Korwin: polski problem, rosyjska frajdaKorwin: polski problem, rosyjska frajda. Póki opinia publiczna nie zrozumie, czym są rosyjskie media, póty nie da się o Korwinie poważnie porozmawiać

„Na szczęście nie było państwa polskiego” – to sens całej narracji zaborców, o której wielu nie zapomniało do dziś.
W ostatnich dniach, zaraz po szturmie imigrantów na polską granicę 8 listopada, internauci przypomnieli wypowiedź Janusza Korwin-Mikkego z połowy października. „Zobaczycie, co się stanie 8 listopada. Przez was!” – mówił w programie „Woronicza 17”. I stało się. Pytanie tylko, o co chodziło Korwinowi?
W porannym programie TVP Info, prowadzonym przez Michała Rachonia, wybuchła gorąca dyskusja na temat Białorusi. Lider Konfederacji chwalił Łukaszenkę i przekonywał, że Polska powinna go wspierać, a tymczasem na zlecenie Amerykanów destabilizowała wschodniego sąsiada. Polityk nerwowo wypowiadał się o Rosji i Białorusi.
Teraz, zobaczy pan [Związek Białorusi i Rosji] zadziała de facto i rzeczywiście będziemy mieli wojska rosyjskie na granicy Polski, przez was, zamiast popierać Łukaszenkę…
– gorączkował się poseł i zarzucał zarówno PiS, jak i Platformie Obywatelskiej:
To wywiad polski dał agentów polskich i przerobił Związek Polaków na Białorusi…
– tu inni goście programu przerwali mu wypowiedź.
Fragment, w którym Korwin powiedział o 8 listopada, padł później, na podsumowanie wcześniejszej przestrogi. Trudno się dziwić internautom, że gdy zobaczyli tysiące przybyszy z Bliskiego Wschodu idących pod rosyjsko-białoruską eskortą w stronę polskiej granicy, skojarzyli to od razu z wypowiedzią lidera Konfederacji. Tymczasem z całości rozmowy nie wynika, że polityk przepowiadał tajemnicze wydarzenie. Gość Rachonia konkretnie wspominał o tym, że tego dnia „naprawdę powstanie” Związek Białorusi i Rosji, że wojska rosyjskie będziemy mieli nad granicą.
ZBIR 8 listopada powstanie naprawdę
– rzucił.
Jak to zwykle u wyrazistego polityka bywa, wokół wyrwanego z kontekstu zdania zrobiono medialny szum. Wielu wyborców Korwina zachwyciło się jego mądrością, a wielu przeciwników znów skojarzyło posła z prorosyjskimi sympatiami. Ale problem z Korwinem polega na czym innym – pod kostiumem politycznego ekscentryka i bezkompromisowego wizjonera kryją się tezy rozgrzeszające zbrodnie rosyjskiego imperium.
Gwiazda rosyjskich mediów
Na początek warto wspomnieć, że założyciel dawnej Unii Polityki Realnej jest częstym bohaterem rosyjskich mediów – zwłaszcza jak na człowieka, który w rodzimej polityce niewiele znaczy. Czym sobie zasłużył na popularność? Kremlowi podobają się poglądy polityczne Korwina, a także jego wyraziste wypowiedzi, które pasują do imperialnej narracji – oto szalony Polak nienawidzi Unii Europejskiej (polityk przyznawał się do tego wprost), a poprzez rozmaite ekscesy (gest rzymski w europarlamencie) ośmiesza powagę Zachodu.
Lider Konfederacji wielokrotnie bronił i wybielał także współczesną Rosję. Nieszczęsnego 8 listopada, gdy nasza Straż Graniczna stała naprzeciw hord nielegalnych imigrantów, międzynarodowa stacja Russia Today zacytowała Korwina:
Rosja nie ma nic wspólnego z kryzysem na granicy […]. Czy ktoś z was ma jakieś dowody, że Kreml ma z tym coś wspólnego?
– pytał.
Do głównych serwisów informacyjnych w Rosji libertarianin trafiał już wielokrotnie. Kanał Rassija 24 pokazywał, jak Korwin mówił w Brukseli o niskiej inteligencji kobiet albo że Unia Europejska jest kompletnie bez sensu. Inna międzynarodowa agencja Sputnik cytuje liczne komentarze posła Konfederacji. Choćby w maju tego roku:
Z radością witamy odprężenie na linii Moskwa–Waszyngton.
Rok temu Sputnik nazwał Korwina „jednym z najpopularniejszych polskich polityków”, a różne jego drobne problemy są w Sputniku odnotowywane z troską: że skasowano mu konto na Facebooku albo że został ukarany mandatem. O Korwinie najczęściej pisze Leonid Swiridow, rosyjski dziennikarz, który na podstawie wniosku Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego ma zakaz wjazdu do strefy Schengen, czyli także do Polski.
