Polski atom wciąż czeka. Sasin: „Ten rząd nie chce budowy elektrowni”Polski atom wciąż czeka. Sasin: „Ten rząd nie chce budowy elektrowni”

Krzysztof Bosak mówił dziś o przeciągających się rozmowach z amerykańskim konsorcjum Westinghouse/Bechtel ws. budowy elektrowni jądrowej. Zdaniem wicemarszałka Sejmu część winy ponosi również poprzedni rząd, który wprawdzie wskazał dostawcę, ale "nie określił zasad finansowania, podziału obowiązków, ryzyk i kosztów całej inwestycji". "Pan marszałek się myli. Kłopot z tą umową wynika zupełnie z czego innego. Obecny rząd po prostu nie chce elektrowni atomowej w Polsce. Nie chcą jej również Niemcy. Wiem, bo rozmawiałem z nimi na ten temat" - mówi, były szef MAP, Jacek Sasin w rozmowie z wPolityce.pl.
wPolityce: Dlaczego nie wynegocjowaliście odpowiednio umowy z Amerykanami z Westinghouse i teraz rząd Tuska musi się męczyć? Tak przynajmniej wynika z informacji wicemarszałka Krzysztofa Bosaka.
Jacek Sasin, poseł PiS, były minister aktywów państwowych: Nie prowadziłem tych negocjacji bezpośrednio, ale wiem co nieco na ten temat. Nie podzielam tego poglądu pana marszałka. Zasady finansowania były określane od samego początku. Tak było w tym przypadku, jak i w przypadku projektu komercyjnego budowy elektrowni jądrowej z Koreańczykami, który bezpośrednio nadzorowałem. Inwestycja z Amerykanami była prowadzona w ramach odpowiedzialności budżetowej państwa, gdzie były również obliczone koszty budowy dodatkowej infrastruktury związanej z tym przedsięwzięciem.
A może Amerykanie zapomnieli o tych ustaleniach. Co zdecydowało właśnie o ich wyborze?
To był pewien wybór strategiczny. Trzeba było stworzyć praktycznie od zera polską energetykę jądrową. W takiej sytuacji trzeba się kierować nie tylko prostym rachunkiem ekonomicznym, ale również względami bezpieczeństwa. Dlatego odrzuciliśmy w pierwszej kolejności na przykład możliwość współpracy z Rosją, czy z Chinami. W grę wchodziły podmioty państw sojuszniczych, zatem padło na Stany Zjednoczone, jako na naszego strategicznego sojusznika, również w ramach filaru bezpieczeństwa energetycznego.
W grę wchodzili jeszcze Francuzi.
To prawda. Zależało nam na szybkiej realizacji inwestycji z tego względu, że byliśmy z jednej strony dociskani polityką klimatyczną Unii Europejskiej. Z drugiej strony nie posiadaliśmy żadnej alternatywy dla energetyki węglowej. Terminy goniły, zatem nie mogliśmy abstrahować od dotychczasowych doświadczeń zgłaszających się firm. W przypadku podmiotu francuskiego mieliśmy do czynienia z przykładami wieloletnich opóźnień w realizacji tych inwestycji, których ten podmiot się podejmował.
Jakkolwiek na to nie spojrzeć, minął czas PiS, mijają kolejne lat obecnego rządu, a do powstania elektrowni jeszcze bardzo, bardzo daleko. Nawet główna umowa wciąż, z tego, co mówi Bosak, nie została podpisana.
Fakt, że dzisiaj jeszcze nic nie ma jest efektem tego, że obecny rząd od prawie trzech lat nie był w stanie wynegocjować z wybranym przez nas oferentem spraw szczegółowych. Obarczanie tym poprzedniego rządu jest całkowicie nieuprawnione. Prawie trzy lata to jest naprawdę odpowiednio dużo czasu, żeby taką umowę podpisać. Zresztą brak podpisu wcale mnie nie dziwi.
Dlaczego?
Dlatego, że ten rząd tak naprawdę na poważnie nie chce budowy energetyki jądrowej. To jest clue sprawy, który tu trzeba postawić i to pan marszałek Bosak, moim zdaniem, ucieka od zasadniczego problemu w tej sprawie. Powtórzę zasadniczym problemem nie jest to, że czegoś nie wynegocjowano, że coś może trzeba jeszcze dodatkowo doprecyzować w tych negocjacjach. Zasadniczym problemem jest to, że ten rząd pozoruje tylko chęć budowy tych elektrowni.
Trzy dni temu Minister Miłosz Motyka chwalił się, że za monent rozpoczną się pierwsze prace budowlane związane z inwestycją.
