Berek sam sobie zaprzecza. I mówi o policjiBerek sam sobie zaprzecza. I mówi o policji
Maciej Berek przekonuje, że jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego będzie musiał wyłączyć się ze spraw, przy których wcześniej aktywnie pracował. Jednocześnie kilka chwil później mówi o ewentualnym postępowaniu TK, w którym mógłby już rozstrzygać, ignorując fakt, że jako minister w rządzie Donalda Tuska był w nie zaangażowany. W tej samej rozmowie Berek mówi też o możliwości korzystania przez sędziów z pomocy policji, jeśli uznają, że są "zagrożeni".
Berek: „W określonych sytuacjach wyłącza się ze składu”
Prowadzący program w Polsat News pytał, jak mamy uwierzyć, że były minister w rządzie Tuska bezstronnie oceni to, co dziś robi Domański, Tusk czy inni jego ministrowie.
Wielka szansa, która stoi przede mną to jest przywrócenie tej wiary, że jak się staje sędzią Trybunału Konstytucyjnego, to zostawia za sobą wszelkie uwarunkowania, które zostawiał wcześniej
- opowiadał Berek, po czym złożył swego rodzaju deklarację.
W Trybunale Konstytucyjnym były, są reguły wyłączania się ze sprawy. Jeśli sędzia uczestniczył aktywnie w procesie tworzenia aktu prawnego, który później miałby podlegać jego ocenie, to były takie zasady i ja się tym zasadom podporządkuję, że w określonych sytuacjach wyłącza się ze składu, czyli nie orzeka w sprawie, w której był wcześniej zaangażowany
- zapewniał.
To wbrew pozorom są sprawy bardzo proste, a Trybunał orzeka o sprawach nie z jednego interwału czasowego. To nie jest tak, że Trybunał nagle bada akty prawne z ubiegłego roku
- mówił niedawny członek rządu Tuska.
Podatki "małżeństw jednopłciowych"
W programie padło pytanie o prawa podatkowe tzw. małżeństw par jednopłciowych.
Berek nie chciał odpowiedzieć na uwagę prowadzącego, że jest niemal pewne, iż odwołania do Trybunału "posypią się" ws. akceptacji przez Ministerstwo Finansów zrównania tzw. małżeństw jednopłciowych w prawach płacenia podatków. Były minister zasłaniał się przy tym, że jeszcze nie jest sędzią TK w pełnym tego słowa znaczeniu.
We wszystkich sprawach, które mogą być potencjalnie rozpatrywane przez TK sędzia nie może się publicznie wypowiadać, bo to by właśnie powodowało, że potem musiałby się ze sprawy wyłączyć
- stwierdził.
Wynika z tego, że Maciej Berek ma zamiar, jeśli złoży ślubowanie, orzekać m.in. w sprawie praw podatkowych małżeństw par jednopłciowych.
Berek przeczy sam sobie
Sprawa pomysłu zrównania praw podatkowych dla wszystkich małżeństw, czyli zgodnych i niezgodnych z konstytucją, ogłoszona została dopiero co i wydawałoby się, że Berek, który odszedł z rządu w sierpniu, nie ma z nią nic wspólnego.
Jednak były minister Tuska brał czynny udział, a nawet stał na czele specjalnego zespołu rządowego zajmującego się sprawą transkrypcji aktów małżeństw par jednopłciowych.
Zatem sędzia-elekt TK, zgodnie z jego własnymi deklaracjami nie mógłby uczestniczyć w ewentualnych pracach Trybunału w tej sprawie.
Maciej Berek przeczy więc sam sobie w jednej wypowiedzi, w zdaniach oddzielonych od siebie o kilkadziesiąt sekund.
Berek o policji. „Ma prawo domagać się wsparcia”
W rozmowie w Polsat News Berek odniósł się do sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego i zapowiedział możliwość korzystania przez sędziów z pomocy policji.
Każdy funkcjonariusz publiczny, a sędzia Trybunału Konstytucyjnego też takim funkcjonariuszem jest, ma prawo domagać się wsparcia policji, jeśli czuje się zagrożony w wykonywaniu swoich obowiązków
- zapowiadał i przerzucał winę na Bogdana Święczkowskiego, prezesa TK.
Widzimy, jak sędzia Święczkowski pobudza emocje społeczne. To są sytuacje ocierające się o zagrożenie bezpieczeństwa
- oceniał.
Kiedy Berek wprowadzi plan w życie?
Maciej Berek, pytany o swoje dalsze działania, nie krył, że rozważa różne scenariusze.
Oczywiście, że mam przygotowane scenariusze, oczywiście, że to wszystko jest przemyślane, ale tak jak powiedziałem, złożyłem pismo do Kancelarii Prezydenta cztery dni temu i wypada mi jakiś rozsądny interwał czasu teraz odczekać
- odpowiedział.
Nie będą to ani jakieś wielkie, długie tygodnie, ani to nie będzie bardzo krótkie kilka dni. Rozsądny interwał czasu, który z szacunku do urzędu prezydenckiego wypada odczekać
- mówił na antenie Polsat News.
źr. wPolsce.pl za Polsat News