W piekle Putina
Jeśli ktoś uważa, że ekstrawagancja Janusza Korwin-Mikkego jest nieszkodliwa i dodaje jedynie politycznego kolorytu, to warto wskazać jeden z najbardziej agresywnych rosyjskich programów, w którym polityk wystąpił. Telewizyjny show „Wieczór z Władimirem Sołowiowem” jest transmitowany na kilku kanałach, a w serwisie YouTube ma 7,5 mln subskrybentów. Prowadzący jest żarliwym putinistą, ale formuła jego programu jest bardzo specyficzna – warto to zrozumieć, zanim poznamy szczegóły uczestnictwa w nim polityka z Polski.
Sołowiow organizuje coś na wzór debat, które zamieniają się często w spektakularne potyczki – kłótnie, wrzaski, a nawet rękoczyny czy wyprowadzanie zaproszonych ze studia. Bywalcami są u niego historycy, politycy i politolodzy – program komentuje bieżącą rzeczywistość w duchu imperialnej Rosji. Sołowiow często zaprasza gości z zagranicy, ale dobiera ich w sposób specyficzny – tak by pasowali do groteskowych wyobrażeń o obcokrajowcach. Jak Ukrainiec, to nacjonalista, jak Polak, to podekscytowany wariat. Kilkukrotnym gościem był Jakub Korejba, kiedyś dziennikarz polskiego „Newsweeka”, wyrzucony za dziwnie proputinowskie teksty. Korejba skończył Uniwersytet Moskiewski (politologię) i gra rolę koncesjonowanego Polaka – to on w rozmowie Putina z narodem (doroczne wydarzenie medialne) zadawał pytania o tragedię smoleńską – pozwolił Putinowi na łagodne, współczujące wypowiedzi. Dziennikarz został nawet kiedyś wyprowadzony ze studia „Wieczoru z Sołowiowem”, przy rechocie widzów i innych gości – tak właśnie Rosjanie mają widzieć Polaka.
I w tym programie pojawił się Korwin. Jego wystąpienie było więcej niż ekscentryczne. W kulminacyjnym momencie, w dyskusji z ludźmi, którzy twierdzą, że za zbrodnię katyńską odpowiadają Niemcy (!), Janusz Korwin-Mikke przeprosił – w imieniu Polski – wszystkich Rosjan. Za co? Za Feliksa Dzierżyńskiego. Stwierdził, że skoro założyciel Czeka przyczynił się do śmierci tylu mieszkańców ZSRS, a z pochodzenia był Polakiem, to trzeba Rosjan przeprosić. W programie wybrzmiało to jasno: z rąk Czeka zginęło więcej Rosjan niż Polaków w Katyniu.
Zresztą to właśnie u Władimira Sołowiowa cytowano i omawiano tweeta Tomasza Sommera, prowadzącego zaprzyjaźniony z Korwinem tygodnik „Najwyższy Czas”, w którym dziennikarz twierdził, że trzeba rozważyć rozbiór Białorusi – rosyjskiej propagandzie takie wypowiedzi były bardzo potrzebne.
Póki opinia publiczna nie zrozumie, czym są rosyjskie media, póty nie da się o Korwinie poważnie porozmawiać. W ich redakcjach siedzą nie tylko propagandyści, pracują tam odpowiednio przeszkoleni funkcjonariusze służb, którzy kierują złożonym przekazem dezinformacyjnym. Rozmawiając ze Sputnikiem czy z Rassiją24, spotykamy się tak naprawdę z wysłannikami precyzyjnie określonej polityki Kremla, którzy realizują jej cele. Branie udziału w takich inscenizacjach nawet przez „Newsweek” zostało uznane za nadużycie, skoro rozwiązano współpracę z Korejbą. Ukraiński dziennikarz Ajder Mużdabajew nazwał ten program gorszym od radia Goebbelsa, „stuprocentowym kłamstwem” i „piekłem”.
Chwalenie zaborców
Ale lista prorosyjskich gestów Korwina na tym się nie kończy. Polityk twierdził, że Polska powinna uznać aneksję Krymu (sam też odwiedził Krym), chwalił Putina za siłę i autorytet, wielokrotnie jego narracja na temat „spisków Ameryki” pokrywała się z agendą Moskwy. W marcu 2015 r. polityk mówił o amerykańskim podżeganiu Ukraińców do buntu przeciw Rosji w rozmowie z ukraińskim dziennikarzem Sawikiem Szusterem.
Także jego opowieści historyczne pokrywają się z rosyjskimi zapotrzebowaniami. Dla Korwina 11 listopada jest złą datą dla świętowania niepodległości, a Polska pod rosyjskim zaborem miała dobry czas dla rozwoju. W dyskusji z Antonim Macierewiczem dla kanału internetowego myPolitics, Korwin przekonywał:
Czy nie byli patrioci w wieku XIX? Nie było ich? Jak najbardziej byli. I nie było wtedy żadnego państwa polskiego, żadne państwo polskie ich nie wspierało, i taka jest prawda. […] Na szczęście nie było państwa polskiego i dlatego ci ludzie się rozwijali.
Cóż, ludzie, którzy w Rosji tak bardzo lubią Korwina też mogliby się pod tym podpisać. „Na szczęście nie było państwa polskiego” – to sens całej narracji zaborców, o której wielu nie zapomniało do dziś.
Artykuł z 46/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
