Meloni "fanką" Najmana? Ależ neo-TVP znalazła sobie "eksperta"!Meloni "fanką" Najmana? Ależ neo-TVP znalazła sobie "eksperta"!

Nie ma dnia, aby TVP w likwidacji nie zaskoczyła Polaków. W „satyrycznym” programie siłowo przejętej stacji Katarzyna Kasia i Dominika Sitnicka wysłuchały przejmującego „wykładu” Marcina Najmana o patriotyzmie, polityce i walce za kraj. Bokser i freakfighter określający się jako „cesarz”, wyjaśniając, czym jest prawica, stwierdził, że premier Włoch jest jego „fanką”.
Miłość prezydenta Karola Nawrockiego do boksu i treningów siłowych dla nowych gwiazd TVP w likwidacji, takich jak Katarzyna Kasia, jest raczej powodem do kpin czy utożsamiania z „maczyzmem” i „toksyczną męskością”. Sam fakt, że Nawrocki trenował boks, każe temu środowisku sprowadzać prezydenta do "tępego mięśniaka". Co innego zapewne włodarz Poznania Jacek Jaśkowiak czy znany z sympatii do Koalicji Obywatelskiej i Rafała Trzaskowskiego aktor Michał Żebrowski - oni boksować mogą i nie czyni ich to "tępymi mięśniakami", choćby nawet mieli nie jeden, ale trzy doktoraty. W ich przypadku, jeśli powiedzą coś, z czym się nie zgadzamy, nie da się powiedzieć, że "pewnie za wiele razy dostali po głowie". A jeśli zaprosi się najbardziej memicznego boksera w Polsce, który chętnie wypowiada się na temat polityki zarówno polskiej, jak i zagranicznej i który raczej nie zgadza się w wielu kwestiach z prawicową opozycją można już wpatrywać się w niego z zachwytem i słuchać każdego słowa, jak robiły to Katarzyna Kasia i Dominika Sitnicka.
Kwiatki (polskie) dla "Cesarza"
Marcin Najman, bokser, freakfighter, w dużej mierze także postać bardzo memiczna, twórca takich koncepcji polityki wschodniej, jak „Pierożyn próbuje zabić Putina, a Putin próbuje zabić Pierożyna” (chodziło oczywiście o Prigożyna) i człowiek, który fakt uczynienia ze starego gangstera ułaskawionego swego czasu przez Lecha Wałęsę gwiazdy gali MMA tłumaczył tym, że „Jezus przebaczył dwóm łotrom”, wystąpił w „Kwiatkach Polskich” TVP w likwidacji. Choć rozmowa sprowadzała się w dużej mierze do jego wykształcenia muzycznego, nie zabrakło refleksji na temat polityki, tak polskiej, jak i zagranicznej.
Najman został kiedyś określony przez internautów „cesarzem”, więc prowadzące zapytały go, czy woli urząd prezydenta, czy właśnie godność cesarską.
Cesarz. Cesarz. Absolutnie cesarz. Z prezydentami to jest tak, że są wybitni, jak Ronald Regan. Zresztą tak samo, jak i premierzy. Na przykład moją fanką jest Georgia Meloni
- oświadczył w pewnym momencie Najman. Zapewne chodziło o „idolkę”, ale podobnych przejęzyczeń będzie tu więcej.
To jest prawdziwa prawica, bo ja tłumaczę tym naszym tutaj. Bo oni już zawędrowali w takie obszary, których już absolutnie nie można nazwać prawicą. Giorgia Meloni to jest ta wskazówka, gdzie jest prawica, co prawica powinna powinna robić, jak się zachowywać
- zaznaczył.
Najman na poważnie
Z całą pewnością ciekawsze byłoby pytanie o przykłady wybitnych działań Ronalda Reagana czy Giorgii Meloni. Jednak zamiast tego Najman dodał, że „prezydentem się bywa, a cesarzem się jest”, dlatego pozostanie przy cesarzu, a prowadzące dopytywały, kim czuje się „najbardziej”. A później to już zrobiło się naprawdę poważnie, ponieważ "Cesarz" jako "fan" ma obowiązki fanowskie, nawet, jeśli chodziło bardziej o "idola".
Ja się czuję cesarzem polskich freak fightów. W pierwszej chwili wydaje się to takie dosyć nawet zabawne. Muszę paniom powiedzieć, że stałem się fanem…
- tłumaczył gość.
Prowadzące delikatnie poprawiły, zwracając uwagę, że może jednak bardziej "idolem".
