Państwowe szpitale toną w długach. „Rząd powie, że próbował”Państwowe szpitale toną w długach. „Ta reforma nie zostanie wdrożona"

_MIL9499.webp
Zadłużone szpitale nie są w stanie wykonywać badań (zdj. ilustracyjne) (Fratria)
FacebookTwitter

Milionowe zarobki części lekarzy zdominowały debatę o ochronie zdrowia. Tymczasem dyrektorzy szpitali przekonują, że prawdziwe źródła kryzysu leżą gdzie indziej – w źle skonstruowanych przepisach, kosztownych obowiązkach narzucanych przez NFZ i systemie finansowania, który coraz bardziej pogrąża publiczne placówki. Efekt? Rosnące zadłużenie, komornicy na kontach i placówki funkcjonujące mimo chronicznego braku pieniędzy. Problem opisała "Rzeczpospolita".

Milionerzy w kitlach to nie wszystko

Po ujawnieniu wysokich wynagrodzeń części lekarzy rząd zapowiedział ograniczenie stawek do 240 zł brutto za godzinę. Dyrektorzy szpitali przekonują jednak, że proponowane zmiany nie rozwiążą najważniejszych problemów systemu.

Jeden z nich, kierujący zadłużoną placówką, przyznaje, że jego szpital od miesięcy nie reguluje należności wobec lekarzy kontraktowych ani części innych zobowiązań, a mimo zajętych przez komorników kont nadal przyjmuje pacjentów. Zadłużenie placówki sięga około 30 mln zł.

Najwięcej zarabiają u mnie anestezjolodzy – 210 zł za godzinę, lekarz w POZ, ale za kierowanie, koordynowanie i udzielanie świadczeń – 190 zł za godzinę, ratownik medyczny – 79 zł, a pielęgniarka na bloku operacyjnym 80 zł – wylicza dyrektor. Aż 90 proc. umów w szpitalu to jednak kontrakty, a nie etaty. I pyta: – No więc komu rząd ogranicza te 240 zł za godzinę? Mnie to sytuacji nie naprawi.

- czytamy w "Rz"

Gdzie naprawdę uciekają pieniądze?

Rozmówcy „Rzeczpospolitej” wskazują, że jednym z największych problemów publicznych szpitali jest rozbudowana administracja i organizacja pracy znacznie mniej efektywna niż w sektorze prywatnym.

Radiolog z ponad 30-letnim doświadczeniem podaje przykład zamówień sprzętu i materiałów. W prywatnej placówce wystarczy wiadomość e-mail, podczas gdy w szpitalu publicznym identyczna procedura przechodzi przez kilka szczebli administracji. Zwraca też uwagę, że część obowiązków wykonywanych w prywatnych placówkach przez jedną osobę w publicznych szpitalach rozdzielana jest między kilka etatów.

Lekarz podkreśla jednocześnie, że dopiero w ostatnich latach wynagrodzenia części specjalistów rzeczywiście zaczęły gwałtownie rosnąć, choć – jego zdaniem – jakość pracy w wielu przypadkach pozostaje wyższa właśnie w szpitalach publicznych, dysponujących pełnym zapleczem specjalistycznym.

Tworzą się kolejne paradoksy

Według rozmówców dziennika także system wynagradzania pielęgniarek rodzi liczne napięcia. Obowiązujące przepisy gwarantują wysokie minimalne wynagrodzenia zasadnicze, a część pielęgniarek osiąga miesięczne dochody rzędu 20–25 tys. zł w jednym miejscu pracy. Jednocześnie wiele z nich po zakończeniu etatu podejmuje dodatkowe zatrudnienie w innych placówkach.

Dyrektorzy zwracają jednak uwagę przede wszystkim na obowiązki narzucane przez NFZ. Przykładem jest poradnia medycyny pracy działająca jedynie przez kilka godzin dziennie, która mimo to musi utrzymywać pełną obsadę personelu przez cały dzień pracy.

Jeszcze większe kontrowersje budzą normy zatrudnienia na oddziałach. Jak wskazują rozmówcy „Rzeczpospolitej”, na oddziale ginekologicznym bez położnictwa przepisy wymagają zatrudnienia 0,75 pielęgniarki na każde łóżko. W ich ocenie prowadzi to do sytuacji, w których personel pozostaje na dyżurze mimo niewielkiego obłożenia oddziału.

Źródłem konfliktów mają być również przepisy dotyczące wynagrodzeń tzw. białego personelu. Obejmują one m.in. sekretarki i rejestratorki medyczne, które korzystają z ustawowych podwyżek, podczas gdy pracownicy administracji wykonujący specjalistyczne zadania często zarabiają mniej, mimo wyższych kwalifikacji.

Kontrakty i podatki

Większość lekarzy pracuje dziś na kontraktach cywilnoprawnych. Sami finansują składki i obowiązkowe ubezpieczenia, ale jednocześnie korzystają z preferencyjnych rozwiązań podatkowych, w tym 14-procentowego ryczałtu od przychodów, wprowadzonego w ramach zmian podatkowych z okresu Polskiego Ładu. Zdaniem jednego z rozmówców właśnie dlatego wielu lekarzy nie wraca do zatrudnienia etatowego.

Jednocześnie dyrektorzy przyznają, że najlepsi specjaliści często pracują równocześnie w kilku placówkach. Ich zdaniem wynika to przede wszystkim z niedoboru lekarzy, który sprawia, że szpitale mają niewielkie możliwości egzekwowania większej dyspozycyjności. Jeden z lekarzy zaznacza jednak, że równoczesne pełnienie kilku dyżurów byłoby zwykłym oszustwem.

