To była fikcja! Decyzja prokuratury ws. KacprzykaTo była fikcja! Decyzja prokuratury ws. lekarza-milionera Kacprzyka

Nie udała się próba zdyskredytowania dr. Emila Jędrzejewskiego przez ludzi związanych z Koalicją Obywatelską. Jak ustalili dziennikarze Kanału Zero, prokuratura umorzyła śledztwo ws. rzekomego pobicia przez niego lekarza-milionera Emila Kacprzyka, któremu nagle z rąk wypadała legitymacja partyjna KO. Jeszcze bardziej zaskakującą informacją jest to, że taką decyzję Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów podjęła 3 miesiące temu (sic!), czyli półtora miesiąca przed wybuchem afery w warszawskim Szpitalu Południowym. Jaki był powód umorzenia? Brak znamion czynu zabronionego!
Postępowanie ws. rzekomego pobicia Dawida Kacprzyka przez dr. Emila Jędrzejewskiego wszczęto w październiku 2025 r. i pilnowała go Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów w Warszawie. Ustalano czy doszło do naruszenia nietykalności cielesnej oraz znieważenia funkcjonariusza publicznego. Warto pamiętać, że teraz personelowi medycznemu w bardzo konkretnych okolicznościach przysługuje ochrona taka sama jak funkcjonariuszom publicznym. W niespełna pół roku śledczy ustalili, że opisywane zdarzenie do tej kategorii nie należy.
Informację o umorzeniu postępowania potwierdziła portalowi Zero.pl rzeczniczka Komendy Rejonowej Policji Warszawa II, asp. szt. Marta Haberska. Przekazała, że sprawa została umorzona 29 kwietnia z powodu braku znamion czynu zabronionego. Mówiąc po ludzku: po prostu do pobicia nie doszło
- czytamy na portalu Kanału Zero.
"Pobicie" Kacprzyka? Lekarz przedstawia swoją wersję! "Ty mały gnojku"
Sprawa została umorzona. Mówimy o czynie prywatnoskargowym, ściganym z oskarżenia prywatnego. W tego typu sprawach prokuratura angażuje się wtedy, gdy przemawia za tym ważny interes społeczny
- mówi Zero.pl rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Skiba.
Czyn dotyczył szarpania, być może uderzeń. Uznaliśmy, że to albo naruszenie nietykalności cielesnej, albo inne działanie typowo ścigane z oskarżenia prywatnego. (...) Gdyby chodziło o uderzenie przez lekarza osoby starszej albo dziecka, być może przystąpilibyśmy do czynności i byłyby konsekwencje wynikające z udziału prokuratora w postępowaniu. Natomiast nie widzimy sensu ani powodu, dla którego mielibyśmy reprezentować w takiej sprawie dorosłą osobę, posiadającą pełnomocnika, mającą wyższe wykształcenie i umiejącą zadbać o swoje sprawy
- mówi pok. Skiba.
Wersje zdarzeń
Warto przypomnieć, że zajście miało miejsce w połowie września 2025 r. i w zaledwie kilkanaście dni sprawą zajęła się warszawska policja O wiele szybciej niż teraz trwa wezwanie Kacprzyka na przesłuchanie ws. afery szpitalnej (nie został on jeszcze w ogóle wezwany na takie przesłuchanie).
Po tym incydencie lekarz-milioner i były radny KO sporządził notkę służbową, którą ujawnił Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”. Kacprzyk twierdził, że dzień przed zajściem, wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniom Szpitala Południowego wziął dodatkowy dyżur na SOR, bo przed szpitalem czekały karetki. Następnego dnia dr Emil Jędrzejewski miał go zwyzywać wulgarnymi słowami i popchnąć. Kacprzyk wprost napisał w notatce, że po takim zachowaniu ordynatora nie czuje się w szpitalu bezpiecznie.
Kompletnie inaczej relacjonuje to dr Jędrzejewski. Sam zainteresowany był gościem Krzysztofa Stanowskiego w „Kanale Zero”, gdzie w następujący sposób opowiadał o całej sytuacji.
Ja kończę dyżur, przychodzi młodszy dyżurny i rozmawiamy. On do mnie mówi: „Co tam ten Dawidek na pana mówił?”. Następnie ja idę po schodach na odprawę, pan Dawidek wychodzi z windy. Ja podchodzę do niego i mówię: „Ty mały gnojku, nie możesz mi tego powiedzieć w twarz?”. I się odwracam
– powiedział dr Jędrzejewski.
Na co pan Dawidek mówi: „Czuję się zastraszony”. A ja mówię: „No i k…a dobrze”. I idę na odprawę. I to jest „pobicie” pana Dawidka. To są elementy zwolnienia mnie z pracy
powiedział lekarz-sygnalista.
koal/Zero.pl
