Jakby co, to droga do Kijowa jest dla zaprzańców udających autorytety otwarta, nie muszą się męczyć w Polsce. Farewell.
Kiedy ważny polityk służący Polsce powie prawdę o Rosji, Niemczech czy ostatnio Ukrainie, natychmiast jest atakowany przez samozwańczych demokratów i internacjonalistów w kraju. I zaraz stają się oni obrońcami obcych interesów, mając gdzieś Polskę i jej interesy. Nie inaczej stało się po tym, jak prezydent Karol Nawrocki ogłosił, iż wystąpi o odebranie Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu, prezydentowi Ukrainy. Odezwały się „autorytety” znane z braku rozsądku, umiaru i choćby elementarnej wierności Rzeczypospolitej, do czego zobowiązuje artykuł 82 konstytucji: „Obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne”.
Dość zabawnie zlepione ciało moralnie nadęte, złożone ze Zbigniewa Bujaka, Władysława Frasyniuka, Pawła Kasprzaka, Cezarego Łazarewicza, Piotra Niemczyka, Andrzeja Seweryna i Krzysztofa Skiby, ogłosiło manifest potępiający prezydenta Nawrockiego. Napisali m.in. „Żołnierze Samodzielnego Centrum Operacji Specjalnych ‘Północ’ Sił Obrony Ukrainy każdego dnia przelewają krew i giną śmiercią bohaterów na ukraińsko-rosyjskim froncie. I będą w tej walce ginąć nadal. To nie zależy od tego, co o nadanym im imieniu ‘Bohaterów UPA’ powie którykolwiek z przedstawicieli polskich władz i jak to wpłynie na mierzony sondażami stosunek Polaków do Ukraińców”. Tu bohaterowie i tam bohaterowie, ale nie polscy, więc „autorytety” mają powód, by się nadymać i szantażować normalnych Polaków i prawdziwie polskich polityków, czyli związanych z Polską patriotyzm i obowiązek wierności, a nie tylko przez paszport.
Jest i ich bohater Wołodymyr Zełenski - „niezłomny przywódca kraju toczącego bohaterską, krwawą wojnę obronną, której wynik zdecyduje o przyszłości naszego kontynentu”. Zełenski będzie dla nich i pewnie dla świata bohaterem niezależnie od tego, czy „zachowa polski Order Orła Białego, czy zostanie go karnie pozbawiony za obrazę uczuć i pamięci Polaków”. To niech będzie i co z tego?
Kiedy we wrześniu 2010 r. prezes PiS Jarosław Kaczyński wysłał list do ambasadorów i europosłów, w którym krytykował ustępstwa Zachodu wobec Moskwy i pomniejszanie roli państw Europy Środkowo-Wschodniej, spotkało się to z histerycznym atakiem i potępieniem ze strony ówczesnych władz, czyli rządu Donalda Tuska. Będący wtedy ministrem spraw zagranicznych Radosław Sikorski zarzucał byłemu premierowi działanie na szkodę wizerunku Polski i utratę kontaktu z rzeczywistością (słynne żenujące zastanawianie się Sikorskiego, czy „prezes jest na proszkach czy nie”). Jarosław Kaczyński realistycznie stwierdził, że „neoimperialna polityka zagraniczna Moskwy nie budzi kontrreakcji ze strony największych politycznych rozgrywających w Europie i Ameryce”.
Potępienie nie miało granic, a wzorzec moralności i uczciwości z Sevres, Sławomir Nowak, wtedy minister w kancelarii prezydenta Komorowskiego, domagał się wycofania listu. A Robert Tyszkiewicz, wówczas poseł PO, wiceszef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych deklamował: „Nie chodzi nawet o tezy w liście zawarte, ale o sam fakt, że został wysłany do ambasadorów. To może sugerować, że w Polsce mamy inną politykę zagraniczną rządu, a inną opozycji. Osłabia to naszą pozycję na arenie międzynarodowej”. „Z tekstu wprost bije antyrosyjskość” – zżymał się Tadeusz Iwiński, wtedy poseł SLD. Straszną zbrodnią było pokazanie, czym jest Rosja Putina.
Samozwańcze autorytety zawsze bronią ,obcych, więc także ich najnowsza reprezentacja musiała to zrobić. Oni wiedzą, że „Ukraińcy i Polacy mają za sobą wielowiekową historię wzajemnych krzywd. Ogromnych i wciąż nieprzepracowanych. Nierozliczonych i niemożliwych do rozliczenia. Nie wskrzesimy zamordowanych, nie zamierzamy rewidować granic, z popiołów nie powstaną spalone kościoły i cerkwie. Oba nasze narody chętnie mitologizują własną historię, czczą swych bohaterów, zapominając lub wypierając z pamięci zło, które czynili. Nie dziwi nas ukraińska pamięć o ‘bohaterach UPA’ i zapomnienie zbrodni, których dokonali na naszych przodkach. Polacy chętnie zapominają o własnych zbrodniach - dokonywanych także na Ukraińcach”. Ten symetryzm pachnie zdradą własnego państwa.
Samozwańcy ze „wstydem przyglądają się publicznym wypowiedziom przedstawicieli polskiej klasy politycznej, pouczających Ukraińców o ‘prawdziwej historii’, krzyczących o zniewadze polskiej pamięci, podsycających obudzone z uśpienia antyukraińskie fobie”. Powinni się raczej wstydzić za głupoty i nikczemności, który wypisują. Kto ich posadził na tym Parnasie, z którego przemawiają? W czyim imieniu to robią? W każdym razie widzą, jak „prymitywny nacjonalizm narasta w naszej ojczyźnie”, a „gęby czcicieli polskich faszyzujących nacjonalistów i gloryfikujących zbrodnie ‘żołnierzy wyklętych’ pełne są pseudo-patriotycznych frazesów”. Ich internacjonalizm prymitywny nie jest. A od żołnierzy wyklętych takim mydłkom wara!
Żenujące są te wytryski jadu na ubzdurane „pochody jawnych faszystów najgorszego autoramentu, odbywające się w Polsce bez przeszkód i bez wyrazów potępienia ze strony tych samych polskich przywódców, którzy dziś nie szczędzą potępienia Ukraińcom ginącym na froncie okrutnej wojny”. Samozwańcy tak się już nadęli, że „polityków ze wszystkich politycznych obozów wzywają do opamiętania. I do historycznej pamięci”. Ministra Sikorskiego do opamiętania nie wzywali, gdy bredził o normalnej Rosji i zwalczał polską rusofobię. Ciekawe, czy czują się jeszcze Polakami, skoro ten naród jest taki straszny, ma na sumieniu tyle okropnych czynów, więc musi być dla nich wyjątkowo obmierzły. Jakby co, to droga do Kijowa jest dla nich otwarta, nie muszą się męczyć w Polsce. Farewell.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/761864-znowu-aportuja-przed-obcymi-i-przeciwko-polsce
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.