Dlaczego ponownie? Szefernaker ujawnia kulisy decyzji prezydentaDlaczego ponownie? Szefernaker ujawnia kulisy decyzji prezydenta

fbc224ca0bd847a7bcde17ea1834d563.webp
Fratria / Szefernaker o referendum ws. Zielonego Ładu
FacebookTwitter

Szef Biura Politycznego Prezydenta RP Paweł Szefernaker ocenił, że referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej jest konieczne, ponieważ proponowana przez Komisję Europejską rewizja systemu ETS nie przyniosła realnej ulgi dla gospodarki. Podkreślił również, że prezydent Karol Nawrocki ponownie złożył wniosek referendalny, zmieniając treść pytania po odrzuceniu pierwszej inicjatywy.

Prezydent Karol Nawrocki ogłosił  w Dębicy w województwie podkarpackim, że złożył drugi wniosek o referendum w sprawie Zielonego Ładu. 

Teraz szef Biura Politycznego Prezydenta RP Paweł Szefernaker zwrócił uwagę na treść proponowanego przez prezydenta Karola Nawrockiego pytania: "Czy jest Pani/Pan za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?"

Motywy

Paweł Szefernaker ujawnił także, jakie motywy przyświecają prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. 

Dlaczego ponownie? Bo za pierwszym razem Polkom i Polakom odebrano prawo głosu, zasłaniając się formą pytania. Prezydent Karol Nawrocki zmienił więc treść pytania, uznając, że najważniejsze jest to, by Naród mógł wypowiedzieć się w sprawie, która będzie kosztować Polskę biliony złotych

- wskazał.

Minister Hennig-Kloska apeluje o merytoryczną dyskusję, a więc do dzieła: Zacznijmy od tego, że Europa od ponad 30 lat rozwija najbardziej ambitną politykę klimatyczną na świecie i trzeba uczciwie przyznać - jest w tym całkiem skuteczna. W ciągu ostatnich 30 lat UE zredukowała własne emisje o 35%. Tylko czy świat podążył za nią? Nie. Globalne emisje w tym samym czasie wzrosły o ponad 63%. My ograniczamy emisje, inni je zwiększają. Dziś Europa odpowiada już tylko za 6% globalnych emisji, ale to nie jest sukces. To dowód, że nasz wysiłek robi się coraz mniej istotny na tle reszty świata. To jak na tym wychodzimy widać najlepiej po przemyśle. W 2005 roku Europa odpowiadała za około 25% światowej produkcji przemysłowej, Chiny za 9%. Dziś Europa ma już mniej niż 17%, a Chiny (których emisje wzrosły o +318% od 1990 roku) odpowiadają za około 28%. Produkcja nie zniknęła ze świata. Wyjechała z Europy. Razem z miejscami pracy, inwestycjami i podatkami. To właśnie nazywa się deindustrializacją - i mamy na nią twarde liczby: 643 tysiące miejsc pracy ubyło w energochłonnym przemyśle UE od 2008 roku

- napisał. 

Ile razy słyszeliśmy, że polityka klimatyczna nie tylko zbuduje przewagę gospodarczą Europy, ale także uniezależni nas od importu paliw? Ostatni raz usłyszeliśmy to w piątek od komisarz Teresa Ribera, prezentującej rewizję dyrektywy ETS. Jest jeden prosty i obiektywny wskaźnik, który pozwala to zweryfikować – wskaźnik zależności importowej energii. W 1990 roku wynosił on w Unii Europejskiej 50%. Dziś? Prawie 60%. Trzydzieści lat polityki mającej zapewnić Europie przewagę gospodarczą i niezależność energetyczną, a jesteśmy bardziej zależni od importu paliw i mniej istotni gospodarczo niż na początku tej drogi. A przed nami najtrudniejsza jej część. Przez 30 lat zredukowaliśmy emisje o około 30%. Na osiągnięcie celu 90% redukcji, którą Unia chce osiągnąć do 2040 roku, mamy już tylko 16 lat. To oznacza, że tempo zmian i wysiłek przemysłu i obywateli musi być ponad trzykrotnie szybszy niż przez ostatnie trzy dekady. To nie jest plan. To jest ściana, na którą konsekwentnie prowadzi nas Komisja Europejska. Piątkowa propozycja rewizji ETS tylko potwierdziła, że Unia nie zamierza zmieniać tego kierunku

- dodał. 

