Czego boi się Tusk? Po spotkaniu klubu KO wszystko wyszło na jaw!Czego boi się Tusk? Po spotkaniu klubu KO wszystko wyszło na jaw!

Premier Donald Tusk podczas trzygodzinnego spotkania z klubem KO miał uznać, że głównym politycznym przeciwnikiem dla jego ugrupowania nie jest już PiS. Teraz KO miałaby skupić się na walce z takimi formacjami, jak Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej – czytamy w Onecie. Tusk oskarżył również liderkę Polski 2050 Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz o „nielojalność”, jednak – wbrew spekulacjom medialnym – pozostawi ją w rządzie. Przyczyną takiej decyzji miałby być strach premiera przed utratą większości.
Dotychczas wydawać by się mogło, że Koalicja Obywatelska zachowuje się, jakby wciąż rządziło PiS, ponieważ Tusk i politycy jego partii zajmują się głównie największą partią opozycyjną, obwiniając ją o wszelkie nieprawidłowości i problemy. A jednak najwyraźniej szef rządu postanowił szukać wroga gdzieś indziej, co możemy wywnioskować z trzygodzinnego, zamkniętego spotkania klubu.
Tusk uznał, że w prawicowej opozycji doszło do „mijanki”, a PiS schodzi już ze sceny politycznej. Swoje wysiłki Koalicja Obywatelska miałaby skupić teraz na rywalizacji z Konfederacjami– pisze Andrzej Stankiewicz w Onecie. Tę kalkulację premier oparł na sondażach, w których partie Mentzena/Bosaka i Brauna mają razem wyższe poparcie niż Prawo i Sprawiedliwość.
Poza tym jednak, jak czytamy w artykule, spotkanie zorganizowano raczej "ku pokrzepieniu serc" członków KO po aferze w Szpitalu Południowym niż z myślą o nowym planie czy propozycjami programowymi. Zresztą w sprawie tego skandalu również nie padły żadne konkrety - na przykład dotyczące ewentualnej odpowiedzialności. Zamiast tego były rutynowe już opowieści o "systemowym" charakterze patologii w stołecznej lecznicy. Czyżby premierowi Donaldowi Tuskowi przeszły już "mdłości", które rzekomo odczuwa w związku z ujawnionymi nieprawidłowościami?
Tego najbardziej boi się Tusk
Może i "mdłości" nie ma, jest za to strach. Przed "nielojalnością", ewentualną utratą większości i przyspieszonymi wyborami.
Tusk chwalił PSL za lojalność i nie krył zadowolenia, że Lewica na stałe uzyskuje wyniki powyżej progu wyborczego. Z kolei liderkę Polski 2050 Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz uznał za nielojalną, ale zasugerował, że nie wyrzuci jej z rządu. Powód — Pełczyńska-Nałęcz może wyprowadzić z koalicji kilku-kilkunastu posłów i rząd straci większość w Sejmie. Tusk dał do zrozumienia, że nie może ryzykować przyspieszonych wyborów, bo to grozi porażką
-pisze Stankiewicz.
Premier chce, aby KO skoncentrowała swoje wysiłki już nie na PiS, lecz na dwóch Konfederacjach i prezydencie Karolu Nawrockim. Ten ostatni, w ocenie Tuska, jest bliższy ugrupowaniom Brauna oraz Mentzena i Bosaka niż partii Jarosława Kaczyńskiego.
Czy Tusk znów "się wściekł"?
Posłów KO premier miał zagrzewać do pracy w okręgach. Są bowiem, zdaniem Donalda Tuska, "za mało widoczni w terenie". Sam szef rządu również planuje "ruszyć w Polskę". Ale jeszcze ciekawszy jest kolejny cytat!
Powiedział też, że dostaje imienne raporty dotyczące zbyt małej aktywności parlamentarzystów w mediach społecznościowych
-podkreśla dziennikarz Onetu.
Czyżby "silni razem" i "sieć na wybory" już nie wystarczały? A gdyby tak... po prostu zaproponować jakieś rozwiązania programowe? O tym, jak czytamy, było bardzo mało - jedynie ewentualne podniesienie przed wyborami kwoty wolnej od podatku.
Cóż - jeśli Tusk będzie tak samo "mądrze" walczył z Braunem i Konfederacją jak walczył z PiS i prezydentem Nawrockim, to wyniki wyborów mogą wszystkich zaskoczyć. Inna sprawa, czy będą dobre dla Polski i relacji naszego kraju z takimi sojusznikami jak chociażby USA.
Onet.pl/Joanna Jaszczuk
