TYKO U NAS

Co z jednością prawicy? Wildstein prognozujeCzy uda się uratować jedność prawicy? Wildstein: Zdumiał mnie ten moment

FacebookTwitter

"Ewentualne odejście ugrupowania Mateusza Morawieckiego nie oznacza rozpadu PiS, nie oznacza końca PiS. Już wielokrotnie zdarzało się, że wychodziły różne grupy z Prawa i Sprawiedliwości i okazywało się, że to wcale nie oznacza końca tego ugrupowania" - powiedział Bronisław Wildstein, publicysta Tygodnika "Sieci", w rozmowie z Telewizją wPolsce24.

Bezpośrednio po spotkaniu z prezesem PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie były premier Mateusz Morawiecki odjechał samochodem z siedziby partii i nie doszło do wspólnej konferencji prasowej. Rzecznik ugrupowania Rafał Bochenek zapewnił jednak, że rozmowy miały "charakter konstruktywny". Parlamentarzyści zaangażowani w stowarzyszenia nadal muszą jednak zdecydować, czy wybierają tę formę aktywności, czy członkostwo w PiS.

PiS "rozpada się" od co najmniej 20 lat?

Czy rzeczywiście dzisiejsze spotkanie było spotkaniem ostatniej szansy. Czy jedność prawicy da się skleić? W rozmowie z redaktorami Martą Piasecką i Szymonem Szeredą w programie Telewizji wPolsce24 "Na linii ognia" pytany był o to Bronisław Wildstein, pisarz, dziennikarz i filozof.

Słyszę od ok. 20 lat, że PiS się już rozpada, że PiS się właściwie rozpadł, że PiS już nie ma. No więc różne rzeczy się słyszy. Ja nie wiem czy to jest spotkanie ostatniej szansy przed ewentualnym wyodrębnieniem się z PiS-u ugrupowania Mateusza Morawieckiego. Mam nadzieję, że nie, bo szkoda by było

 - ocenił Wildstein.

Muszę powiedzieć, że mnie zdumiał tutaj ten kalendarz, dlatego że w momencie, kiedy Jarosław Kaczyński postanowił zdyscyplinować partię, rząd obecny, wydawało się, leżał na ringu i był wyliczany, już właściwie zbliżało się to do 10. Po tym odsłonięciu afery Szpitala Południowego, która była po prostu tylko obrazem całości, modelem funkcjonowania służby zdrowia za czasów obecnej koalicji, kiedy odsłonięto tę skalę, można powiedzieć wprost. z jednej strony korupcji - w szerokim tego słowa znaczeniu, bo tam były na dużą skalę fałszerstwa robione, ale również wykorzystywania służby zdrowia i traktowania jej jako własność kasty rządzącej, co się odbywało oczywiście kosztem obywateli zwykłych. Wydawało się, że rządzący nie mają już specjalnie możliwości wykręcenia się z tego. Usiłowali na wszelkie sposoby. Nie udawało się, bo to była rzecz, która po pierwsze odsłaniała model tych rządów, a po drugie dotykała zwykłego obywatela w sposób wyjątkowy

 - dodał.

I w tym momencie z pomocną dłonią pośpieszył nie kto inny, tylko tylko szef Prawa i Sprawiedliwości, dyscyplinując to ugrupowanie, czy jak to tam nazwać, Mateusza Morawieckiego, działające wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. To umożliwiło temu frontowi medialnemu rządu, który ma ogromną przewagę jednak w ośrodkach opiniotwórczych, zajęciem się tym tematem. Zresztą nie tylko temu frontowi medialnemu, bo my też się przecież tym zajęliśmy.

 - ocenił publicysta "Sieci"

Zapomnieliśmy o wszystkich realnych problemach Polski, to znaczy straszliwym zadłużeniu Polski, ustalaniem budżetu warunkowego - takiego, który będzie mógł wywierać presję doraźną na rządach poszczególnych krajów. A tak się w tej chwili przygotuje, przygotowuje ten siedmioletni budżet Unii Europejskiej

 - wskazał Wildstein.

Dlaczego akurat teraz?

Pytany, czy prezes PiS miał wyjście inne niż "uderzenie pięścią w stół", rozmówca wPolsce24 odparł:

Oczywiście, że miał. Ja nie rozumiem, dlaczego to w tym właśnie momencie zrobił. Fakt, że istnieją dwa duże skrzydła wewnątrz PiS, które nie darzą się sympatią, a ich liderzy konkurują ze sobą, nie byłby sam w sobie niczym strasznym. Tylko czasami te konflikty za bardzo wychodzą na zewnątrz, czym właśnie z lubością zaczyna się zajmować partia rządząca, która chętnie zajmuje się opozycją. No i oczywiście wielki front medialny, więc ja absolutnie uważam, że nic takiego się nie działo, co by wymagało natychmiastowej interwencji

 - stwierdził publicysta.

Możliwe jest cofnięcie się jednej lub drugiej strony, czy raczej już rozpad PiS na dwie osobne partie?

Ewentualne odejście ugrupowania Mateusza Morawieckiego nie oznacza rozpadu PiS, nie oznacza końca PiS. Już wielokrotnie zdarzało się, że wychodziły różne grupy z Prawa i Sprawiedliwości i okazywało się, że to wcale nie oznacza końca tego ugrupowania. Mało tego, to ugrupowanie zdobyło władzę, dwukrotnie wygrywało wybory. Natomiast wcale nie uważam, że musi w tym momencie nastąpić wyjście tej, nazwijmy to, frakcji Mateusza Morawieckiego. Nie jest to konieczne. Nie widzę tutaj nic takiego koniecznego

 - odpowiedział Bronisław Wildstein.

To, że istnieją ambicje w polityce, to jest rzecz ze wszech miar naturalna. To, że istnieje rywalizacja to też jest rzecz naturalna i w związku z tym można to mediować. Dotąd udawało się Jarosławowi Kaczyńskiemu to mediować bardzo sprawnie. Ten moment jest zdumiewający i moim zdaniem absurdalny. Ale ci, którzy chcą, aby odsunąć obecny rząd od władzy – a myślę, że wszyscy, którzy mają zdrowy rozsądek tego chcą, muszą patrzeć z niepokojem na to, co się dzieje

 - zastrzegł. 

Joanna Jaszczuk, źr. wPolityce.pl, za wPolsce24

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.