Nie można serio traktować kandydata na komisarza UE
Nie można serio traktować kandydata na komisarza UE, jeśli brał udział w żałosnych wygłupach, a jego szef to pierwszy cyrkowiec polskiej polityki

Choć powinno być niemożliwe, żeby Piotr Serafin uczestniczył w ustawkach dla kretynów od kretynów, niestety okazało się to prawdziwe.
Choć powinno być niemożliwe, żeby Piotr Serafin uczestniczył w ustawkach dla kretynów od kretynów, niestety okazało się to prawdziwe.
Napięcie miało rosnąć z dnia na dzień, a potem z godziny na godzinę. Podobno trwał konkurs na polskiego kandydata na unijnego komisarza. Z elementami suspensu, a może nawet thrillera. „Gazeta Wyborcza” sama się podniecała, czy Donald Tusk wybierze byłego eurodeputowanego Krzysztofa Liska czy szefa swojego gabinetu, gdy był przewodniczącym Rady Europejskiej, Piotra Serafina. Żeby podnieść napięcie, wskazano jeszcze marszałka Sejmu Szymona Hołownię i prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Był jeszcze Radosław Sikorski, który jednakowoż sam się zdystansował. Tyle tylko, że to wszystko było zwykłym cyrkiem (nie obrażając prawdziwych artystów cyrkowych, ale nie o nich tu chodzi), gdyż premier Tusk od początku miał tylko jednego kandydata – Piotra Serafina.
