainy, a częściowo także Rosji. Współczesna Litwa dzieli się na 5 regionów: Żmudź (Žemaitija), Auksztotę (Aukštaitija) – to Litwa Górna, historyczne serce państwa ze stolicą w Kownie; Dzukię (Dzūkija) – region południowo-wschodni, obejmujący m.in. rejon Wilna; Suwalszczyznę (Suvalkija) – ziemie na południowym zachodzie i Litwę Mniejszą (Mažoji Lietuva) – pas nadmorski wokół Kłajpedy.

W czasach I RP szlachta z Auksztoty i Wileńszczyzny uległa niemal całkowitej polonizacji językowej i kulturowej. Choć uważali się za Litwinów („Gente Lituani, natione Poloni"), mówili i pisali po polsku. Język litewski (w charakterystycznym dialekcie) przetrwał w najczystszej formie wśród żmudzkiego chłopstwa i drobnej szlachty zaściankowej. Gdy w XIX wieku rodził się nowoczesny litewski ruch narodowy, jego liderzy (często pochodzący ze Żmudzi) oparli nową tożsamość państwa na języku ludu, odrzucając spolonizowaną spuściznę dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

W XVI i XVII wieku (szczególnie po Unii Lubelskiej w 1569 r.) doszło do kluczowych zmian terytorialnych, które zdefiniowały mapę dzisiejszej Europy Środkowo-Wschodniej. Białoruś stanowiła geograficzne i demograficzne serce Wielkiego Księstwa Litewskiego. Niemal 100 proc. terytorium dzisiejszej Białorusi wchodziło w skład dawnego Księstwa. Przed 1569 rokiem większość ziem ukraińskich (Wołyń, Kijowszczyzna, Podole) należała do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jednak na mocy Unii Lubelskiej (1569 r.) ziemie te zostały odłączone od Litwy i włączone bezpośrednio do Korony Królestwa Polskiego. W XVII wieku Ukraina nie była już więc częścią Księstwa, lecz Polski.

Do 1697 r. głównym językiem kancelarii Wielkiego Księstwa Litewskiego był język ruski (starobiałoruski/staroukraiński), z którego wyewoluowały współczesny język białoruski oraz ukraiński. Magnateria i szlachta Księstwa (zarówno pochodzenia litewskiego, jak i ruskiego, np. Radziwiłłowie, Sapiehowie, Ostrogscy) uległy w XVI-XVII wieku silnej polonizacji. Język polski stał się językiem kultury i polityki, co ostatecznie przypieczętowano w 1697 r., czyniąc go językiem urzędowym Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Współczesna Litwa uważa się za bezpośrednią kontynuatorkę Wielkiego Księstwa Litewskiego na poziomie dynastycznym i prawnym. Godło Litwy (Pogoń/Vytis) oraz duma z potęgi dawnego państwa są fundamentem litewskiej tożsamości narodowej. W niezależnych, demokratycznych kręgach białoruskich Wielkie Księstwo Litewskie jest uważane za pierwsze, prawdziwe państwo białoruskie, w którym kultura ruska dominowała nad litewską. Stąd ruchy opozycyjne używają biało-czerwono-białej flagi oraz herbu Pogoń. Reżim Aleksandra Łukaszenki przez lata marginalizował Wielkie Księstwo Litewskie na rzecz tradycji sowieckiej i rosyjskiej. Wręcz traktowano Księstwo jako okres „polsko-litewskiej okupacji". Na Ukrainie okres przynależności do Wielkiego Księstwa Litewskiego (XIV-XVI wiek) bywa w historiografii nazywany „łagodnym protektoratem", w przeciwieństwie do późniejszych, burzliwych konfliktów z Polską i Rosją. Ziemie ukraińskie cieszyły się wtedy dużą autonomią, a kultura ruska mogła swobodnie się rozwijać.

Wielkie Księstwo Litewskie było wspólnym domem dla przodków dzisiejszych Litwinów, Białorusinów i Ukraińców. Współczesna Litwa przejęła tradycję polityczno-państwową, Białoruś terytorialno-językową z XVII wieku, a Ukraina pamięta Księstwo jako epokę stabilności przed narodzinami kozaczyzny. I te wszystkie tereny powinny przez Polskę zostać uznane za Polską Strefę Interesów. Bez kontekstu imperialnego czy rewizjonistycznego, ale biorąc pod uwagę wspólną historię i jej kulturowe oraz historyczne konsekwencje widoczne na tym obszarze do dziś. W podobny sposób współczesne Niemcy traktują ideę Mitteleuropy, a Polska ma nad nimi tę przewagę, że nie podbijała terenów i narodów tworzących I Rzeczpospolitą. Korona Polska nie podbiła militarnie Wielkiego Księstwa Litewskiego, w którego skład wchodziły dzisiejsze ziemie Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi i Ukrainy, a częściowo także Rosji. Włączenie tych obszarów nastąpiło na mocy aktów prawnych (zwieńczonych Unią Lubelską w 1569 r.) na prośbę tamtejszych elit. Szlachta litewska i ruska otrzymały dokładnie takie same prawa, wolności i przywileje jak szlachta polska.

Wytyczenie Polskiej Strefy Interesów byłoby w istocie sformułowaniem od nowa polskiej polityki wschodniej. Polityki aktywnej, dbającej o polskie dziedzictwo, polskie interesy i Polaków, którzy nie z własnej woli zmienili państwową przynależność i tam żyją, a także ich dzieci i wnuki. Polska Strefa Interesów nie byłaby konfrontacyjna w stosunku do współczesnych państw istniejących na terytoriach I Rzeczypospolitej, lecz nie powinna też być bierna i defensywna.

Wytyczenie Polskiej Strefy Interesów oznacza, że powinny się na jej obszarze pojawić silne polskie fundacje i stowarzyszenia, programy stypendialne i systemy grantów oraz nagród. Wszystko to promujące Polskę, polski język, kulturę, naukę, historię, gospodarkę, technologię itp. Tak czynią wszystkie państwa, które w przeszłości były mocarstwami, takie jak Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Hiszpania, Holandia, Belgia czy Portugalia. A Polska jako I Rzeczpospolita mocarstwem była i jej wielkim atutem jest to, że nie prowadziła kolonialnej polityki wobec narodów, które ją zamieszkiwały. Trzeba skończyć z mikromanią i przestać się wstydzić tego, że Polska była mocarstwem, tylko wyciągać z tego pozytywne wnioski. A najważniejsze wnioski to stworzenie Polskiej Strefy Interesów i sformułowanie nowej polskiej polityki wschodniej.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.