Leszek Miller miażdży politykę rządu wobec Ukrainy. Chwali Pałac
Leszek Miller miażdży politykę rządu wobec Ukrainy. Chwali Nawrockiego

Ciągłe łaszenie się części polskich czynników rządowych do prezydenta Ukrainy – w przeciwieństwie do konsekwentnej, twardej linii Pałacu Prezydenckiego – jest bezproduktywne, obniża pozycję Polski i jest drogą donikąd - napisał były premier Leszek Miller na X. Komentował w ten sposób ostatnie decyzje Wołodymyra Zełenskiego ws. archiwów dotyczących ludobójstwa na Wołyniu i prac ekshumacyjnych.
Koniec ery kurtuazyjnych uśmiechów
Wczoraj prezydent Ukrainy zapowiedział otwarcie archiwów Służby Bezpieczeństwa (SBU) i Służby Wywiadu Zagranicznego z dokumentami dotyczącymi „tragicznych wydarzeń XX wieku na Wołyniu”. Mówił też o zwiększeniu liczby zezwoleń na poszukiwania i ekshumacje.
To nowy ton po załamaniu relacji polsko-ukraińskich spowodowanym decyzją Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia "Bohaterów UPA".
Według Leszka Millera to efekt końca ery kurtuazyjnych uśmiechów.
W polityce międzynarodowej sentymenty mają zwykle krótkie nogi, a gesty pojednawcze pojawiają się dopiero wtedy, gdy druga strona zrozumie, że era kurtuazyjnych uśmiechów dobiegła końca
- czytamy we wpisie byłego premiera.
Deklaracje prezydenta Zełenskiego o otwarciu archiwów dotyczących ludobójstwa na Wołyniu oraz wydaniu dodatkowych zezwoleń na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne są właśnie wynikiem takiego stanu rzeczy
- twierdzi Miller.
Prawda i wzajemność
Były polityk, któremu daleko do przekonań Karola Nawrockiego, jasno przy tym tłumaczy, dzięki komu podobne zmiany były możliwe.
Karol Nawrocki od początku swojej drogi politycznej konsekwentnie sygnalizował, że partnerstwo nie oznacza bezwarunkowej zgody, a prawdziwa przyjaźń między narodami nie może być budowana na przemilczeniach i fałszowaniu historii. Podkreślał, że relacje polsko-ukraińskie muszą opierać się na zasadach prawdy i wzajemności
- podkreśla.
Według niego "przez wiele lat powtarzano, że stawianie trudnych pytań zaszkodzi bilateralnym stosunkom".
Okazało się jednak, że jest dokładnie odwrotnie. Dopiero polityka oparta na jasnych zasadach i stanowczości zmusza partnerów do poważnej, a nie tylko ceremonialnej rozmowy
- zaznacza Leszek Miller.
Dyplomacja oparta wyłącznie na jednostronnych gestach dobrej woli prowadzi do sytuacji, w której jedna strona rozdaje karty, a druga jedynie dziękuje za możliwość gry
- dodaje.
To nie przypływ serdeczności Zełenskiego
Komentator sceny politycznej zauważa też, że "decyzje Zełenskiego nie są wynikiem nagłego przypływu szacunku i serdeczności wobec Warszawy"
(…) Lecz dowodem na sprawdzoną w dyplomacji zasadę: szacunek zdobywa się stanowczością, a nie konkursem przymilnych deklaracji.
Twarda linia Pałacu vs. łaszenie się czynników rządowych
Miller podkreśla także, że "nie wiadomo jeszcze, na ile te deklaracje zostaną zrealizowane w praktyce", ponieważ "historia relacji polsko-ukraińskich uczy ostrożności".
Niemniej samo skłonienie Kijowa do bardziej konstruktywnej postawy ma wymierne znaczenie
- stwierdził i podsumował, że "ciągłe łaszenie się części polskich czynników rządowych do prezydenta Ukrainy – w przeciwieństwie do konsekwentnej, twardej linii Pałacu Prezydenckiego – jest bezproduktywne, obniża pozycję Polski i jest drogą donikąd".
SC/X
