Słychać już o powołaniu nowej partii zadaniowanej na wybory 2027. W polskiej demokracji to nic nowego. Ostatnie wybory do Sejmu pokazują jak łatwo i tanio można wprowadzić tam nowe ugrupowanie. Kolejne ugrupowanie tworzone jedynie na potrzeby bieżących wyborów. W 2011 – Ruch Palikota, 2015 – Kukiz 15 i Nowoczesna Ryszarda Petru, w 2019 – przewaga Prawa i Sprawiedliwości była zbyt duża, aby zrealizować ten plan, 2023 – Polska 2050 Szymona Hołowni, do której przykleił się PSL.
Te fakty twardo pokazują, że problemem polskiej polityki nie jest zabetonowanie, ale przeciwnie: łatwość, z jaką polską polityką można manipulować. Jest to możliwe, ponieważ wśród wyborców kilkanaście procent stanowią osoby podatne na techniki społecznej manipulacji - a w konsekwencji godzące się na bycie przedmiotem oszustwa i wyzysku.
Schemat działania jest sprawdzony, wręcz rutynowy. Kilkanaście miesięcy przed wyborami pojawia się w przestrzeni publicznej dyskusja, że partie polityczne w Polsce już się wyczerpały. Są skostniałe i potrzeba nowego spojrzenia, nowych ludzi, nowych pomysłów. Pada hasło: oni już byli i nic nie zrobili.
Potem na sceną wchodzą kandydaci na nowych liderów społecznych. Co ciekawe, nie są to „nowi ludzie”, anonimowi bohaterowie, którzy spontanicznie, siłą swojego charakteru pozyskują dla siebie zwolenników. Są to ludzie znani - co prawda nie z pierwszych stron - ale już rozpoznawalni. I naraz stają się idolami. Nie wiadomo skąd pojawiają się wielkie pieniądze w kraju. Powstają struktury regionalne, które przyciągają najczęściej ludzi, którzy nie potrafili się zmieścić w działających partiach. Określenie „partia” jest głęboko chowane, no bo to źle się kojarzy, za to pojawiają się nazwiska liderów.
Potem owi liderzy rzucają hasła, które mają zastąpić program. Hasła pięknie brzmiące. Ostatnio: „akademiki za złotówkę”, czy „lekarz będzie do ciebie dzwonił i pytał, jak się czujesz” albo „Polska będzie zielona, albo nie będzie jej wcale”. I tak dalej.
Takich „ruchów” nie da rady robić na dłuższą metę bez pieniędzy, dużych pieniędzy. Skąd się biorą? No na pewno nie ze składek i z wdowiego grosza. Przede wszystkim z zasobów ludzi, którzy potrafią wykładać miliony, aby ośmiogwiazdkowa pseudoelita nadal pozostawała u władzy. Oni nie lubią pokazywać swoich twarzy, ani nawet ujawniać nazwisk. Wystarczy, że wszystko kontrolują z zacisza swoich gabinetów.
Bo przecież z góry wiadomo, że gdy już ta „nowa siła” dostanie się do Sejmu, to wejdzie w sojusze z układem, który dziś nazywamy ośmiogwiazdkowym. Mimo, że we wcześniejszych deklaracjach zapewniały o niezależności i równym dystansie do wszystkich środowisk politycznych.
Ciąg dalszy jest też wielokrotnie przećwiczony. W pierwszym okresie entuzjazmu i samozadowolenia. „Nowa siła” może mówić tylko o planach i zamiarach. Jest wspaniale. Jednak, gdy zaczyna się konfrontacja z rzeczywistością i przychodzą prawdziwe problemy, pojawiają się kłótnie, podziały, a potem destrukcja i rozpad.
Kilku zasłużonych liderów w następnych wyborach dostaje się na listy komitetów wyborczych starych partii politycznych albo znowu tworzy „nową siłę”. Cykl dobiegł końca i zaczyna się od nowa.
Co ciekawe w tych cyklach manipulacji uczestniczą wyborcy, który uważają się za osoby o wyższej świadomości i oczekujący wysokich standardów życia publicznego. Jednocześnie łykają podsuwaną im wielokrotnie przeżutą i przetrawioną papkę.
Wybory czasami są nazywane świętem demokracji, a przecież nie ma święta bez uczty. Jednak ucztowanie z ośmiogwiazdkowacami zawsze kończy się podaniem zatrutego wina.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/762660-nowa-partia-stary-kotlet
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.