Ilu jest Tusków w Tusku. "Odgrywanie Przeciwstawnych ról"Ilu jest Tusków w Tusku. "Różne twarze pozwalają mu płynnie odgrywać różne role polityczne, nawet przeciwstawne"

Czy mając aspiracje doodzyskania władzy, można być kimś, kto jest przelewającym się przez palce kisielem? Niby konkretnym, a jednak nieokreślonym.
10 twarzy (masek) i ról byłego premiera Polski, byłego przewodniczącego Rady Europejskiej. Dlaczego je odgrywa? Głównie z tego powodu, że uznał je za niezbędne do odzyskania władzy.
Każde kolejne wystąpienie Donalda Tuska po jego powrocie do polskiej polityki pokazuje inną twarz tego polityka, a właściwie inną maskę. Tusk nie tyle jest współczesną wersją Świętowita (głównego bóstwa słowiańskich Ranów, o czterech głowach), ile postacią graną przez Toma Cruise’a w serii filmów „Mission Impossible”, często używającą masek upodabniających ją do innych postaci. W przypadku Tuska często są to maski kiedyś już używane, ale zapomniane. Tak jak odgrywane w tych maskach role.
Wśród ważnych i wpływowych polskich polityków nie ma chyba postaci tak często zmieniającej maski i grającej odmienne role jak Donald Tusk. I to przy niewielkiej skłonności do politycznych migracji – raptem przez trzy dekady był tylko w trzech partiach: Kongresie Liberalno-Demokratycznym, Unii Wolności oraz Platformie Obywatelskiej. I wszystkie te partie miały podobną linię ideową oraz programową. Nie musiał więc tak radykalnie i często się zmieniać jak np. obecny wicemarszałek Senatu Michał Kamiński.
Tusk odgrywał różne role w tej samej sztuce, choć niektóre z tych kreacji są już dla niego coraz mniej dostępne ze względu na wiek. A przed jesienią 2014 r., czyli momentem wyprowadzki do Brukseli, jedną z jego „firmowych” ról była ta „wiecznego chłopca”. Sam Tusk chyba ją najbardziej lubił, bo występował w niej także w życiu prywatnym, o czym pisała jego żona Małgorzata w autobiograficznej książce „Między nami”. Z czasem niektóre role coraz bardziej do byłego przewodniczącego Rady Europejskiej (RE) nie pasowały, co nie przeszkadza mu wciąż ich odgrywać. Głównie z tego powodu, że uznał je za niezbędne do odzyskania władzy.
Przyjrzyjmy się 10 twarzom byłego premiera, czyli dziesięciu Tuskom w Tusku.
1. Ubogi milioner
Po tym, jak przez pięć lat był przewodniczącym RE, a po 2019 r. został przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej, Donald Tusk stał się milionerem. Na obu tych posadach zarobił już ponad 8 mln zł, w dodatku mając przez trzy lata po opuszczeniu stanowiska dopłaty wyrównawcze, żeby nie odczuć różnicy w poziomie życia, i mając zapewnioną sutą europejską emeryturę (ponad 20 tys. zł) plus ok. 10 tys. zł emerytury krajowej, czyli bez przejmowania się przyszłością. Ale gra kogoś, kto takimi pieniędzmi nie dysponuje.
W Polsce pozostał w tym samym 65-metrowym mieszkaniu w Sopocie (w ostatnim w Polsce oświadczeniu majątkowym wpisał także drugie, 40-metrowe mieszkanie oraz działkę letniskową), czyli mniejszym od apartamentu jego córki (80-metrowego). W Brukseli, jako przewodniczący RE, miał do dyspozycji dwukondygnacyjny apartament w starej, stylowej kamienicy w centrum miasta (przysługiwała mu dieta na mieszkanie i budżet reprezentacyjny).
