Gdzie jest ołtarzyk Tuska? "Jego całkowita zmienność"Gdzie jest ołtarzyk Tuska? "Jedno jest w życiu Donalda Tuska niezmienne: jego całkowita zmienność"

Ten sam Tusk, który kiedyś cieszył się z powrotu na łono Kościoła, po latach promował w Brukseli liderkę tzw. Strajku Kobiet Martę Lempart.
Pojawia się i znika. W zależności od potrzeb, sondaży i ogólnego klimatu. Chodzi o krzyż i tzw. ołtarzyk w domu Donalda Tuska, a szerzej o podejście lidera PO do kwestii wiary i religijności.
W normalnych okolicznościach to, czy ktoś ma w domu krzyż, czy go nie ma, byłoby prywatną sprawą danej osoby. Jednak temat staje się kwestią publiczną wówczas, gdy osoba, o której mowa, w tym przypadku Donald Tusk, używa symboli religijnych dla własnych korzyści politycznych. Raz się one pojawiają, a raz znikają i nikt już nie wie, pewnie włącznie z samym bohaterem tej historii, co jest prawdą.
W 2007 r. Tusk zrobił w domu ołtarzyk, dziś mówi, że chce zdjąć krzyż w Sejmie i że miejsce krzyża jest w kościele. Zmienia zdanie w zależności od badań opinii publicznej
– mówił w „Kwadransie politycznym” TVP wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski.
Większość czytelników bez wątpienia pamięta ołtarzyk, o którym wspominał senator. Rok 2007. Mieszkanie w Sopocie. Świeżo upieczony premier Donald Tusk, jego żona Małgorzata i córka Katarzyna pozują do fotografii przy biurku, na którym stoi m.in. duży krzyż, obraz Jezusa Miłosiernego, a obok szopka i figurka świętego. Kilka lat później, w 2013 r., na tle tego samego biurka przeprowadza z Tuskiem wywiad Agata Młynarska. Wywiad jest świąteczny, ale już stylistyka miejsce zupełnie inna. Na zdjęciu w tle widać ten sam kącik bez krzyża i obrazów. W ich miejscu na biurku stoją zdjęcia w białych ramkach, a szopkę zastąpił bałwanek. Wszystko wygląda laicko, bez religijnych akcentów. Zdjęcie z 2007 r. było zrobione „na polski” rynek i użytek. W 2013 r. Tusk już myślał o unijnej karierze i szykował się na brukselskie salony. Wizerunek konserwatysty, „katola” mógłby być obciążeniem w ubieganiu się o stanowisko szefa Rady Europejskiej.
Niedawno temat owego krzyża znów powrócił. Jedna z uczestniczek czatu z liderem PO zapytała go, gdzie zniknął krzyż, z którym fotografował się w 2007 r. Tusk zapewnił, że wciąż jest w jego domu.
Krzyż tam gdzie był, tam jest. W moim życiu nic się nie zmieniło
– odparł i natychmiast zaatakował Kościół.
Wielu biskupów pokazało, że Kościół, ten instytucjonalny, się zmienił
Cud nawrócenia
Rzeczywiście w życiu Tuska nic się chyba nie zmieniło i w zależności od potrzeb wciąż gra symbolami religijnymi. Kiedyś były premier chętnie się chwalił zdjęciami ze Janem Pawłem II. Na jednym z nich widać młodego Tuska z żoną i kilkuletnią córką klęczących przed Ojcem Świętym podczas audiencji generalnej. Na innym Tusk żarliwie całuje Jana Pawła II w pierścień. To drugie zdjęcie pochodzi z 11 czerwca 1999 r. Wówczas, w 10. rocznicę demokratycznych zmian z 1989 r., do Sejmu zawitał papież Polak. To właśnie pod wpływem Jana Pawła II lider PO, jak twierdził, miał wziąć ślub kościelny w 2005 r. Ten cywilny z Małgorzatą Sochacką zawarł w 1978 r. W kolejnych latach jakoś nie przeszkadzało parze to, że nie był to związek sakramentalny. Na świecie pojawiły się dzieci – Michał i Katarzyna. Ale coś się zmieniło przed wyborami prezydenckimi 2005 r., w których Tusk kandydował – para nagle zdecydowała się na ślub kościelny. Uroczystość odbyła się w Katedrze Oliwskiej, a sakramentu udzielił abp Tadeusz Gocłowski.