Może bardziej idolem rzeszy młodych ludzi, moich fanów, na każdej gali tej freakfightowej czy jakiejkolwiek innej, bo mam dużo zaproszeń na różne imprezy. Rzesza tych młodych ludzi jest olbrzymia i ja mówiąc, że jestem cesarzem polskich freakfightów, to oczywiście sobie zawsze trochę żartuję. Ale jak widzę odpowiedzialność, jaką muszę wziąć za tych młodych ludzi, którzy są w stałym kontakcie w mediach społecznościowych ze mną, no to już przestaje być takie z uśmiechem i tutaj trzeba wziąć naprawdę odpowiedzialność za nich
- wskazał Marcin Najman.
Jest czas na żarty, to sobie żartujemy, ale gdy jest temat poważnych dyskusji i poważnych rozmów, to staram się absolutnie poważnie ich edukować. I może ja też nie jestem jakimś wybitnym naukowcem. Ja studia skończyłem, choć pracy magisterskiej nie napisałem. Mam takie prezydenckie wykształcenie, chciałbym powiedzieć
- podkreślił bokser, nawiązując do wykształcenia byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
Najman ukończył studia w zakresie pedagogiki muzycznej, a Katarzyna Kasia z właściwą sobie „delikatnością” przeszła do meritum.
Ale niech pan powie, czy panu się ta pedagogika przydaje na przykład teraz, kiedy pan tłumaczy różnice między patriotyzmem i wyrażaniem swojego patriotyzmu, a napadaniem na ukraińską dziewczynkę w autobusie?
- zapytała.
Nie no, to nie ma nic wspólnego. Powiedzieć, że jestem zasmucony, to właściwie nic nie powiedzieć. No bo ja, widząc takie sytuacje, zaczynam jakby rozważać nad tym, ilu mamy w kraju, no powiem to wprost, takich tumanów, którzy nie rozróżniają właśnie tych pojęć
- odparł Najman.
Na szczęście wydaje mi się, że ci młodzi ludzie to wiedzą, czują to w skali całego kraju to cały czas jednak są jakieś wypadki. Aczkolwiek każdy taki wypadek trzeba wypalać gorącym żelazem. Ja już to mówiłem wielokrotnie. Natomiast wczoraj udzielałem wywiadu do pewnego medium ukraińskiego. Skontaktowali się ze mną dziennikarze z Ukrainy i powiedziałem jasno, że ja pamiętam czas, gdy bomby zaczęły spadać na Kijów, bo akurat wtedy miałem walkę. Przyjechałem do Warszawy i z dworca centralnego zabrałem trzy rodziny z malutkimi dziećmi. Takie dzieci, że jeszcze roczku nie miały. Takie na 11 miesięcy dziecko. Sam córkę mam, była już wtedy troszkę starsza, ale no nie dało rady, żebym przeszedł obok
- powiedział.
Zaznaczył, że w tamtym czasie wszystkie polskie rodziny otworzyły się na ukraińskich uchodźców, a sam sąsiaduje z siostrami zakonnymi, które również przyjęły pod swój dach ukraińską rodzinę.
Ta dziewczynka, która była w podobnym wieku do mojej córki, też zabierałem je razem na basen, jeździły na jakiś park trampolin. Chodzi mi o to, ci ludzie zostali przez nas bardzo serdecznie przyjęci. Ludzie normalnie brali pod swój dach obcych ludzi. Dlatego, że tam spadały bomby. I zobaczcie, na przestrzeni czterech lat, jak można zepsuć atmosferę między dwoma narodami, bo ja uważam, że to nie ludzie to zepsuli między sobą. Politycy. No politycy to zepsuli. Tak szaleńczo głupia decyzja prezydenta Zełeńskiego. Szaleńczo głupia, nazywanie w takim momencie... Znaczy ja też podejrzewam, że to my sobie tak tłumaczymy, dlaczego on tak zrobił, ale niestety jest też tak, że politycy to są, niestety, cyniczni ludzie. Oni grają na swoje interesy, na swoje poparcie i często zrobią rzeczy, których by nie zrobili, gdyby nie to, że potrzebują uzyskać większe poparcie
- dodał.
No, ale w efekcie tych działań polityków mamy autobusy, ulice
- przekonywała prowadząca.
I ta jego szaleńczo głupia decyzja była tylko paliwem dla tych naszych z kolei szaleńców, którzy wpisują się w taką retorykę, jakby Ukrainie nie należało pomagać, że za dużo już od nas wzięli.
- dodał bokser.
Następnie przeszedł do pomysłu przymusowych deportacji Ukraińców w wieku poborowym do ich kraju na front.