Jako ubogi milioner Donald Tusk przejmuje się cenami chleba, choć ceny podstawowych artykułów, w tym pieczywa, nie mają dla niego większego znaczenia, a nawet w ostatnich latach rzadko robił tradycyjne zakupy. Rolę człowieka mającego przeciętne dochody i żyjącego zwykłym życiem Tusk odgrywa w wystąpieniach politycznych oraz w ustawkach dla tabloidów. Cen chleba uczy się wtedy, gdy może być o to zapytany lub sam o nie spyta, ale na co dzień raczej ich nie zna.
Całkiem groteskowe jest robienie przez Tuska milionera z Jarosława Kaczyńskiego (albo chwytanie i przekazywanie dalej takich opinii), mającego „willę” na warszawskim Żoliborzu. Rola przeciętnego obywatela Polski ma pokazywać „normalność” Tuska oraz to, że władza go nie zdemoralizowała, a nawet, że się na polityce nie dorobił, bo przecież funkcje w Brukseli to specjalna misja w imieniu Polski, a nie intratna fucha.
2. Wielkomiejski prowincjusz
Donald Tusk jest i zawsze był kimś z dużego miasta. I choć mieszka w 37-tysięcznym Sopocie, jest to część trójmiejskiej aglomeracji. Tusk to ktoś z Gdańska, Warszawy, Brukseli (z powodu sprawowanych funkcji). Ale odgrywa prowincjusza, w dodatku zatroskanego przede wszystkim o Polskę regionalną ( jak na konwencji PO 18 września 2021 r. w Płońsku). W gruncie rzeczy Tusk prowincji nie lubi ani nie zna. Za swoją prowincjonalność uważa identyfikację z Kaszubami, chociaż to identyfikacja całkiem wielkomiejska. I zdecydowanie bardziej z ducha „gdańszczanina” Güntera Grassa niż „króla Kaszubów” Antoniego Abrahama.
Będąc w Warszawie, grał rolę prowincjusza z Gdańska, choć to komiczne. Ale Donald Tusk wie, że Polacy mają awersję do „warszawki”, „krakówka” i innych wielkomiejskich uzurpacji, więc się od nich odcina. Poza tym wie to, co jako zasadę sformułował Grzegorz Schetyna, że „wybory wygrywa się w Końskich” (obecnie w Płońsku, choć to jednak nie to samo), a nie w Warszawie czy Gdańsku.
3. Antyklerykalny katolik
Donald Tusk bywał antyklerykałem mówiącym w czerwcu 2011 r., że „nie będziemy klęczeli przed księdzem” czy parodiując ewangelię św. Mateusza słowami: „Idźcie i zwyciężajcie”. W lipcu 2021 r., pośrednio atakując Kościół, oskarżał rządzących, że „ukradli prawdziwy Kościół”, „upodlili instytucję, która chroniła naszą niepodległość, naszą moralność i też naszą solidarność”. Już po powrocie z Brukseli Tusk mówił, że „miejsca publiczne, takie jak Sejm czy szkoła, powinny być wolne od symboliki religijnej”.
18 lipca 2021 r. mówił natomiast w Płońsku: „Ja ciągle pamiętam, jak moja mama znak krzyża nakreślała na bochenku, zanim go rozkroiła”, i deklarował, że „nie chce piłować katolików”, gdyż „my jesteśmy katolikami w dużej większości”. Po tym wystąpieniu przypomniano Donaldowi Tuskowi ołtarzyk w jego sopockim mieszkaniu, potrzebny na wybory, który już dawno zniknął, oraz ślub kościelny zawarty 27 lat po tym cywilnym, czyli w 2005 r., tuż przed wyborami prezydenckimi, w których startował.
W politycznej potrzebie Donald Tusk odgrywa rolę katolika i odwołuje się do katolickiej tradycji oraz wartości. Zrozumiał, że w Polsce wciąż nie można wygrywać wyborów na wojującym antyklerykalizmie, ale między wyborami antyklerykalizm czy ostra krytyka Kościoła katolickiego są ważnymi narzędziami uprawiania przez niego polityki.
