O co toczy się gra. Rosja dąży do uzależnienia innych krajówO co toczy się gra. Lech Kaczyński zdawał sobie sprawę, że Rosja dąży do uzależnienia innych krajów poprzez dostawy surowców energetycznych

Dzięki zawarciu porozumienia między Polską, USA i Ukrainą na rzecz wzmocnienia regionalnego bezpieczeństwa dostaw gazu w latach 2018–2019 import tego surowca z Polski do Ukrainy wzrósł o 100 proc.
Trwający od wielu tygodni atak na polską granicę z wykorzystaniem imigrantów oraz, jak twierdzą analitycy, sztucznie windowane ceny surowców, w tym w szczególności gazu, to dwutorowe działania, które warto analizować przez pryzmat polskiej polityki energetycznej, którą prezydent Lech Kaczyński postrzegał jako jeden z priorytetów swojej misji.
Spojrzenie na efekty zainicjowanej przez prezydenta polityki pozwala zrozumieć stawkę, o którą toczy się gra wokół polskiej granicy, państw bałtyckich oraz Ukrainy.
Lech Kaczyński zdawał sobie sprawę, że Rosja dąży do uzależnienia innych krajów poprzez dostawy surowców energetycznych. Działania prezydenta na arenie międzynarodowej zmierzały do wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. Podejmował inicjatywy mające na celu doprowadzenie do budowy rurociągu Odessa–Brody–Gdańsk. Dążył do ścisłej współpracy Polski z Azerbejdżanem, Gruzją, Ukrainą i krajami bałtyckimi. W latach 2007–2009 odbyły się cztery szczyty energetyczne, w których wziął udział polski prezydent. W 2007 r. z inicjatywy Lecha Kaczyńskiego takie spotkanie odbyło się Krakowie. Przyjęto deklarację o stworzeniu międzyrządowej grupy roboczej ds. energetyki, omawiano powołanie spółki w celu wdrożenia planu przedłużenia ropociągu Odessa–Brody aż do Gdańska oraz budowę elektrowni atomowej na potrzeby krajów regionu. Ostatni szczyt odbył się w listopadzie 2009 r. Dzięki politycznemu zaangażowaniu prezydenta PKN Orlen stał się właścicielem litewskiej rafinerii w Możejkach o strategicznym znaczeniu zarówno dla Polski, jak i dla Litwy.
Przedstawiona przez Lecha Kaczyńskiego inicjatywa budowy gazoportu w Świnoujściu została podjęta przez rząd PiS jako strategiczna dla interesów naszego kraju. Dostawy miały się rozpocząć się w czerwcu 2011 r. Za rządów PO-PSL budowa gazoportu spowolniła. O tym, jak słuszne były inicjatywy prezydenta, świadczą dane z 2008 r., z których wynikało, że w Polsce aż 92 proc. dostaw gazu pochodziło z Rosji. W listopadzie 2009 r. wicepremier Waldemar Pawlak przedstawił w Sejmie informację na temat przebiegu negocjacji w sprawie dostaw do Polski rosyjskiego gazu. 13 listopada 2009 r. prezydent Kaczyński skierował do premiera Donalda Tuska list w sprawie terminu obowiązywania kontraktu jamalskiego, wolumenu oraz cen gazu, a także statusu prawnego spółki EuRoPol Gaz. Prezydent chciał uzyskać informacje na temat polskiego stanowiska negocjacyjnego, planów rządu w zakresie dywersyfikacji dostaw gazu do Polski i wyraził opinię, że przedłużenie obowiązywania kontraktu jamalskiego dodatkowo opóźni rozpoczęcie importu gazu via mający powstać z inicjatywy rządu PiS gazoport w Świnoujściu. List prezydenta pozostał bez odpowiedzi. W listopadzie 2010 r. wicepremier Pawlak podpisał porozumienie, na mocy którego kontrakt jamalski został przedłużony do 2022 r. Ceny w nim określone były znacznie wyższe niż te, które obowiązywały państwa z Europy Zachodniej. Ponadto ekipa PO zobowiązała Polskę do obligatoryjnego odbioru surowca w ilości, która wobec planów otwarcia gazoportu w Świnoujściu przekraczała nasze możliwości absorpcyjne.
W 2016 r. dzięki zaangażowaniu rządu Zjednoczonej Prawicy otwarto gazoport w Świnoujściu. Polska i USA zawarły 24-letni kontrakt na dostawy gazu skroplonego do naszego kraju, który docelowo ma zaspokajać 10 proc. naszego zużycia gazu i być tańszy o 20–30 proc. od rosyjskiego. Na 2022 r. planowane jest uruchomienie gazociągu Baltic Pipe z Norwegii do Polski.
Dzięki zawarciu porozumienia między Polską, USA i Ukrainą na rzecz wzmocnienia regionalnego bezpieczeństwa dostaw gazu w latach 2018–2019 import tego surowca z Polski do Ukrainy wzrósł o 100 proc. Ukraina jest zainteresowana dostawami gazu z Norwegii, co stanie się realne po uruchomieniu Baltic Pipe. Z racji położenia geograficznego oraz dzięki odpowiednio prowadzonej polityce Polska może się stać gwarantem bezpieczeństwa energetycznego dla Ukrainy, także dla państw bałtyckich. Dywersyfikacja dostaw surowców energetycznych w Europie Środkowej byłaby zaś zbieżna z niejednokrotnie wyrażanymi opiniami, że bezpieczeństwo dostaw energii pierwotnej do UE może być zagrożone, jeżeli znaczna część importu będzie pochodzić od stosunkowo niewielkiej liczby dostawców.
Artykuł z 48/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