Nie ukrywam, że największe znaczenie miały moje rozmowy i spotkania z arcybiskupem Gocłowskim i przyjaciółmi. To oni przekonywali mnie, że mój powrót do Kościoła ma głęboki sens
– mówił wówczas Tusk.
W 2011 r., wspominając pogrzeb Jana Pawła II, Tusk stwierdził w jednym z wywiadów:
Nie byłem żarliwym katolikiem, jednak to doświadczenie, osobiste spotkania, ale przede wszystkim jego śmierć [JP II – przyp. red.], to było coś, co mnie przywróciło do Kościoła
– mówił premier w jednym z wywiadów. Z kolei trzy lata później, będąc z wizytą w Radomiu, opowiadał:
Byłem świadkiem nadzwyczajnych cudów związanych z Ojcem Świętym. […] To, co się działo z nami, to, co się działo w Polsce, jest w najlepszym tego słowa znaczeniu cudem. Nie akceptuję w żaden sposób tonacji drwiny albo ironii, kiedy mówimy o kanonizacji Jana Pawła II, bo czy jest się wierzącym, niewierzącym, świeckim, duchownym, to co do cudu, jaki nam się zdarzył tutaj, w Polsce, dzięki obecności Jana Pawła II, ja nie mam żadnych wątpliwości. Sam je widziałem na własne oczy
Wróg krzyża
Ten sam Tusk, który widział cuda na własne oczy, w 2021 r. nie widzi już miejsca dla krzyża w przestrzeni publicznej:
W szkołach czy urzędach nie powinno być krzyży, to powinny być miejsca wzajemnego respektu i szacunku, niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący czy nie
Słowa te współbrzmią z jego deklaracją z 2011 r.
Ten rząd i przyszły, jeśli wygramy wybory, nie będzie się nisko kłaniał ani bankierom, ani związkowcom, nie będziemy klęczeli przed księdzem. Do klęczenia jest kościół. Przed Bogiem, a nie przed księdzem
– mówił Tusk na konwencji z okazji 10. rocznicy Platformy Obywatelskiej. Dziesięć lat później, na wiecu na Długim Targu w Gdańsku, posłużył się podobną retoryką, atakując Prawo i Sprawiedliwość za politykę wobec Kościoła.
Oni głoszą wszem wobec, że są katolikami, że wierzą w Boga i Boga mają w sercu. Nikt tak bardzo nie przyczynił się do upadku Kościoła w Polsce, jak rządy PiS-u przez sześć lat. Komuniści 40 lat nie dali rady
Ten sam Tusk, który kiedyś cieszył się z powrotu na łono Kościoła, po latach promował w Brukseli liderkę tzw. Strajku Kobiet Martę Lempart. Sam szef PO wrzucił wówczas do sieci zdjęcie w maseczce z symbolem zwolenniczek aborcji. Nie przeszkadzało mu wówczas, że to podczas awantur tzw. Strajku Kobiet atakowano i niszczono kościoły oraz przerywano msze święte. Czerwone pioruny na ulicach były esencją tego, co Jan Paweł II nazywał cywilizacją śmierci.
Syn marnotrawny?
Jednak podczas tegorocznej wrześniowej konwencji w Płońsku Tusk zaskoczył wszystkich kolejnym zwrotem postawy. Chętnie pocałował chleb, którym został powitany, i wyznał:
Ja ciągle pamiętam, jak moja mama znak krzyża nakreślała na bochenku, zanim go rozkroiła
Wówczas oniemieli ze zdziwienia wyborcy zaczęli się zastanawiać w mediach społecznościowych, czy przypadkiem lider PO nie zacznie za chwilę śpiewać:
Jak ten chleb, co łączy złote ziarna, niechaj miłość złączy nas ofiarna. Jak ten kielich łączy kropel wiele, tak nas Chryste w swoim złącz Kościele!
