Kwiaty, awantura i przerwane obrady! Sejmowe show Mejzy Kwiaty, awantura i przerwane obrady! Sejmowe show Mejzy

Do absurdalnych scen doszło w Sejmie podczas debaty nad uchyleniem immunitetu Łukasza Mejzy. Poseł pojawił się na mównicy z bukietem kwiatów, który najpierw chciał wręczyć prokuratorowi, a następnie skierował go do wicemarszałek Doroty Niedzieli. To tylko eskalowało całą sytuację.
Sejm rozpatrywał sprawozdanie komisji w sprawie wniosku Prokuratora Regionalnego w Poznaniu z 21 lipca 2026 r. o wyrażenie zgody na pociągnięcie Łukasza Mejzy do odpowiedzialności karnej. Sprawa dotyczy trzech czynów związanych ze szkoleniami e-learningowymi współfinansowanymi ze środków Unii Europejskiej. Komisja 16 września zarekomendowała przyjęcie wniosku.
Mejza podczas wystąpienia przekonywał, że przez lata media przedstawiały sprawę szkoleń organizowanych przez jego firmę w sposób niezgodny z prawdą. Twierdził, że wszystkie szkolenia zostały zrealizowane, a on sam nie ma obowiązku zwracania otrzymanych środków. W jego ocenie wniosek prokuratury o uchylenie immunitetu miał dodatkowo potwierdzać jego argumentację.
Awantura o kwiaty
Potem doszło do absurdalnej sytuacji. Poseł pojawił się na mównicy z bukietem kwiatów. Jak wyjaśnił, miał to być „prezent” dla prokuratora, ale, jak stwierdził, zmienił zdanie i uznał, że kwiaty powinny trafić do prowadzącej obrady Doroty Niedzieli.
Pani marszałek jest z Platformy, pan prokurator realizuje zlecenia Platformy, jesteście prawie w jednej partii
– mówił do Doroty Niedzieli.
Poseł zakończył swoje wystąpienie deklaracją, że sam zrzeka się immunitetu.
Po zakończeniu wystąpienia Mejza pozostawił bukiet przed prowadzącą obrady. Wicemarszałek zażądała, aby poseł zabrał kwiaty.
Panie pośle Mejza, proszę zabrać te kwiaty
– zwróciła się do niego Niedziela.
Mejza nie zamierzał jednak wykonać polecenia. Stwierdził, że „raz danych kwiatów się nie zabiera”, po czym opuścił mównicę.
Wicemarszałek kilkukrotnie wzywała posła do powrotu i usunięcia bukietu. Ostrzegała, że jego zachowanie zakłóca przebieg posiedzenia i może doprowadzić do przerwania obrad.
Polityk nie wrócił jednak na mównicę. Wicemarszałek pozwoliła sobie wówczas na komentarz dotyczący jego zachowania.
Zastanawiałam się, jak pan ten stand-up robił. Może więcej by pan zarobił na stand-upie niż na pracy w Sejmie. Po drugie, do czego doprowadza sytuacja, że pan nawet kwiatami jest w stanie kogoś obrażać
– powiedziała.
To nie koniec
Na tym jednak awantura się nie zakończyła. Pozostawiony przez niego bukiet trafił bowiem na stół prezydialny. Wicemarszałek dała Mejzie dwie minuty na usunięcie bukietu, a następnie zarządziła przerwę. Poseł opuścił salę plenarną, pozostawiając kwiaty na stole. Po powrocie Dorota Niedziela poinformowała, że obrady nie zostaną wznowione, dopóki Mejza nie zabierze bukietu.
Nie będziemy się tak bawić
– oświadczyła.
Przerwa w obradach trwała około pół godziny. Ostatecznie wicemarszałek uznała zachowanie Mejzy za naruszenie powagi Sejmu. Do usunięcia bukietu wezwano Straż Marszałkowską, a Niedziela zapowiedziała również skierowanie sprawy do sejmowej komisji etyki.
Oglądają nas ludzie, obywatele i widzą, w jaki sposób zachowują się posłowie. Łukasz Mejza zachował się niegodnie, nieodpowiednio
– tłumaczyła.
Poseł pojawił się na sali ponownie kilkadziesiąt minut później. Wtedy Dorota Niedziela ponownie zwróciła się do niego, zarzucając mu, że zamiast zastosować się do jej polecenia, ukrył się w swoim pokoju.
Schował się pan w swoim pokoju, zamiast przyjść i zabrać kwiaty. Musiałam angażować Straż Marszałkowską, bo jest pan zwykłym tchórzem. W dużych okularach i z dużym orłem na klapie
– powiedziała Dorota Niedziela.
as/źr. wPolityce.pl za X, Wprost.pl i Fakt.pl