Tak, oni co chwila się chwalą, że już coś zaczęli, tylko że efektów wciąż nie widać. Prawda jest taka, że dzisiaj harmonogram już nie jest możliwy do utrzymania, ten harmonogram, który przyjął nasz rząd. Ale tu nie chodzi nawet o opóźnienie, tylko, że im w ogóle nie zależy na polskiej energetyce jądrowej. W ten sposób pogrzebali drugi wspomniany wcześniej projekt, realizowany z Koreą.
List intencyjny podpisał pan jesienią 2022 r. Ale teraz Koreańczycy wycofali się z tego przedsięwzięcia.
No tak, ale nie dlatego, że chcieli się wycofać. Miałem okazję rozmawiać z ambasadorem Korei na ten temat. Pytałem go, jak wygląda kontakt z nowym polskim rządem i stan realizacji naszych uzgodnień. Dowiedziałem się, że przez praktycznie okres roku nie było możliwe umówienie się z kimkolwiek decyzyjnym, aby uzyskać jakąkolwiek wiążącą informację w tej sprawie. To pokazuje po prostu, że nie ma woli budowy energetyki jądrowej w Polsce.
Pozostaje projekt rządowy z Amerykanami. Dlaczego twierdzi pan, że i ta inwestycja może ostatecznie nie dojść do skutku w przewidywalnej przyszłości?
Wynika to z tego, iż rząd niemiecki nie jest zainteresowany tym, żeby Polska budowała elektrownie jądrowe. Powiem więcej, jest temu przeciwny.
Skąd ma pan takie informacje?
Osobiście usłyszałem to z ust wicekanclerza i ministra klimatu Republiki Federalnej Niemiec, pana Roberta Habecka. Co prawda on był wicekanclerzem w rządzie poprzedniego kanclerza - Olafa Scholza, ale polityka niemiecka w tym zakresie akurat się nie zmieniła. Zresztą media niemieckie chwalą i chwaliły Donalda Tuska, że skutecznie wstrzymuje polski projekt jądrowy. Żalono się, że co prawda nie zrobił tego, co po nim oczekiwano, czyli całkowicie tego projektu nie zakończył, ale usprawiedliwiano go, że nie może tego zrobić ze względu na społeczny opór. Ponadto myślę, że jednym z powodów opóźniania jest też to, iż ten rząd po prostu nie jest w stanie wygenerować pieniędzy na budowę tej elektrowni. Dlatego odwleka jej budowę, żeby nie stanąć przed problemem braku finansowania.
Kolejnym kłopotem w obecnych negocjacjach z Amerykanami jest ponoć miejsce rozstrzygania ewentualnych spornych spraw.
To są również problemy, które stworzył w Polsce rząd Tuska. Szczerze mówiąc nie dziwię się brakowi zaufania do obecnych polskich sądów. Nie dziwi mnie to w sytuacji, kiedy rządzący posuwają się do nieuznawania wyroków, które wydają sędziowie prawidłowo powołani, zgodnie z konstytucją przez prezydenta, ale którzy z jakiegoś powodu się nie podobają tej władzy. Żaden szanujący się przedstawiciel biznesu nie będzie chciał się poddać jurysdykcji sądów, które w ten sposób działają. Ale znów powtarzam, to jest problem, który został wygenerowany przez rządzących dzisiaj. W ogóle ta niestabilność sądownictwa jest wskazywana przez ekspertów jako jeden z podstawowych hamulców lokowania dzisiaj w Polsce zagranicznych inwestycji. Pozostałe to bardzo droga energia i problemy na rynku pracy.
Według tych samych źródeł informacji negocjacje z amerykańskim konsorcjum ma hamować również brak uzgodnionej kwestii udziału rodzimych przedsiębiorstw w pracach budowlanych.
To co polski rząd w tej chwili powinien zrobić, to wskazać skutecznie te podmioty, które mogą uczestniczyć w tym projekcie. Dla nas było oczywiste, że polskie firmy mają uczestniczyć w inwestycjach. Kiedy negocjowałem z Koreańczykami kwestie tej elektrowni w Pątnowie, ta sprawa była stawiana i zresztą ze strony koreańskiej nie było żadnego sprzeciwu.
A jak to jest w przypadku inwestycji tworzonej z Amerykanami?
Miałem też możliwość odbycia rozmowy z panią sekretarz energii Jennifer Granholm na temat tej inwestycji i wiem, że ze strony amerykańskiej było to również oczywiste. Natomiast mam wrażenie, że dzisiaj po prostu polski rząd nie jest w stanie skutecznie zapewnić tego udziału polskich firm.