To nie był jednak koniec ukłonów w stronę katolików, którym Sławomir Nitras zapowiedział „opiłowanie z pewnych przywilejów”.
Niedawno w rodzinie miałem bardzo miłą uroczystość, chrzest, było dużo ludzi z kilku rodzin. […] Są katolikami, prawie wszyscy, nie chcą być »opiłowani«. Sławek się nie pogniewa, znamy się tyle lat, wiemy, jakim serdecznym i mądrym jest człowiekiem. […] Naszym przeciwnikiem nie są katolicy, bo przecież my jesteśmy katolikami w dużej większości, nie wpadajmy w schizofrenię
– dodał absolutnie bez cienia schizofrenii Tusk.
Jednak wygląda na to, że spektakl z Płońska na ten moment jest już nieaktualny. Podczas ostatniego czatu, tego „od teściowej”, internauci chcieli wiedzieć, czy były premier odegrał „przebierankę”, całując chleb na konwencji PO. Tusk przyznał, że był to celowy zabieg.
Mam konkretne zadanie i oczywistą aspirację: żeby wygrać wybory, muszę przekonać Polaków w tych mniejszych miastach
– stwierdził. Zdaniem Tuska, jeśli ktoś powie, że to „propaganda”, to „w pewnym sensie” tak jest.
Obrotowy billboard
Politycy z prawa i z lewa nie mają wątpliwości, że wszystko, co robi lider PO, jest podyktowane czystą kalkulacją.
Kolejne etapy w karierze Tuska raz z krzyżem na ścianie, raz z błyskawicą na ustach rozmówczyni. Dla każdego coś miłego. Tusk jest jak obrotowy billboard, który z jednej strony jest dla prawicy, z drugiej dla wyznawców błyskawicy. Przed wyborami obraca się, podążając za oczekiwaniami wyborców
– komentuje Marek Suski, wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PiS.
A po wyborach pokazuje prawdziwą twarz. Tak było choćby z wiekiem emerytalnym. Kto uwierzy Tuskowi, ten już przepadł. Dziś nawet twierdzi, że program 500+ to ich pomysł. Czy w tej sytuacji można wierzyć w któryś propagandowy wizerunek Tuska? Zawsze przy takim pytaniu przypomina mi się żart o rozszyfrowaniu skrótu: TUSK – Teraz Usłyszycie Same Kłamstwa
– żartuje poseł.
Równie krytycznie wolty Tuska oceniane są na lewicy.
To, jak Donald Tusk aranżuje przestrzeń w swoim sopockim mieszkaniu, jest jego prywatną sprawą. Zdarzało się jednak, że sam lider PO robił z wystroju swojego mieszkania sprawę publiczną. Nagłośniony w kampanii prezydenckiej ślub kościelny po kilkunastu latach małżeństwa oraz zdjęcie z domowym ołtarzykiem były symbolami zwrotu PO w prawo i próbą wykreowania tzw. Kościoła łagiewnickiego. Nic z tego nie wyszło. Kościół łagiewnicki okazał się zbiorem pustym
– mówi Marcin Kulasek, sekretarz generalny Nowej Lewicy.
Tusk wrócił z Brukseli w wydaniu mocno antyklerykalnym. Jednym z pierwszych jego komunikatów był postulat zdejmowania krzyży. Przyznam, że byłem tym zszokowany. Jestem konsekwentnym zwolennikiem rozdziału Kościoła od państwa, przeniesienia lekcji religii do salek parafialnych, likwidacji przywilejów podatkowych księży i Kościoła, ale rozpoczynanie dyskusji o świeckim państwie od hasła zdejmowania krzyży, to sabotaż. Tusk musiał się na tym sparzyć, stąd radykalny zwrot w prawo na konwencji w Płońsku i opowieść o kreśleniu znaku krzyża na chlebie
– dodaje poseł.
Jedno jest w życiu Donalda Tuska niezmienne: jego całkowita zmienność. Jest dokładnie tak, jak napisałam na łamach tygodnika „Sieci” w lipcu. Tusków musi być dwóch. Jeden nie dałby rady aż tak lawirować.
Artykuł z 40/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
