Skandal z KPO dla kultury. Kilkadziesiąt wyroków!Skandal z KPO dla kultury. Kilkadziesiąt wyroków!

W sprawie grantów z KPO dla kultury zapadło kilkadziesiąt wyroków sądów administracyjnych. Wnioski były opiniowane z naruszeniem prawa – podaje portal Zero.pl. „Eksperci popełniali podstawowe błędy – mylili fakty i nie analizowali dostarczonej dokumentacji” – pisze dziennikarz Marek Mikołajczyk. Poszkodowani mogą jednak nie zobaczyć złamanego grosza, bo wyznaczony przez MKiDN Narodowy Instytut Muzyki i Tańca przymusił beneficjentów do podpisania umów z niekorzystnymi dla nich zapisami.
Każdy dzień z rządem koalicji 13 grudnia to nowe przejawy cwaniactwa i niekompetencji w różnych dziedzinach funkcjonowania państwa. Coś, co w przypadku rządów PiS byłoby przedstawiane we wszystkich mediach, a politycy Koalicji Obywatelskiej robiliby po 50 konferencji dziennie i zasypali wszystkie media społecznościowe wyrazami oburzenia i obietnicami rozliczenia, dotychczas przechodziło niezauważenie. Tymczasem okazuje się, że KPO dla kultury w wykonaniu obecnej ekipy rządzącej skutkuje jedynie… kilkudziesięcioma wyrokami sądów administracyjnych, gdzie stwierdzono, że wnioski oceniano z naruszeniem prawa. Sprawę opisuje portal Zero.pl.
Eksperci zatrudnieni do oceny wniosków popełniali podstawowe błędy – mylili fakty, bazowali na błędnych przekonaniach i nie analizowali dostarczonej dokumentacji
- czytamy.
Prawomocne orzeczenia nie kończą sprawy. Beneficjenci, którzy wygrali z państwem w sądzie, zamiast pieniędzy dostają umowy na realizację wydarzeń z terminami, które minęły kilka miesięcy temu
- podkreśla Marek Mikołajczyk, autor artykułu. Beneficjenci deklarują, że nie zamierzają poświadczać nieprawdy, podpisując tego rodzaju umowy.
Przypadek Teatru Komedia
Jednym z przykładów jest Warszawski Teatr Komedia, który miał stracić szansę na grant przez to, że ekspert zażądał „oryginału” statutu teatru, który od 14 lat istnieje jedynie w elektronicznym dzienniku urzędowym.
Inny oceniający zarzucił teatrowi „zerowe wskaźniki”, choć we wniosku widniała liczba 1020. Sąd stwierdził, że ekspert najprawdopodobniej oceniał zupełnie inne przedsięwzięcie – albo skopiował cudze uzasadnienie. Zdaniem WSA w jednej ze spraw doszło wręcz do „obrazy zasad przejrzystości i rzetelności wyboru”
- czytamy.
Członek komitetu odwoławczego mógł najzwyczajniej w świecie pomylić oceniane dokumenty, ponieważ przywoływał fragmenty, których we wniosku nie było!Podobna historia dotyczy warszawskiego teatru Nowe Formy. Zarządzająca tym podmiotem fundacja ubiegała się o trzy granty, w tym na wdrożenie systemu umożliwiającego tłumaczenie spektakli w czasie rzeczywistym na języki obce oraz dostarczanie napisów dla osób z niepełnosprawnością słuchu.
I choć dwóch ekspertów oceniło wniosek pozytywnie, trzeci stwierdził, że fundacja zarządzająca teatrem ma „niejasną sytuację z PKD”.
Stwierdził to na podstawie danych z internetowej wyszukiwarki, w której odnalazł jedynie trzy kody PKD związane ze sprzedażą wysyłkową, sprzedażą detaliczną i działalnością gastronomiczną. Ekspert całkowicie zignorował przy tym statut, który określa zakres działalności artystycznej fundacji i zawiera pełen zakres kodów PKD, w tym kluczowy kod 90.04.Z dotyczący działalności teatrów i sal koncertowych. I to właśnie ten obszar – jak czytamy w uzasadnieniu orzeczenia – „generuje najwyższy poziom przychodów w strukturze finansowej” w fundacji. Zdaniem sądu ekspert NIMiT „całkowicie pominął treść statutu, a jest to dokumenty istotny w zakresie przedmiotu działalności fundacji”. WSA nakazał przy tym ponowną ocenę wniosku, stwierdzając, że doszło do naruszenia prawa. Sprawa jest w toku. Ponowna ocena wniosku również nie przebiegła pomyślnie. Dwóch ekspertów uznało, że wniosek kwalifikuje się do wsparcia. Jeden natomiast miał zastrzeżenia co do kosztów zakupu sprzętu.