NFZ premiuje jedne specjalizacje, inne skazuje na straty

Rozmówcy „Rzeczpospolitej” zwracają uwagę, że jednym z największych mankamentów systemu są nierówne wyceny świadczeń przez NFZ. Część procedur – przede wszystkim z zakresu kardiologii, onkologii czy ortopedii – przynosi placówkom wysokie przychody. Inne, takie jak pediatria czy geriatria, od lat pozostają niedoszacowane, co przekłada się zarówno na sytuację finansową szpitali, jak i różnice w zarobkach lekarzy wykonujących podobną liczbę godzin pracy.

Autorzy materiału przypominają, że szczególnie korzystnie wyceniana była przez lata kardiologia inwazyjna. Cytowana w tekście ekspertka ochrony zdrowia prof. Urszula Demkow wskazuje, że w ciągu dekady wydatki NFZ na całą kardiologię wzrosły trzykrotnie, natomiast na kardiologię inwazyjną aż sześciokrotnie. Jej zdaniem stworzyło to mechanizm, który sam napędzał dalszy rozwój najbardziej opłacalnych procedur.

Radiolog przyznaje, że po zniesieniu limitów na część badań diagnostycznych liczba wykonywanych rezonansów i tomografii gwałtownie wzrosła. Z czasem NFZ ograniczył jednak finansowanie świadczeń wykonywanych ponad ustalone limity, co – zdaniem lekarzy – ponownie może wydłużyć kolejki i skłonić pacjentów do korzystania z prywatnych usług.

Onkologia bez limitów, ale z polem do nadużyć

Szczególną pozycję w systemie nadal zajmuje onkologia, w której limity świadczeń nie obowiązują. Według rozmówców dziennika rozwiązanie to, choć miało poprawić dostęp do leczenia, stworzyło również przestrzeń do nieprawidłowości. Jeden z nich twierdzi, że odpowiednio sformułowane podejrzenie choroby nowotworowej pozwala pacjentowi szybciej przejść pełną diagnostykę.

Jak opisuje „Rzeczpospolita”, dobrze wyceniane świadczenia coraz częściej realizują prywatne podmioty współpracujące z publicznymi szpitalami. Przykładem ma być renomowany szpital uniwersytecki, który zleca wykonywanie świadczeń onkologicznych prywatnej spółce osiągającej wielomilionowe zyski.

Rosną długi, a szpitale nadal muszą leczyć

Dyrektorzy placówek podkreślają, że ich największym problemem pozostaje chroniczny brak pieniędzy. NFZ nie pokrywa w pełni kosztów nadwykonań, podczas gdy szpitale muszą regulować wynagrodzenia, rachunki za energię, zakup leków i serwis sprzętu. Ich zdaniem to właśnie zbyt niskie kontrakty odpowiadają za kolejki, a nie wysokość wynagrodzeń lekarzy.

Coraz częściej dochodzi do sytuacji, w których placówki nie są w stanie terminowo wypłacać wynagrodzeń lekarzom pracującym na kontraktach. Zdarza się, że medycy składają wypowiedzenia, a szpitale odpowiadają pismami o naruszeniu zapisów umów. Ostatecznie sprawy trafiają do sądów.

Dyrektorzy przyznają, że komornicy zajmują środki przeznaczone na spłatę zobowiązań wobec dostawców leków, energii czy sprzętu medycznego, a zaległości wobec pojedynczych lekarzy sięgają nawet kilkuset tysięcy złotych.

Zadłużenie przekroczyło 37 mld zł

Według danych przytoczonych przez „Rzeczpospolitą”, pod koniec marca łączne zadłużenie polskich szpitali przekroczyło 37 mld zł, a przeterminowane zobowiązania wzrosły do ponad 5 mld zł. Dodatkowym obciążeniem są ustawowe rekompensaty za opóźnienia w płatnościach, naliczane od każdej niezapłaconej faktury. Dyrektorzy oceniają, że przy obecnych przepisach wyjście z zadłużenia staje się praktycznie niemożliwe.

Zaległości wobec ZUS obciążają cały system

Problem dotyczy także składek na ubezpieczenia społeczne. Jak wynika z informacji przekazanych dziennikowi przez ZUS, zadłużenie szpitali, poradni i uzdrowisk wobec Zakładu przekroczyło 1,15 mld zł i obejmuje ponad 500 podmiotów.

Mimo nieopłacania składek pracownicy zachowują pełne uprawnienia emerytalne i rentowe, ponieważ należności są ewidencjonowane na ich kontach niezależnie od tego, czy pracodawca przekazał pieniądze do ZUS. W praktyce ciężar finansowania tych świadczeń ponoszą wszyscy pozostali płatnicy składek.

Reforma? Jaka reforma

Ministerstwo Zdrowia zapowiada m.in. rozszerzenie Centralnej e-Rejestracji, obowiązek raportowania rzeczywistych grafików pracy lekarzy oraz wprowadzenie limitów wydatków szpitali na wynagrodzenia personelu. Dzięki analizie numerów PESEL resort ma uzyskać pełniejszy obraz zatrudnienia i zarobków lekarzy pracujących w różnych placówkach.

Rozmówcy „Rzeczpospolitej” pozostają jednak sceptyczni. Ich zdaniem projekt koncentruje się na skutkach nagłośnionych afer płacowych, a to tylko część problemu. 

Ta reforma nie zostanie wdrożona, efektów zakładanych nie przyniesie, nie ma na świecie systemu idealnego. Obecny rząd powie jednak, że próbował 

– komentuje jeden z rozmówców "Rzeczpospolitej". 

 

Sc/rp.pl

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.