4. Antysystemowy establishmentowiec
Donald Tusk zaczynał swoją polityczną aktywność jako wojujący antysystemowiec. Był nim także wtedy, gdy działał już w Sejmie i w Senacie. Przynajmniej deklaratywnie, bo aktywnie uczestnicząc w obalaniu pierwszego rządu wybranego po demokratycznych wyborach, czyli gabinetu Jana Olszewskiego, działał w imię establishmentu III RP, a nawet establishmentu postkomunistycznego. Tusk był deklaratywnie antyestablishmentowy nawet wtedy, gdy sprawował funkcję premiera, a także przewodniczącego RE. Oczywiście był wtedy jednym z wzorcowych przedstawicieli establishmentu (polskiego i europejskiego) oraz chyba najbardziej wpływowym jego obrońcą w Polsce, współtwórcą establishmentowych hierarchii i elit.
Obecnie Tusk znowu gra rolę przeciwnika establishmentu, wytykając Pawłowi Kukizowi, że stał się politykiem establishmentowym, choć to nieprawda.
5. Socjalny liberał
Donald Tusk był i jest pełnokrwistym liberałem, a bywał wręcz zwolennikiem społecznego darwinizmu, gdy powtarzał liberalne bajki o „wyuczonej bezradności” tych, którzy sobie nie radzą po „reformach” Leszka Balcerowicza, w pełni popieranych przez KLD.
Ale kiedy to się politycznie opłaca, Donald Tusk gra rolę polityka wrażliwego społecznie i kierującego się ideałami społecznego solidaryzmu. Był kimś takim, nawet sprawując funkcję premiera i nie godząc się na wyższe transfery socjalne (np. pomysł wtedy opozycyjnego PiS – 500+). To Tusk zdecydował o podniesieniu wieku emerytalnego. Gdy ta „zdobycz socjalna” została przez rząd Beaty Szydło cofnięta i powszechnie uznana za działanie antyspołeczne, Tusk przepraszał i mówił, że „popełnił błąd jako premier, proponując rozwiązanie niezależnie od tego, czy ludzie go chcieli, czy nie”. Ale błąd polegał wyłącznie na braku dialogu. Obecnie ten błąd relatywizuje, mówiąc, że „dziś Polacy żyją średnio o osiem lat dłużej, a pracują tak samo długo”.
Z najnowszych deklaracji wynika, że gdyby Tusk miał władzę, od solidaryzmu by się odciął – w imię „obrony przyszłości dla dzieci i wnuków”.
6. Suwerenny federalista
Donald Tusk jest zwolennikiem federalizacji Unii Europejskiej oraz ograniczania suwerenności państw narodowych (traktuje to jako zło, bo wiąże się z narodowymi egoizmami), ale gra rolę obrońcy suwerenności, skoro federalizm nie spotyka się z poparciem większości Polaków (i wielu innych narodów). Ale byłby gotów poprzeć to wszystko, co uczyni z UE federację i odbierze państwom członkowskim podmiotowość. Tyle że to jednocześnie i jednoznacznie wzmacnia Niemcy oraz ich wpływy w Unii.
W wersji federacyjnej Polska byłaby tylko europejską prowincją, odległą od centrum i skazaną na rolę zaplecza bogatszych państw. Ale federalizm w dużym stopniu zdejmuje odpowiedzialność z krajowych polityków rządzących oraz tuszuje ich niekompetencję, więc może być uznawany za godny poparcia.
7. Samorządowy separatysta
Były premier jest zwolennikiem Polski samorządowej, ale w takiej wersji, która nie tyle oddaje władzę mieszkańcom, ile przekształca Polskę w państwo dzielnicowe (landowe). Im bardziej rozdrobnione, tym lepiej, gdyż wtedy ograniczone są funkcje centrum, a wzmocnione więzi i zależności europejskie. To dlatego Tusk popiera likwidację funkcji wojewodów, bo wtedy rząd nie miałby wpływu na większość działań samorządów.
