Afera Mróz-Gorgoń. "Nic jej nie zrobią. Będą bronić swojego!" Prof. Nalaskowski o aferze Mróz-Gorgoń. "Środowisko nie jest kryształowe"

"Dziwię się, dlaczego panią dr hab. Barbarą Mróz-Gorgoń nie zajęła się jej własna uczelnia" - stwierdził prof. Aleksander Nalaskowski w rozmowie z portalem wPolityce.pl. Naukowiec nazwał eufemizmem użycie sztucznej inteligencji w opracowaniu przygotowanym pod kierownictwem ekspertki ds. marketingu na zamówienie rządu. Odniósł się też do deklaracji prof. Radosława Zenderowskiego, który w dosadny sposób określił efekt badań rządowej specjalistki.
"W nauce jest wielu karierowiczów"
Prof. Nalaskowski odnosząc się do kwestii użycia sztucznej inteligencji przez Mróz-Gorgoń powiedział, że to "eufemizm", bo w rzeczywistości mieliśmy do czynienia z "fałszowaniem wyników badań".
Opowiadania o złym zastosowaniu sztucznej inteligencji są eufemizmem. W rzeczywistości było to po prostu fałszowanie wyników badań. W dodatku nieudolnie fałszowanie. I takie coś kompromituje każdego uczonego i to kompromituje bezapelacyjnie.
- stwierdził prof. Aleksander Nalaskowski. Jak zatem mogło dojść do takich nieprawidłowości?
Badacz ocenił to jednocześnie, przyznając, że "w nauce jest bardzo dużo karierowiczów".
Jest bardzo dużo nieuczciwości. Od 40 lat recenzując rozprawy doktorskie, habilitacyjne czy postępowania profesorskie. Spotkałem się wielokrotnie z plagiatami, z naciąganiem i tak dalej. Trudno byłoby mówić, że to środowisko jest kryształowe, bo nie jest. W każdym środowisku intelektualnym istnieje grupa karierowiczów, grupa cwaniaków i to się na pewno tak szybko nie zmieni
- przyznał prof. Nalaskowski.
Naukowiec zaznaczył też, że osobną kwestią w tej sprawie było rządowe zamówienie badań.
Jak to się ma do rozpoznania terenu przez władzę, która twierdzi, jak Donald Tusk stwierdził, że to jest w Polsce i w ogóle w Europie, najlepszy fachowiec od marketingu. Tymczasem ona mu podsunęła sfałszowane badania naukowe
- dziwił się profesor.
Ultimatum profesora
Aleksander Nalaskowski odniósł się również do reakcji środowiska naukowego w sprawie afery z raportem nadzorowanym przez Mróz-Gorgoń. Prof. Radosław Zenderowski szczególnie dosadnie określił swoje odczucia po zapoznaniu się z omawianymi badaniami.
Pani Barbara, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego, spektakularnie obsrała mój tytuł
- napisał w mediach społecznościowych.
To tak, jakby ktoś załatwił się na wycieraczce. Jak można szanować profesora nauk humanistycznych po czymś takim? Przecież ta kobieta w kilka godzin zdewaluowała stopnie i tytuły naukowe. Gdyby były one pozycjonowane na giełdzie, mielibyśmy nie czarny czwartek, ale czarną dupę, z której nie ma wyjścia
- denerwował się naukowiec, który ostatecznie zadeklarował nawet zrzeczenie się swojego tytułu naukowego.
Jeśli pani Barbara pozostanie na funkcji dra hab. to ja zrzekam się swojego tytułu. Dość już tych upokorzeń i politycznych przekrętów. Czekam 30 dni. Potem, jak będzie trzeba, zrzekam się profesury
- zaznaczył, podkreślając przy tym, że nie wie, jak to wygląda od strony proceduralnej.
Co na to uniwersytet?
Prof. Nalaskowski wyjaśnił, zatem, jakie procedury obowiązują w podobnych przypadkach.
To jest dość skomplikowane. Tak jak nie ma w polskim prawie impeachmentu prezydenta, tak nie ma możliwości oddania czy też odebrania w jakikolwiek sposób stopnia naukowego
- podkreślił naukowiec.
Prof. Nalaskowski zastanawiał się jednak nad reakcją środowiska naukowego uczelni, z którego wywodzi się Barbara Mróz-Gorgoń.
Własne środowisko powinno się jakoś zachować w tej sytuacji. To znaczy rada wydziału, do której należy czy uniwersytet, na którym pracuje. Uniwersytet, przypominam, ma senat, który powinien się odnieść do tego, bo to jest jego pracownik i część pada również na uniwersytet ekonomiczny we Wrocławiu. Właśnie również uniwersytet powinien uderzyć się w piersi, że taką osobę pozwolił wypromować. A ja śladu krytyki nie spotkałem.
- powiedział prof. Nalaskowski, dodając przy tym, że w takich przypadkach zwykle kończy się na karach związanych z naganą. W wyjątkowych sprawach może dojść usunięcia z uczelni.
Ale do niczego takiego nie dojdzie. Będą bronić swojego
- ocenił.
sx/wPolityce.pl/X
