"Impeachment" Pawlickiej. Dziennikarka przegapiła zmianę dekoracji
"Impeachment" Pawlickiej. Dziennikarka przegapiła zmianę dekoracji

Czy dałoby się rozpocząć proces impeachmentu prezydenta w Polsce? - spytała Aleksandra Pawlicka prof. Ewę Łętowską. Dziennikarka TVP w likwidacji rozśmieszyła tym użytkowników w sieci i zirytowała prawniczkę. Czy jednak można wszystko skwitować wyśmianiem pani redaktor za nadgorliwość i pochwałą pani profesor za nieprzejednaną postawę w obronie praworządności? Przecież jeszcze niedawno obie panie grały zgodnie w tym samym "przedstawieniu". Pawlicka po prostu nie zauważyła, że na polityczne scenie zmieniły się nieco dekoracje.
Wypróbowany autorytet
Do rozmowy między Aleksandrą Pawlicką, a jej gościem prof. Ewą Łętowską doszło w zeszłym tygodniu w studiu TVP Info. Dziennikarka znana z jednoznacznych poglądów zaprosiła wypróbowany autorytet prawniczy.
To najpewniej miała być jedna z tych rozmów, które utwierdzą żelazny elektorat, a kto wie, może przekona kogoś więcej i rozpocznie się cytowanie znanej postaci, a nawet przymiarki do wspomnianego impeachmentu. Zresztą nie musiałoby nawet do niego dochodzić. Wystarczyłoby, że się o nim mówi i tym samym wprowadza na nowo ducha walki, a przynajmniej chaosu, dzięki czemu odrobiłoby się choć parę punktów po kryzysie spowodowanym aferą szpitalną.
Warto było spróbować?
W ocenie gospodyni programu, lub jej przełożonych, warto było spróbować, bo wiele wskazywało na to, że może się udać. Przecież ledwie rok temu podobne dyskusje były na porządku dziennym. W tym samym TVP Info Aleksandra Pawlicka i jej redakcyjna koleżanka Renata Grochal gościły również prof. Łętowską.
Wówczas słowa doświadczonej prawnik szły w eter jako poparcie dla oburzenia możliwością zaprzysiężenia prezydenta elekta.
Nasze wybory już doznały ogromnego ciosu reputacyjnego. Nasze wybory są ośmieszone. Nie mamy do nich zaufania. Straty reputacyjne ma także zwycięzca. Mamy spaskudzone to, co powinno być świętem demokracji
- mówiła była Rzeczniczka Praw Obywatelskich.
Mamy problemy z funkcjonowaniem Trybunału Konstytucyjnego, niektóre jednostki w Sądzie Najwyższym zostały zdyskwalifikowane przez międzynarodowe instytucje
– podkreślała pani profesor i poddała pod wątpliwość werdykt Sądu Najwyższego, który w jej oczach nie cieszył się również reputacją.
Pomysł Zolla na precedens
Prof. Łętowska nie była wówczas odosobniona w swoich ocenach i nawet nie należała do najradykalniejszych. TVN zdecydowanie przebił wówczas TVP rozmawiając z innym autorytetem, byłym prezesem TK, prof. Andrzejem Zollem. Ten poszedł o wiele dalej i zaczął proponować rozwiązania wyjścia z jakże "trudnej sytuacji".
W programie TVN24, były szef Państwowej Komisji Wyborczej stwierdził, że Zgromadzenie Narodowe powinno nie tylko przyjąć ślubowanie od Karola Nawrockiego, ale też stwierdzić ważność wyborów. Jak należało rozumieć miałoby w tym wyręczyć Sąd Najwyższy.
Wyobrażam sobie to w ten sposób, że zwołane na 6 sierpnia Zgromadzenie Narodowe powinno dopuścić do głosu prokuratora generalnego, zresztą senatora (Adam Bodnara), czyli członka Zgromadzenia Narodowego, który przedstawiłby te zarzuty, które ma w stosunku do Izby Kontroli (SN)
- opowiadał były szef Państwowej Komisji Wyborczej.
I niech Zgromadzenie Narodowe podejmie decyzję i stwierdzi ważność wyborów. Zamknęłoby to jakąkolwiek dyskusję dotyczącą prawidłowości wyboru pana Nawrockiego
- mówił dalej.
Dziennikarka TVN24 prowadząca program miała jednak wątpliwości, które musiała wypowiedzieć:
Panie profesorze, rozumiem, że są instrumenty prawne i ramy prawne, które pozwalają na zastosowanie takiego rozwiązania bez precedensu w Polskiej historii
- spytała.
Odpowiedź profesora warta była każdej ceny.
Eee, hmmm, eee, no ale czasami są takie sytuacje kiedy precedens musi wystąpić
- stwierdził uśmiechając się niepewnie
Były prezes TK od tego momentu rozmowy stracił nieco pewność siebie i już cokolwiek porwanymi zdaniami mówił o koniecznej dyskusji wokół tego, co powiedziałby w czasie Zgromadzenia Narodowego Prokurator Generalny. W końcu profesor zrobił krok wstecz i dodał, w zamyśle chyba pojednawczo, że po dwóch dniach posiedzenie Zgromadzenia Narodowego mogłoby być wznowione, by przyjąć ślubowanie "od pana Nawrockiego".
W międzyczasie dziennikarka, która wcześniej zadała trzeźwo pytanie, zdążyła wrócić do swojej roli i przytaknęła profesorowi prawa.
Uwaga! Zmiana dekoracji
W jednym ze swoich opowiadań Milan Kundera napisał prawdę o możliwości nietrafnej oceny sytuacji.
(…) Tak to już w życiu bywa: człowiek sądzi, że gra rolę w określonej sztuce, a nie przeczuwa, że na scenie niepostrzeżenie wymieniono tymczasem dekoracje, a on, chociaż niczego nie podejrzewa, bierze udział w całkiem innym przedstawieniu
- tłumaczył czeski pisarz w opowieści pt. "Edward i Bóg".
Kilka dni temu ten sam błąd popełniła dziennikarka TVP w likwidacji. Miała uruchomić pomysł o nowej procedurze i tym samym otworzyć tamę z rwącą falą emocji przynajmniej w swoim bunkrze informacyjnym, nie zauważyła jednak, że w ciągu roku nastroje w Polsce się zmieniły. Pogrążała się przy tym, parafrazując jak swoje, słowa sprzed roku wypowiedziane przez prof. Andrzeja Zolla, że przecież zawsze musi być ten pierwszy raz.
Pawlicka nadziała się na niespodziewaną kontrę prof. Łętowskiej, która wyciągnęła wnioski z lekcji sprzed roku. Była RPO, mimo krytycznego podejścia do chaosu prawnego w kraju, szczerze wyznała, że ma już dość nagabywania jej przez dziennikarzy do zmieniania na poczekaniu prawa. Uświadomiła też zakłopotanej pani redaktor, że nie da się ot tak przenieść zasady z jednego do drugiego systemu prawnego.
Bo nie zawsze musi i może być "ten pierwszy raz".
