Śnięte ryby wróciły. Ale to już nie problem dla KO i ekologów?Śnięte ryby wróciły. Ale to już nie problem dla KO i ekologów?
Około 260 kg śniętych ryb wyłowiono w weekend z Kanału Gliwickiego. W VI sekcji kanału stwierdzono niemal 530 mln komórek złotej algi na litr wody – poziom oznaczający najwyższy, trzeci stopień zagrożenia zakwitem. Cztery lata po katastrofie na Odrze problem, który w 2022 r. stał się jednym z najgłośniejszych politycznych oskarżeń wobec rządu PiS, powraca. Tym razem jednak reakcja polityków i organizacji ekologicznych jest znikoma.
Ryby „symbolem rozkładu państwa”
Mechanizm, który prowadził do katastrofy w 2022 r., jest dziś dobrze rozpoznany. Złota alga w sprzyjających warunkach gwałtownie się namnaża i produkuje toksyny zabójcze dla organizmów skrzelodysznych. Cztery lata temu śnięte ryby były dla liberalno-lewicowej opozycji symbolem „rozkładu państwa”. Dziś, gdy za stan środowiska odpowiadają już politycy wywodzący się z ówczesnej opozycji, ton jest zupełnie inny.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska poinformowało dziś, że z Kanału Gliwickiego wyłowiono już około 260 kg śniętych ryb. Kilka dni wcześniej Wody Polskie informowały o ponad 150 kg. Jednak teraz jest to już problem wyłącznie środowiskowy.
Cztery lata temu masowe śnięcie ryb w Odrze stało się jednym z najmocniejszych politycznych argumentów przeciwko rządowi Zjednoczonej Prawicy. Donald Tusk pisał, że „śnięte są nie tylko ryby w Odrze, śnięte jest całe państwo pod rządami Kaczyńskiego”. Bartłomiej Sienkiewicz mówił o katastrofie jako symbolu „zatrutej Polski” i „rozpadu państwa”. Katarzyna Kotula pisała: „Odra umarła, bo rząd był na wakacjach”. Z kolei Piotr Zgorzelski przekonywał w TVN24, że wraz ze śniętymi rybami na wierzch wypłynął „całkowity rozkład naszego państwa w segmencie rządowym”.
Nie chodziło więc o ustalenie przyczyny katastrofy. Śnięte ryby zostały szybko wpisane w znacznie szerszą opowieść o rzekomej niewydolności całego państwa.
Zgorzelski odbił się od własnych słów
Masowe śnięcia ryb nie jest pierwszym tego typu wydarzeniem od 2022 r. Jedna z najbardziej wymownych sytuacji miała miejsce w sierpniu 2024 r., gdy po kolejnym zakwicie złotej algi ponownie na wierzch wypłynęło mnóstwo martwych ryb.
Prowadzący „Graffiti” w Polsat News Marcin Fijołek przeczytał Piotrowi Zgorzelskiemu jego własne słowa z 2022 r., nie informując go od razu, że pochodzą właśnie od niego. Wicemarszałek Sejmu odpowiedział, że to „chyba jakaś pisowska narracja zwiastująca koniec świata”. Dopiero po ujawnieniu autorstwa swojej wypowiedzi tłumaczył, że sytuacja polityczna jest obecnie inna, ponieważ – jego zdaniem – kierownictwo resortu podejmuje działania.
„Kpina z rozumu”, a potem oficjalne wyjaśnienie
Jeszcze większą wpadkę zanotowała Urszula Zielińska, wiceminister klimatu i środowiska.
W czasie, gdy pozostawała w opozycji, bardzo sceptycznie odnosiła się do wyjaśnienia opartego na zakwicie złotej algi. Pisała w mediach społecznościowych:
Wmawianie nam, że słonowodna alga bez przyczyny zakwitła w słodkowodnej rzece to kpina z rozumu! Źródło przyczyny? Solanka zamiast wody.
Później, już jako przedstawiciel kierownictwa resortu odpowiedzialnego za ochronę środowiska, sama wskazywała złotą algę jako najbardziej prawdopodobną przyczynę masowego śnięcia ryb w Dzierżnie Dużym.
Gdzie dziś jest Greenpeace?
W całej historii uderza jeszcze jedno: zmiana aktywności organizacji ekologicznych.
W 2022 r. Greenpeace bardzo mocno angażował się w sprawę Odry, prowadził własne badania, organizował akcje i wskazywał na odpowiedzialność przemysłu oraz władz za wysokie zasolenie. Organizacja przekonywała, że problem był wynikiem wieloletnich zaniedbań.
Dziś, gdy w Kanale Gliwickim ponownie notowane są ogromne stężenia złotej algi i setki kilogramów śniętych ryb, trudno dostrzec porównywalną skalę politycznego i medialnego zaangażowania Greenpeace'u.
Ryby są te same, Alga jest ta sama. Coś się jednak zmieniło. To kontekst polityczny.
cs/źr. wPolityce.pl za rp.pl/PAP/gov.pl/demagog.org.pl