Tuskowi chodzi o tak duży stopień autonomii samorządów, że w pewnym momencie Polska przestałaby być państwem unitarnym. A to mogłoby doprowadzić do ogłaszania odrębności przez regiony czy historyczne prowincje i rządzenia się przez nie po swojemu, nawet w opozycji do centrum państwa. Ostatecznym wariantem takiego rozwiązania byłoby oderwanie się od Polski poszczególnych regionów, np. po referendach i obietnicach funkcjonowania w UE w roli Luksemburga czy Malty.
8. Narodowy kosmopolita
Były przewodniczący RE często prezentował się jako Europejczyk, wręcz obywatel świata, co najwyżej odwołujący się do swojej małej ojczyzny (w niemieckiej wersji Heimatu), np. Kaszub. Tusk niezbyt chętnie posługiwał się pojęciem narodu i nie eksponował przywiązania do narodowości, chyba że chodziło o kibicowanie w meczach piłkarskiej reprezentacji. Albo wtedy gdy za odrębny naród uznaje się Kaszubów bądź Ślązaków.
Donald Tusk odgrywa jednak rolę polskiego patrioty, choć w jego działaniach w roli przewodniczącego RE zabrakło czynów to potwierdzających. Takich decyzji, które dowodziłyby patriotycznych motywacji.
9. Pacyfista militarysta
Były premier deklaratywnie jest zwolennikiem silnej polskiej armii (i innych służb mundurowych), choć jako premier miał największe zasługi w likwidacji polskiego potencjału wojskowego (w jego imieniu robił to przede wszystkim minister obrony Bogdan Klich). Obecnie Tusk poparłby projekty wspólnej armii europejskiej, o których najgłośniej mówią politycy niemieccy. Nawet kosztem zdolności obronnych Wojska Polskiego i istnienia większości rodzajów polskich sił zbrojnych. Dlaczego?
Bo europejska armia zdejmuje odpowiedzialność za zdolność do obrony Polski, chociażby przez czas potrzebny do uzyskania pomocy NATO. Zdejmuje odpowiedzialność, gdy chodzi o rozwijanie własnego potencjału obronnego i wzrost wydatków na wojsko. I stwarza złudzenie, że inne państwa UE obronią Polskę w razie zagrożenia. Złudzenie wyjątkowo szkodliwe i naiwne.
10. Tradycjonalista ponowoczesny
Donald Tusk jest zwolennikiem polskich tradycji, ale nieprzesadnie, bo więcej widzi w nich problemów niż rzeczy pozytywnych. Drażni go polska „bohaterszczyzna” i skłonność do wywoływania kolejnych insurekcji.
Bliższe byłemu premierowi, skądinąd historykowi z wykształcenia, wydaje się stanowisko tzw. rewizjonistów historycznych (oni sami nazywają się realistami), niejako systemowo dewaluujących to, co jest przedmiotem dumy narodowej. Z jego różnych wypowiedzi można wnioskować, że mówiąc o tradycji i historii, powinno się uwzględniać pedagogikę wstydu, rozliczenia z (najczęściej wydumanymi) narodowymi wadami i grzechami. Powinno się przepraszać i kajać, przede wszystkim za polski feudalizm, imperializm, kolonializm, antysemityzm, germanofobię, rusofobię, nacjonalizm. Nawet jeśli Polska, przede wszystkim w czasach I Rzeczypospolitej, nie prowadziła takiej polityki. Powinno się być politykiem ponowoczesnym, dla którego wszystko jest kwestią konwencji i wielu równoważnych punktów widzenia.
Różne twarze Donalda Tuska, różne wersje Tuska w Tusku, pozwalają mu płynnie odgrywać różne role polityczne, nawet przeciwstawne. Pozwalają ugniatać przeszłość niczym plastelinę i właściwie za nic nie ponosić odpowiedzialności. Tylko czy taki polityk jest wiarygodny? Czy mając aspiracje do odzyskania władzy, można być kimś, kto jest przelewającym się przez palce kisielem? Niby konkretnym, a jednak nieokreślonym. To może jest sposób na zatarcie tego wszystkiego, co w rządach Tuska było negatywne, ale nie daje żadnego oparcia na przyszłość.
Artykuł z 39/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