- zauważa autor.
Prezes fundacji Nowe Formy Rafał Pyka wyraża w rozmowie z zero.pl „poważne wątpliwości” w kwestii kompetencji członków komisji, ponieważ projekty oceniali na podstawie własnych przypuszczeń, „bez dostatecznej znajomości prawa, procedur administracyjnych i specyfiki działalności trzeciego sektora”.
Dlaczego poszkodowani nie zobaczą złamanego grosza?
A to wciąż nie koniec – podobnych przykładów było więcej. W sądach administracyjnych zapadło ponad 50 wyroków, gdzie stwierdzono, że wnioski były opiniowane z naruszeniem prawa. Beneficjenci, którzy wygrali w sądzie, mogą jednak nie zobaczyć ani złotówki. Wszystko przez niekorzystne umowy, które nakłada na nich Narodowy Instytut Muzyki i Tańca – podmiot wyznaczony przez MKiDN jako operator programu.
Przez wiele miesięcy sprawy związane z funduszami europejskimi dla kultury nadzorowała osobiście szefowa MKiDN Marta Cienkowska. Program KPO dla kultury był w pewnym sensie jej oczkiem w głowie, które minister firmowała i zachwalała. Było to prawie 300 mln zł, które miały „wzmocnić twórców, edukatorów, animatorów, naukowców, a także instytucje kultury czy organizacje pozarządowe”. Kiedy w 2024 r. potencjalni beneficjenci zaczęli alarmować o chaosie informacyjnym, niezrozumiałych decyzjach czy nieprecyzyjnych procedurach, Cienkowska wszystko tłumaczyła… pośpiechem wynikającym z wdrażania KPO, którego to programu „dopiero się uczymy”.
Jak do kilkudziesięciu wyroków ustosunkowały się NIMiT oraz MKiDN? Jak zwraca uwagę zero.pl, oba podmioty bagatelizują sprawę. NIMiT zauważa, że „uwzględnienie skargi do sądu administracyjnego nie skutkuje automatycznym i bezwarunkowym przyznaniem wsparcia”, a „zgodnie z wnioskiem i regulaminem” maksymalny okres na ponoszenie wydatków związanych z realizacją przedsięwzięcia określony jest do 28 lutego 2026 r. Wszystko to, w ocenie Instytutu, wynika z wiążących ram czasowych realizacji KPO. Nie wskazano jednak, co powinni zrobić wnioskodawcy, którzy prawomocnie wygrali sprawy przed sądem, jednak nie zrealizowali przedsięwzięcia w przewidzianym terminie.
Narodowy Instytut Muzyki i Tańca ocenia przy tym, że w kwestii oceny wniosków dochodziło do „pojedynczych błędów ludzkich, których – w skali całego programu – było niewiele”, a zwiększona liczba skarg do sądu jest efektem „wysokiej świadomości prawnej wnioskodawców co do przysługujących im uprawnień, będąca efektem świadomych działań informacyjnych podejmowanych przez NIMiT”. Instytucja broni się również tym, że wniosków merytorycznych dokonywali „niezależni eksperci”.
Resort kultury umniejsza natomiast skalę nieprawidłowości.
„W ramach drugiego naboru (…) wpłynęło łącznie 7842 wniosków. Po opublikowaniu wyników I oceny do NIMiT wpłynęło 2255 odwołań, z których pozytywnie rozpatrzono 263. Z pozostałych 1992 wnioskodawców, których odwołania nie uzyskały pozytywnej oceny, skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego złożyło 51 – czyli 2,5 proc.” – wskazuje rzecznik resortu Piotr Jędrzejowski
- czytamy.
MKiDN nie odpowiada precyzyjnie, czy ktokolwiek poniesie konsekwencje w związku z tą sytuacją. Z jednej strony wskazuje, że „możliwe jest roszczenie regresowe względem eksperta po wykazaniu szkody będącej następstwem dokonania przez eksperta oceny wniosków w sposób niezgodny z umową”. Z drugiej jednak… „takie sprawy nie są prowadzone w NIMiT”, więc jest to możliwość jedynie teoretyczna.
Joanna Jaszczuk, źr. wPolityce.pl, za: zero.pl