Ulgi nie ma 

Szefenaker zwrócił uwagę, że ostatnie miesiące rozbudziły nadzieje na to, iż zapowiadana rewizja dyrektywy ETS przyniesie realną ulgę europejskiemu przemysłowi. Jak ocenił, piątkowe propozycje okazały się jednak pozorne i rozczarowujące.

Czym właściwie okazała się propozycja przedstawiona w piątek przez Komisję Europejską? Rząd ogłosił sukces i przekonuje, że Komisja Europejska łagodzi politykę klimatyczną. Czy rzeczywiście? Jeżeli porównamy nowe propozycje z wcześniejszymi planami Komisji na lata 30., to widać pewne złagodzenie. Wolniej będą wygaszane darmowe uprawnienia dla przemysłu, zmieniono też niektóre mechanizmy ograniczające liczbę uprawnień na rynku. Tylko że przedsiębiorcy, samorządy i gospodarstwa domowe nie porównują ich z hipotetycznym scenariuszem na 2035 czy 2040 rok. Porównują je z kosztami, które ponoszą już dziś – a te dla wielu są już bardzo trudne do udźwignięcia

- napisał. 

Polityk podkreślił, że sama Komisja Europejska zakłada wzrost ceny uprawnień do emisji do około 110 euro za tonę CO₂ już w 2030 roku, a średnio do 150 euro za tonę w latach 2031–2040.

To nie są prognozy przeciwników ETS, lecz założenia przyjęte przez samą Komisję Europejską. Już przy cenie 110 euro koszt ETS dla elektrowni na węgiel brunatny przekroczy 520 zł na każdej wyprodukowanej megawatogodzinie energii. Dla porównania – średnia cena energii elektrycznej na rynku hurtowym w Polsce w ubiegłym roku wyniosła około 470 zł/MWh. Innymi słowy, sam koszt ETS może być wyższy niż wartość całej wyprodukowanej energii – jeszcze zanim doliczymy koszt paliwa, wynagrodzeń czy utrzymania elektrowni. A przecież Komisja zakłada, że po 2030 roku cena uprawnień będzie jeszcze wyższa. System zostanie rozszerzony na spalarnie odpadów. Według wyliczeń Komisji koszt zagospodarowania odpadów może wzrosnąć nawet o 66%, a rachunek ostatecznie trafi do mieszkańców w opłatach za odpady i ciepło

- napisał. 

ETS 2

 

Szefenaker zaznaczył również, że bez zmian pozostaje system ETS2, który od 2028 roku ma objąć ogrzewanie budynków oraz paliwa transportowe

Rodzina ogrzewająca dom węglem może ponieść ponad 39 tys. zł dodatkowych kosztów do 2035 roku. Komisja spowalnia wygaszanie darmowych uprawnień dla przemysłu, ale z tego rozwiązania nie rezygnuje. Od 2038 roku darmowe uprawnienia dla sektorów objętych mechanizmem CBAM znikną całkowicie. KE przekonuje, że zastąpi je właśnie CBAM. Problem w tym, że według przedstawionych wyliczeń na każde 1 euro wpływów z CBAM przypada około 9 euro utraconej ochrony przemysłu. Trudno więc uznać, że będzie to pełna rekompensata. Jednocześnie coraz większa część pieniędzy z ETS oraz decyzji o ich wydatkowaniu będzie trafiała do instrumentów zarządzanych centralnie przez Komisję Europejską, a nie przez państwa członkowskie. Rewizja nie oznacza więc odejścia od polityki klimatycznej. Oznacza próbę złagodzenia najbardziej nierealnych elementów wcześniejszych planów przy zachowaniu tego samego kierunku

- zauważył. 

Dlatego pytanie referendalne musi zostać zadane, musimy odpowiedzieć sobie czy Europa jest w stanie udźwignąć wyższe ceny energii, kolejne koszty dla gospodarstw domowych, słabszą ochronę przemysłu i dalszą centralizację decyzji gospodarczych. Szanowni Państwo, potrzebujemy w końcu uczciwej, merytorycznej dyskusji o tym, ile realnie kosztuje nas ta polityka i co realnie daje w zamian. Referendum nie jest atakiem na klimat ani żadnym Polexitem. To szansa, aby Polacy mogli wypowiedzieć się w sprawie, która będzie miała wpływ na ceny energii, konkurencyjność naszej gospodarki i życie milionów rodzin. Nie na podstawie haseł, lecz faktów

- podsumował.


  as/źr.wPolityce.pl za X

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.