Blamaż Tuska? Zaskakujący zwrot ws. Romanowskiego!Blamaż Tuska? Zaskakujący zwrot ws. Romanowskiego!
Czy Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości, rzeczywiście przebywa w Naddniestrzu? Premier Donald Tusk twierdził – powołując się na ustalenia służb – że na 99 proc. tak właśnie jest, jednak, zdaniem prokuratury… nie ma na to dowodów.
Dzisiejsza koalicja 13 grudnia jeszcze za rządów PiS niemal codziennie groziła politykom partii Jarosława Kaczyńskiego więzieniem, dzisiaj, po 3 latach rządów, siłowo przejęta prokuratura nie jest w stanie w zasadzie nikogo doprowadzić przed oblicze sądu. Szczególnie kuriozalny wydaje się pościg za byłymi ministrami sprawiedliwości – szefem MS w latach 2015-2023 r. Zbigniewem Ziobrą i jednym z jego ówczesnych zastępców, Marcinem Romanowskim. Ten pierwszy ma przebywać w USA, drugi… Najwyraźniej nie wiadomo, gdzie.
Naddniestrze to blef?
Premier Donald Tusk przekonywał niedawno, że Romanowski „na 99 procent” przebywa w Naddniestrzu. Siłowo przejęta przez rząd Tuska Prokuratura Krajowa nie jest jednak w stanie tego potwierdzić. Nadto, jest niemal przekonana, że byłego wiceministra nie ma w regionie kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów. Zdaniem śledczych, jest to po prostu blef poszukiwanego.
Jak pisze dziennik „Rzeczpospolita”, tropy w sprawie miejsca pobytu Romanowskiego są rozbieżne.
Wniosek Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego ma datę 12 lipca, jednak wysłany został niemal dwa tygodnie później – 25 lipca. Co więcej jego autor zadeklarował jako miejsce swojego pobytu Tyraspol, przy ul. Schevchenko 17 – jest to ścisłe centrum miasta. Problem w tym, że, jak już pisaliśmy, to pusty plac, tzw. ślepy adres. Numeracja na tym odcinku ulicy przeskakuje bezpośrednio z numeru 15 (klinika okulistyczna) na numer 21 (Centrum Handlowe „Mińsk”). Pomiędzy nimi znajduje się ogrodzony, niezabudowany teren lub zaplecze techniczne sąsiednich obiektów, któremu nigdy nie przypisano samodzielnego adresu
- czytamy.
Z pieczęci na kopercie wynika, że list nadano nie z Tyraspola, lecz z miejscowości Bendery. Odległość tych lokalizacji jest niewielka, obie leżą w Naddniestrzu.
Według prokuratury, z całą pewnością Marcin Romanowski nie przebywa tam, gdzie to zadeklarował. Z ustaleń „łowców cieni” CBŚP, czyli policjantów z Wydziału Operacji Pościgowych wynika, że w ogóle nie wjechał na teren Mołdawii w ciągu ostatnich kilku lat. Również sąsiadujące z Mołdawią Rumunia i Ukraina nie potwierdziły, by „odbił” się na granicy. Co więcej, władze Mołdawii, ze względu na fakt, iż nie kontrolują rejonu Naddniestrza, nie są w stanie zweryfikować informacji, czy ten podejrzany rzeczywiście tam przebywa. Dla osoby ukrywającej się wskazanie separatystycznego Naddniestrza jest więc niezwykle bezpieczne – praktycznie nie można tej informacji potwierdzić
- podkreślono w dzienniku.
Czy to Romanowski złożył wniosek?
Potwierdzenie miejsca pobytu polityka polskiej opozycji poza Unią Europejską wiązałoby się z uchyleniem ENA.
Skoro służby nie potwierdziły Naddniestrza jako jego miejsca pobytu, to z czego wynika kategoryczne stwierdzenie premiera Donalda Tuska, który wskazał, że Marcin Romanowski jest tam „na 99 proc.”?
- pyta „Rz” wskazując, że dowodów domaga się mec. Bartosz Lewandowski, obrońca Marcina Romanowskiego. Adwokat chce, aby sąd przesłuchał premiera i funkcjonariuszy służb.
Mało tego – formalnie nikt nie potwierdza, że autorem wniosku o list żelazny jest sam Romanowski!
Formalnie nikt ze służb nie wystąpił także do sądu o oryginał listu i koperty, w jakiej go przysłano, i oficjalnie nikt nie badał jego autentyczności. Według informacji „Rzeczpospolitej” – działające w sposób operacyjny służby – choć tą wiedzą nie muszą się podzielić – dokonały weryfikacji, że list ma pochodzić od Marcina Romanowskiego. Jak pisaliśmy, listem i kopertą, jakie przyszły do sądu zainteresowali się funkcjonariusze służb pod kątem możliwych, pozostawionych na nich śladów. Samo pismo – wniosek o list żelazny ma wskazywać, że został podpisany rzeczywiście przez Romanowskiego, ale też inne ślady mają sugerować, że miał on z nim kontakt. Według źródeł „Rzeczpospolitej”, działania miały być nieformalne. Dlatego oficjalnych śladów „wypożyczenia” koperty i listu w aktach nie ma
- czytamy.
Prokuratura wystąpiła z wnioskiem o kopię listu i koperty, do sądu wysyłając asystentkę prokuratora z upoważnieniem do wglądu „w akta postępowania Sądu Okręgowego w Warszawie dotyczącego wniosku Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego”.
aja/ źr. wPolityce.pl, za: Rp.pl
