Sikorski, czyli kompromitacja. Wolno pisać wyłącznie dobrzeSikorski, czyli kompromitacja. "Zdaniem byłego szefa MSZ o funkcjonowaniu UE wolno pisać wyłącznie dobrze"

Czy słyszał ktoś o pozbawieniu posła mandatu nawet za najbardziej zjadliwą i niesprawiedliwą krytykę stanu państwa? Gdyby tak się działo, Sikorski dawno już nie powinien zasiadać w Sejmie.
W III RP skompromitować się nie sposób. Skoro jest ona w dużym stopniu kontynuacją PRL, odpowiedzialny za zbrodnie szef komunistycznego aparatu terroru nominowany został w niej „człowiekiem honoru”, sędziowie stanu wojennego tworzyli „niezależny aparat sprawiedliwości”, a Urban stał się arbitrem dziennikarstwa, trudno się temu dziwić.
W poprzednim felietonie pokazywałem, jak zhakowane i propagowane najprawdopodobniej przez rosyjski wywiad, nic nieznaczące maile służą wyrobnikom Onetu do prób niszczenia przeciwników politycznych. Nie towarzyszą temu rozważania na temat genezy i celu owych wycieków, które tak intensywnie prześwietlane były w przypadku nagrań w Sowie & Przyjaciołach. Autentycznie kompromitujące zachowania liderów PO i ich sojuszników sprowadzane były do niecenzuralnego języka. Nie przypominam sobie, aby tropiciele ewentualnych nieprawości, jakie mogą wynikać z maili min. Dworczyka, nachylili się nad spotkaniem ówczesnego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza i prezesa NBP Marka Belki. Pierwszy zaproponował temu drugiemu, aby przed wyborami dokonać finansowych manipulacji, powodując tym chwilową gospodarczą hossę, która umożliwiłaby wyborcze zwycięstwo PO. Drugi się zgodził. Do sprawy nie doszło z powodu jej ujawnienia, ale pokazuje ona, jak ważny członek rządu dogaduje się z szefem instytucji, która ma stać na straży polskiego pieniądza, aby postąpić na szkodę polskiej gospodarki, złamać konstytucję i elementarne normy polityczne wyłącznie w imię partyjnego interesu. Dialog ten na zawsze powinien wykluczyć z życia publicznego jego uczestników, ale Belka, dawny działacz PZPR, trafia do PE z list PO i z wyżyn swojego stanowiska uprawia polityczną moralistykę, m.in. opluwa Pawła Kukiza. Sienkiewicz, którego pamiętamy z polowania na niechętnych władzy kibiców i prowokacji w trakcie Marszu Niepodległości (obciążyć miały ono konto prawicy, jedną z nich było spalenie budki strażniczej pod ambasadą rosyjską, co urosło do rangi międzynarodowego incydentu), jest posłem parlamentu i znowu awansuje na jedną z ważniejszych postaci PO.
Postulowałem, aby obejmując mandat posła do parlamentu europejskiego, była – tak jak w wielu parlamentach narodowych – przysięga na lojalność wobec instytucji, w której się pracuje. Bezczelne kłamstwa Patryka Jakiego o bilansie członkostwa PL kwalifikują się do wygaszenia mandatu
– oto z kolei jedna z ostatnich deklaracji Radosława Sikorskiego.
Zdaniem byłego szefa MSZ o funkcjonowaniu UE wolno pisać wyłącznie dobrze. Jedna z fundamentalnych przypadłości tej instytucji, powodująca, że finansowane przez nią ośrodki zajmują się propagandą zamiast analizą, w efekcie czego nie wiemy, w jakim stanie się ona znajduje i jakie skutki przynoszą jej kolejne przedsięwzięcia, ma zostać oficjalnie usankcjonowana, a próba dochodzenia prawdy ma podlegać karze. Podejście takie charakterystyczne było dla komunizmu, a jego efekty są dobrze znane.
Analogia do ślubowania wierności narodowemu państwu i parlamentowi, jako jego demokratycznej reprezentacji, jest absurdalna. Czy słyszał ktoś o pozbawieniu posła mandatu nawet za najbardziej zjadliwą i niesprawiedliwą krytykę stanu państwa? Gdyby tak się działo, Sikorski dawno już nie powinien zasiadać w Sejmie. W tym kontekście mniej ważny jest nonsens zestawiania PE z narodowymi przedstawicielstwami.
Sikorski jest wcieleniem kompromitacji. Usunięty z ministerialnego stanowiska w rządzie PiS przeskoczył do jego konkurentów i z wyjątkową pasją atakować zaczął swoich dawnych kolegów. To on wzywał do „dorzynania watahy”. Wcześniej odwołujący się do narodowych i patriotycznych tradycji, wżeniony w zachodnie salony, tym gwałtowniej zaprzeczać zaczął dawnym ideałom. Obok Donalda Tuska był głównym rzecznikiem „płynięcia w głównym nurcie”, czyli podporządkowania polityki polskiej interesom europejskich potęg. Przypieczętował to hołdem berlińskim, czyli wezwaniem skierowanym do Niemiec w ich stolicy, aby jeszcze bardziej stanowczo wzięli odpowiedzialność za Europę, czyli rządzili nią bez oglądania się na pozory. Oświadczenie takie ze strony szefa MSZ oznacza faktycznie zrzeczenie się naszej niepodległości, a niekonsultowane z nikim (w każdym razie oficjalnie) powinno skutkować natychmiastowym odwołaniem go i postawieniem przed Trybunał Stanu. Ale Sikorskiemu włos z głowy za to nie spadł i dopiero ujawnienie jego nagrań w aferze podsłuchowej doprowadziło do usunięcia go z rządu, nb. na stanowisko marszałka Sejmu.
No, ale przecież Sikorski odwołuje się do prawdy? – mógłby ktoś zapytać. Cenzura zawsze odwołuje się do prawdy i dobra, podobnie jak Tusk, który piętnując członków PO za spotkanie z politycznymi konkurentami na urodzinowym przyjęciu, odwołuje się do miłości.
Artykuł z 40/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
