Premier Tusk ma wszelkie objawy emocjonalnego infantylizmuPremier Tusk ma wszelkie objawy emocjonalnego infantylizmu, więc udaje bezbronne dziecko, wobec którego świat jest niesprawiedliwy
U osoby infantylnej sensem życia i działania jest zabawa czy też sprawianie sobie przyjemności, więc Donald Tusk dobrze się bawi nawet wtedy, gdy upokarza kobiety, które z płaczem wychodzą z posiedzeń Rady Ministrów.
Nie ma lepszego terminu niż infantylizm, choć łacińskie „infans" oznacza niemowlę lub małe dziecko, a żadne dziecko absolutnie nie zasługuje na to, by pojawiać się w kontekście wygłupów Donalda Tuska. Takich jak spacer wzdłuż ogrodzenia Belwederu i mamrotanie: „I po co było tak rumakować?". Mamrotanie adresowane było do prezydenta Karola Nawrockiego, którzy w Belwederze nie urzęduje, ale Tusk ma tam blisko z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a jest znany z wyjątkowego lenistwa (także umysłowego), więc nie chciało mu się ganiać na Krakowskie Przedmieście. Ganiać, żeby w wyjątkowo infantylny sposób zareagować na podpisanie przez prezydenta ustawy dotyczącej „nadmiarowych zysków koncernów paliwowych". Z tego zresztą Donald Tusk przedwcześnie się cieszy, bo teraz nie będzie miał na kogo zwalić winy, gdy ceny benzyny będą jednak rosły, a będą.
Infantylizm jest faktem, ale dzieci tak infantylne jak obecny premier nie są. Łaciński przymiotnik „infans" („niemowelę") składa się z przeczenia „in-„ („nie") oraz imiesłowu „fans" („mówiący"; od czasownika „fari" – „mówić"). Dosłownie oznacza więc „niemy" lub „niepotrafiący mówić". W wypadku Donalda Tuska chodzi o infantylizm emocjonalny często utożsamiany z głęboką niedojrzałością emocjonalną. U dzieci naturalne jest stosowanie różnych mechanizmów obronnych, u dorosłego (a 69-letni Tusk jest dość dorosły) są one nieadekwatne do wieku i doświadczenia.
Infantylizm emocjonalny przejawia się na przykład w tym, że dotknięta nim osoba (a premier Tusk jest dotknięty permanentnie) zrzuca winę na innych, gdyż ma ogromną trudność z przyznaniem się do błędu. W wypadku niepowodzeń, a tych Tusk ma na koncie bez liku, winę zawsze ponosi prezydent Karol Nawrocki, Jarosław Kaczyński i Prawo i Sprawiedliwość, źli urzędnicy (w tym ministrowie rządu Tuska), a nawet pogoda lub jakiś zbieg okoliczności. W takich sytuacjach Donald Tusk stawia siebie w pozycji bezbronnego dziecka, wobec którego świat jest niesprawiedliwy. I często oczekuje, że ktoś inny rozwiąże jego problemy, a nawet powinien to zrobić – jak prezydent Nawrocki. Najczęściej wynika to z trudności w podejmowaniu samodzielnych, wiążących decyzji (jeszcze większy problem niż jego partyjny szef ma z tym prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski). Do tego dokłada się ciągłe oglądanie się na aprobatę innych, a Donalda Tuska nie zadowalają tu hektolitry wazeliny wylewanej tylko przez zakochanych w nim, bo chciałby, żeby jeszcze ktoś go lubił.
Infantylizm przejawia się też w niskiej tolerancji na frustrację. Odmowa, krytyka lub drobne niepowodzenie wywołują u niewspółmiernie silne reakcje: dąsanie się, tzw. ciche dni, płacz, a także napady wściekłości (odpowiednik dziecięcych histerii), co u Donalda Tuska jest wprawdzie reżyserowane, ale jednak nie potrafi nad tym zapanować. I wtedy jest impulsywny: podejmuje decyzje pod wpływem chwili, bez kalkulowania długoterminowych konsekwencji. A jeszcze zaobserwować można u obecnego premiera gwałtowne przejścia od euforii do głębokiego rozczarowania, złości lub furii (sam to tak często nazywa).
Infantylizm polega m.in. na tym, że świat ma się kręcić wokół Donalda Tuska. I temu służą różne jego „rolki", w których sam siebie umieszcza przynajmniej w centrum wydarzeń. Poza narcyzmem, wynika to z trudności w przyjęciu perspektywy drugiej osoby. Potrzeby osoby infantylnej muszą być zaspokojone natychmiast, a emocje innych są często bagatelizowane lub niezauważane. Jeśli osoba niedojrzała czuje się źle lub czuje złość, a u Donalda Tuska to już rutyna, uznaje to za niezaprzeczalny dowód na to, że to ktoś inny zrobił coś złego, a nie on.
Infantylizm przejawia się też w zależności emocjonalnej, a czasem życiowej. Osoba infantylna szuka w partnerach, a szczególnie przyjaciołach kogoś, kto może służyć jako figura rodzica, który zaopiekuje się nią zarówno pod względem organizacyjnym, jak i emocjonalnym. No i u osoby infantylnej pojawia się ciągła potrzeba zapewniania jej o pozytywnych emocjach, uważności, co jest połączone z brakiem odporności na choćby chwilową obojętność kogoś, kogo uważało się za przyjaciela lub bliską osobę. U Donalda Tuska ci porzucający go często stają się wrogami, jak Maciej Płażyński, Andrzej Olechowski, Zyta Gilowska, Paweł Piskorski, Jan Rokita czy Grzegorz Schetyna.
U osoby infantylnej sensem życia i działania jest zabawa czy też sprawianie sobie przyjemności. Donald Tusk często sprawia wrażenie, jakby się dobrze bawił, nawet wtedy, gdy upokarza kobiety, które z płaczem wychodzą z posiedzeń Rady Ministrów. Osoba infantylna wiele z tego, co robi zamienia w coś, co przypomina imprezy, zakupy, gry, rozrywkę. Zawsze kosztem obowiązków, które traktuje wyjątkowo lekko. A to dlatego, że obowiązki zawodowe czy domowe (w wypadku Donalda Tuska wiele można się o tym dowiedzieć z książki jego żony Małgorzaty „Między nami") są traktowane jako nudna, uciążliwa konieczność, od której próbuje się uciec. Słynne są słowa Donalda Tuska z sierpnia 2022 r. dla TVN24: „Demotywuje mnie świadomość, że będę musiał kandydować. To jest tak upiorna myśl, że ja będę tam z powrotem siedział... na tej Wiejskiej". A ponieważ znowu siedzi na Wiejskiej i w Alejach Ujazdowskich, robi wszystko, żeby to sobie zrekompensować. Zabawą i nieróbstwem.
