TYKO U NAS

Minister groził urzędniczce?! W tle środki dla żony KrajewskiegoMinister groził urzędniczce?! W tle publiczne pieniądze dla żony Krajewskiego

MIL6223.webp
Stefan Krajewski, minister rolnictwa (Fratria)
FacebookTwitter

Piotr Modzelewski, radny w Łomży wezwał do dymisji ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego. Radny z Konfederacji opublikował w tej sprawie nagranie w mediach społecznościowych. - Pan minister wziął hasło "Rodzina na swoim" zbyt dosłownie - mówił samorządowiec. Post radnego na Instagramie zalajkowała starosta powiatu zambrowskiego, a to bardzo nie spodobało się ministrowi. Członek rządu osobiście miał zatelefonować do pani starosty i, jak stwierdziła w rozmowie z wPolityce.pl, grozić jej oraz jej rodzinie. Minister twierdzi, że tylko ją poprosił.  

Tryb głośnomówiący

Co ciekawe minister rolnictwa dzwonił do starosty zambrowskiej, Edyty Marchelskiej-Groszfeld, podczas posiedzenia Zarządu Powiatu Zambrowskiego. Pani starosta uznała telefon od członka rządu w godzinach pracy za rozmowę służbową i włączyła tryb głośnomówiący, zatem świadkami wypowiedzi szefa resortu rolnictwa byli zgromadzeni na zebraniu samorządowcy. Po otrzymaniu informacji o takim zdarzeniu skontaktowaliśmy się z panią starosty.

Niestety opisana przez Pana rozmowa rzeczywiście miała miejsce. Z ubolewaniem wracam do tej sytuacji, ponieważ uważam, że nie powinna mieć miejsca. Osoby pełniące funkcje publiczne, niezależnie od różnic politycznych, powinny potrafić ze sobą rozmawiać i współpracować przede wszystkim w interesie mieszkańców

- stwierdziła w rozmowie z wPolityce.pl

"Próba wywarcia presji"

Spytaliśmy, czy rzeczywiście ministrowi Krajewskiemu chodziło dodanego przez nią lajka. 

Tak, rozmowa była bezpośrednio związana z polubieniem przeze mnie wpisu w mediach społecznościowych, który był nieprzychylny ministrowi Stefanowi Krajewskiemu

- przyznała starosta Edyty Marchelska-Groszfeld.

Minister odnosił się do tego, jakie treści popieram w mediach społecznościowych, i sugerował, żebym dobrze zastanowiła się nad tym, co i kogo „lajkuję"

- zaznaczyła.

Ton tej rozmowy oraz użyte w niej sformułowania odebrałam jako próbę wywarcia na mnie presji

- dodała.

Starosta: Padły bardzo mocne słowa 

Na "dobrych radach" członka gabinetu rządowego miało się jednak nie skończyć. Panią starostę do refleksji nad polubieniem "niewłaściwej" publikacji miały też zmotywować groźby wobec niej i... jej rodziny.

Według osób opisujących nam całe zajście miały paść słowa o zniszczeniu jej kariery i pogróżki wobec jej bliskich. Starosta potwierdziła, że w wypowiedzi ministra pojawił się również ten wątek.

W trakcie rozmowy padły bardzo mocne słowa odnoszące się zarówno do mnie, jak i do mojej rodziny. Ich sens odpowiada temu, o co Pan pyta

- potwierdziła starosta.

Straszenie osoby pełniącej funkcję publiczną jest czymś, co oceniam bardzo negatywnie. Jeszcze dalej idącym przekroczeniem granicy jest wciąganie w taki spór rodziny, która nie powinna być elementem politycznych napięć ani narzędziem wywierania presji

- podkreśliła starosta Marchelska-Groszfeld.

Całą sytuację oceniam jako poważną. W relacjach między osobami pełniącymi funkcje publiczne nie ma miejsca na groźby, presję ani wciąganie w spór członków rodziny. Takie zachowania przekraczają granice dopuszczalnego sporu politycznego i nie powinny mieć miejsca w życiu publicznym

- zaznaczyła starosta powiatu zambrowskiego.