Chciałbym zobaczyć, co by się działo w odwrotnej sytuacji, kiedy ten Ukrainiec by powiedział do tego Polaka - akurat gdybyśmy nie daj Bóg byli w takiej samej sytuacji - „masz jechać tam na front". Ja wiem jedno: z niewolnika nie będzie pracownika i z żołnierza wcielonego przymusowo, który jest sparaliżowany strachem, który nie jest w stanie wykonać żadnego ruchu pod taką presją, bo my sobie tutaj tylko mówimy, ale tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono
- podkreślił Najman.
Pytanie, czy szukalibyśmy schronienia akurat w kraju, który nie należy ani do NATO, ani do UE i czy Ukraińcy przyjęliby nas tak samo hojnie. Ale tutaj gość TVP w likwidacji ma rację: tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono i zapewne dotyczy to również naszych sąsiadów walczących z rosyjskim okupantem.
Żadna z pań nie wie, jak by się zachowała na froncie. Nikt tego z nas nie wie. Ja mogę tylko przypuszczać. I stawianie takich odważnych, wręcz takich, prowokacyjnych stwierdzeń: „masz tam wypierniczać na front, masz walczyć za kraj”, a za kraj powinni walczyć ludzie, którzy wierzą w swój kraj, którzy chcą ten kraj uchronić. Jeżeli jakiś kraj nie ma ludzi, swoich obywateli chcących go uchronić, no to taki kraj przestanie istnieć. I przecież tak było w historii od zawsze. No jeżeli nie masz nie masz ludzi, którzy chcą ten kraj bronić, no to tego kraju nie będzie
- kontynuował bokser.
Wolność, niepodległość, nie jest dana nikomu raz na zawsze. Ukraina się wspaniale broni. Broni się również dzięki nam, dzięki wsparciu całej Europy. Na początku również wielkiemu wsparciu Stanów Zjednoczonych. No dzisiaj wiadomo, ten sprzęt kupujemy. Samo to, że Donald Trump pozwala te technologie kupować, to też można uznać, że to też jest dużo. Natomiast są tam ludzie gotowi walczyć o swój kraj, walczą o swój kraj. I jestem przekonany, że Ukraina przetrwa tę walkę, bo ja nie wiem jak on jak ostatecznie się to zakończy. Na pewno utraci jakieś ziemie. chociaż nigdy się oficjalnie z tym nie nie pogodzą. Będą to traktowali jako ziemie okupowane. Natomiast mnie też dziwi postawa Rosjan, bo oni się tam biją o kawałek lasu. O kawałek lasu z błotem. Cztery lata te wojska stoją w tym błocie. Absolutnie chodzi o dominację. Dlatego chcę powiedzieć, że z takiego logicznego punktu widzenia ta wojna nie ma żadnego sensu. Oni się biją o kawałek lasu
- dodał.
Rosyjskie barbarzyństwo to jedna sprawa, ale inna – że z gotowością Ukraińców do obrony swojego kraju też różnie już bywa. W minionym miesiącu na ulicach ukraińskich miast miały miejsce ogromne protesty nie tylko przeciwko polityce prezydenta Zełenskiego (dymisja Fedorowa), ale również m.in. przymusowemu poborowi. Nasilają się ataki na oficerów zajmujących się rekrutacją (jeden z nich, choć przez długi czas walczył z rosyjskim okupantem, został pobity przez własnych rodaków), ale również same metody poboru są dość – by tak rzec – bezwzględne. Na tym również korzysta, oczywiście, rosyjska propaganda, lecz dobrze, aby Najman, skoro wypowiada się na takie tematy w telewizji – było, nie było – publicznej, miał świadomość pełni tego obrazu.
Jedna z prowadzących zakończyła rozmowę stwierdzeniem, że pan Marcin musi jeszcze kiedyś wrócić, ponieważ wywiad był "boleśnie niedokończony".
Aż chciałoby się spuentować to wszystko życzeniem, aby następnym gościem tego programu była pewna postać znana, czyli Jacek Murański. Ale nie możemy zapominać, że informator Donalda Tuska był już kiedyś "ekspertem" TVP w likwidacji - w okresie analogicznym do słynnego wywiadu premiera dla Polsat News. Najman natomiast - na antenie Telewizji wPolsce24 - punktował absurdy wypowiedzi postaci znanej na temat wtedy kandydata, a dziś prezydenta Karola Nawrockiego. A jednak zarówno w przypadku Murańskiego, jak i Najmana należałoby postawić sobie pytanie, czy muszą koniecznie uczestniczyć w procesie mówienia Polakom, co mają myśleć na tematy polityczne (do tego bowiem sprowadza się w ostatnich dwóch latach rola mediów publicznych).
jj, źr. wPolityce.pl, za TVP w likwidacji