Wpis radnego z apelem o dymisję

Co zatem tak mogło zirytować ministra rolnictwa, że, zdaniem urzędniczki, za polubienie wpisu miał posunąć się do gróźb?

Piotr Modzelewski w pierwszym zdaniu swojego nagrania na Instagramie wezwał ministra do dymisji. A jego praktyki nazwał skandalem. Radnemu chodziło o fundusze wypłacane, jak zaznaczył, przez instytucje i podmioty rozliczanych lub nadzorowanych przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Według przedstawianych przez niego dokumentów, żona ministra Krajewskiego miała być beneficjentką podobnych funduszy w roku 2022 i 2025.

Zgodnie z protokołem przeznaczenia środków z "Europejskiego Funduszu na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie", podpisanych przez przewodniczącą Stowarzyszenia LGD "Brama na Podlasie", Edyta Krajewska cztery lata temu otrzymała 50 tysięcy złotych na "usługi doradczo-szkoleniowe".

Natomiast w zeszłym roku na "Rozwój usług na terenie LGD [Lokalna Grupa Działania] 'Brama na Podlasie'" dostała 199,900 zł.

Radny Modzelewski uznał, że takie praktyki są niedopuszczalne.

Stefan Krajewski, minister rolnictwa do natychmiastowej dymisji, bo ta ballada rodzinna widać nie ma końca i to wam gwarantuję, dlatego, że będą kolejne odcinki.

Jak widać Stefan Krajewski hasło "Rodzina na swoim" wziął dosłownie. Tym razem chodzi o 250 tys. złotych wypłacanych w ramach instytucji podległych, rozliczanych lub nadzorowanych przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

- stwierdził radny w nagraniu. 

Tu powinna być odpowiedzialność polityczna i prawna. Zero tolerancji na tego typu zachowania. To jest skandal i dymisja powinna być natychmiastowa

- dodał Piotr Modzelewski.

 

Stefan Krajewski: Każdy ma prawo aplikować 

Skontaktowaliśmy się z ministrem Krajewskim. 

Do doniesień pato-influencera nie będę się odnosił. Niech się pan radny sam wytłumaczy ze swoich pieniędzy

- zastrzegł na samym początku szef resortu rolnictwa. 

Patrząc w ten sposób wszystkie pieniądze możemy podciągnąć pod Ministerstwo Rolnictwa. A z tymi dotacjami nie miałem nic wspólnego, one były dysponowane przez marszałka województwa

- dodał.  

Minister nie czuje się również odpowiedzialny pod względem etycznym. Jak zwykle w takich przypadkach sam udział w podobnym konkursie rodziny jakiegokolwiek członka rządu może budzić wątpliwości. 

W żaden sposób. Po prostu ktoś, kto spełnia wymogi konkursu ma prawo składać i aplikować o środki czy to unijne, czy to z budżetu krajowego czy samorządowego 

- stwierdził. 

"Powinna uprzedzić, że inni słuchają"

Jak minister Krajewski ocenił swoją telefoniczną wypowiedź skierowaną do starosty Edyty Marchelskiej-Groszfeld?   

W żaden sposób nikomu nie groziłem, nikogo nie straszyłem. No, zadzwoniłem do pani starosty, żeby grę polityczną i walkę polityczną toczyła przeciwko mnie, bo jestem osobą publiczną, ale proszę, żeby nie ruszała mojej żony, bo ona nie jest w żaden sposób osobą publiczną. 

- powiedział. 

Polityk PSL dowiedział się w rozmowie z naszą redakcją, że jego wypowiedź skierowaną do starosty słyszały też inne osoby zebrane na posiedzeniu zarządu powiatu. Minister odwołał się wówczas do zasad fair play, uznając, w przeciwieństwie do pani starosty, że była to rozmowa prywatna.   

No, nie jest to chyba fair puszczanie prywatnych rozmów na tryb głośno mówiący. Powinna mnie uprzedzić, że jest podczas zarządu powiatu, że są radni. Bo gdybym dzwonił do niej w sprawie służbowej, to byłoby inaczej. 

- stwierdził i jednocześnie zaznaczył, że "nie wstydzi i nie wypiera żadnego wypowiedzianego wówczas słowa". 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.